Thursday, 22 September 2016

puste krzesła

Rok szkolny za pasem, można powiedzieć, że rentre w pełni. Ana Martin aż tak się rozpędziła w swym codziennym trybie porannego gonienia, że uważa nawet, że jest już koniec października, a właściwie święta.
Co akurat na rękę chłopakom, bo Mikołaja wypatrują od dawna.
Mikołaj jutro będzie Ksenio, coś dosłyszał Iwonek. Grochu, słyszałeś? Pan Mikołaj do nas idzie, juhuu! Będziesz miał urodziny Grochu!
Banio banio, cieszy się Iwonek.
Nie no, jeszcze nie święta synku. Jeszcze trzy miesiące porannej gonitwy.
Uff.
Uff, wzdychają pewnie wszystkie sanżilowskie i okoliczne matki, też im niełatwo codziennie między 6 a 8. Wiele lat takich jeszcze. Ale cóż.
Cóż! no cóż nawet.
Tego cóż nie może wypowiedzieć na dzień dzisiejszy 20 brukseńskich matek, obwieszcza nagle znad gazety Roman.
Bo co?
Bo na dzień dzisiejszy, 22 września czyly, w Brukseni jeszcze nie znaleziono miejsc w szkołach dla 20 dzieciaków. Jakiś sukces miasta i gmin odnotowano, bo na początku rentre było to ponad 200 dzieci, ale 20 wciąż się błąka nie wiadomo gdzie.
Roman, to niedokładnie tak, tytuł artykułu to nie wszystko, prostuje Ana Martin. Zawsze wychwycą sensację, a prawda leży gdzie indziej, o ile nie pośrodku. Się byłam wczytałam w międzyczasie i sytuacja wygląda następująco: dzieci niechodzące do szkół to w większości te, których rodzice zadecydowali, że będą dla nich szukać jak najlepszej placówki. Ta szkoła zła, a ta niedobra. Co być może prawdą.
W rzeczywistości w gminach francuskojęzycznych miejsca są jeszcze w 450 i 1 szkole - naliczono 16133 pustych krzeseł. W samej Brukseni jest 105 szkół tzw. sekonder, a w 89 z nich są miejsca nawet dla 1544 uczniów.
Czyli ta 20 na pewno się zmieściłaby. Jakby chciała.
Jakby rodzice chcieli raczej.
Ale co z nimi będzie, z dzieciarnią tą?
Instytucje pogonią ich. Obowiązek szkolny rozpoczął się wszak 1 września. O, nie ma tak dobrze, by ktoś się wywinął od słynnego uff.

Albo cóż.
Bo cóż na pozostało, jak odliczać do świąt. 
Mikołaja, Ksenio!

Wednesday, 21 September 2016

koń trojański

Ihaha! Ihaha! rozbrzmiewa na Sanżilu i w okolicznościach, ewentualnie z wydłużonymi samogłoskami. Bo kto dzieciną bedąc na konikach nie jeździł?
Konie są modne tej jesieni. Nie tylko wśrod jednolatków. Czy też to lato jeszcze?
Pogodowo lato. Zmierzch jego.
Jak i zmierzch świata, jaki znamy, wieszczy Ana Martin. Albo którego nie znamy. Lub wolimy nie znać,w naszym bogatym, sanżilowsko-polskim zakątku a la belż.
Zamach goni zamach, manifestacja manifestację. Już nie wiadomo, co lepsze, a co gorsze, to co było, co jest, czy co ma nadejść. Ech. Takie to głupie myśli z okazji rentre mnie dopadły.
Nie tylko ciebie, Ana, pociesza ślubną Roman. Co to przecież wczoraj na ulicach Brukseni się działo. Dokładniej: na Ar-Lła. Dokładniej potem: koło Szumana, bo tam osiadła komisja.
Co?
Konie trojańskie się starły. Dwa - tylu się doliczył Roman, przez okno pewnie.
Koniki? tatusiu serio? Takie z kopytami i nogami? Grochu słyszysz Grochu? Ihaha były.
A dlaczego one trójkowe były mamusiu, powiedz dlaczego?
Trojańskie synku. To od Troi - miasta, którego nie było, bo się utopiło. Chyba.
A koniki te nie, bo one pływać umieją, te koniki mamusiu one?
Pozostały w rysunkach i bajkach takich. I dlatego wiadomo, jak je zbudować.
I kto je zbudował?
Synku, tacy ludzie, co to nie chcą, by w Brukseni albo w Hameryce podpisano wielkie ilości papierów. Układ taki. TTIP.
Tip? co to za nazwa śmieszna tatusiu?
Śmieszna, ale i niebezpieczna synku. Prawdopodobnie, bo wszystkiego jeszcze o nim nie wiemy, typie tym. Jedno pewne: po podpisaniu tych kartek nic nie będzie już takie samo.
Czyly mam się bać? zaczynam się bać.
Ciężko powiedzieć, ale chyba to nic dobrego dla biednych. Dla normalnych, z Sanżila, okoliczności, a nawet Polski D - chyba nic aż tak strasznego. Natomiast na pewno dobre to jest tylko dla bardzo bogatych.
A dlaczego te koniki się pobiły?
Bo te koniki są puste w środku. A w nich siedzą ludzie. Tacy jak ludziki z duplo. I ci ludzie są schowani, tak samo jak to, co jest schowane w kartkach. Nie wiadomo, co jest w środku, w takim koniku. I to się panom i paniom nie podoba, że w tatusia pracy coś podpisują, a nie wiadomo, co. Stąd koniki koło tatusia pracy.
A zanim tam dojechały - pół miasta zablokowały.
Ile osób brało udział, chce wiedzieć Roman.
Dużo ludzi tatusiu widziałeś?
Spodziewano się 10-15 tysięcy.
Nieźle.
A pojawiło się? no ile Roman? Z okna to na tłum wyglądało?
Nie podają, zaglądam do lalibr i lesłara. Względy bezpieczeństwa pewnikiem, domyślam się. Może nic nie wskórali ci trójanie?
Wskórali wskórali. W skórze konia tym bardziej. Pokazali, że można walczyć z typem tym. A reszta zdarzy się i tak poza nami. Zawsze tak jest z układami. W tym i z typem.

Sunday, 18 September 2016

kiła mogiła pierwsza zapowiedź

Na wakacjach pani była, zaczyna na miło Ana Martin, wiadomo, u fryzjera czy dentysty podstawa to dobre stosunki powstające z rozmowy, choć w przypadku dentysty bywa to jednakże utrudnione.
No ale u fryzjera można, tak samo u fryzjerki, co to w końcu za różnica, no co, nożyczki i tak są jedne i wszystkich tną równo
Ano była, uśmiecha się Mariola, równie słonecznie, co to słońce, co to nam we wrześniu na Sanżilu nie dawało spokoju. Z rana na Alsembergu cień, spokój. Ano byłam, ale żałuję! Tylko forsę wydałam i nic nie odpoczęłam.
Ojej, a gdzie to tak źle , przejmuje się Ana.
W Bułgarii. Nigdy więcej. Syf kiła mogiła, pierwsza zapowiedź.
Że co? krztusi się prawie Ana. Ale tylko tak piszę, figurka literacka taka, bo zakrztusiłaby się prędzej u dentysty; włosem trudno.
Że co, nie wierzy uszom Roman, uchom zdaniem Iwonka.
Syf kiła mogiła pierwsza zapowiedź, na pewno tak powiedziała. Ksenia też była na miejscu, potwierdź Ksenio.
Potwierdzam.
Kiła mogiła, powtórzę. Niejednego się muszą nauczyć jako naród. Smutni tacy, bez uśmiechu, a jacy niegrzeczni. O brudzie już nie wspomnę. Jedzenie ohydne.
Gdzie pani była, chce wiedzieć Ana, co to w Bułgarii już dziecięciem będąc dwa razy była, a potem poprawiła na dorosło z Romanem.
Koło Nesebaru. 80% ludzi w hotelu to Polacy.
Z Polski czy z Belgii?
Z Polski. Oj, tego to już też nie chcę na wakacjach.
I zobaczyć nie ma tam czego w ogóle.
Jak to, Nesebar ładny, protestuje Ana.
Nesebar tak, ale poza tym co tam zwiedzać? Cerkwie na wsi. A głupi to ci oni.
Przykładowo znajoma taka jedna poszła zapłacić za koszulki. Drobne miała, takie tm grosze bułgarskie. To jej ta sprzedawczyni w twarz rzuciła, że z drobnymi to niech se na marżę idzie, tu to sklepi i prawdziwymi pieniędzmi się płaci.
Ja natomiast chciałam zobaczyć te słynne róże bułgarskie.
I były, dopytuje się Ana.
Gdzie tam były. Dwa zdechłe krzaki.
Bo sierpień to nie pora na róże, wtrącam. Za gorąco.
Wiadomo że nie pora, wiadomo, no ale krzaki chciałam zobaczyć, nie kwiaty. Dwa znalazłam, pożal się Boże.
Nigdy więcej, jak mówię.
W Hiszpanii trzy razy byłam i to zupełnie inny urlop. Mili, uśmiechnięci i uprzejmi. Gdzie tam Bułgarom do nich. 
Wschód wyłazi. Już w tamtym kierunku jeździć nie będę. Po co mi ci Polacy skrzyżowani z Turkami? Tu mam, na Sanżilu.
A pani gdzieś była? Dobrze ten blond na lato, buzię rozjaśnia, od razu lepiej.



Thursday, 15 September 2016

żame

Tego jeszcze nigdy nie było, pani! oznajmia Ana Martin.
Pani Ksenio, uzupełnia Iwonek.
Banio bani, zgadza się w pełni Groch.
Po prostu żame wi sa, jak piszą i trąbia w mediach tych czy takich na Sanżilu i w okolicznościach.
Żame, szok normalnie.
Czego żame wi? Albo wu?
W Brukseni nigdy jeszcze nie było tak gorącego wtorku, że pierwsza ogłoszę.
Nie wtorku, Ksenio, tylko 13 września. Wtorki to może i gorętsze były, nawet w umiarkowano-wilgotnej Belgii. Przykładowo: jak się rodził Iwonek w pewnie boskie nieboskie święto; Groch za to nie, gdyż to w zimie było akurat, dokładnie na jej początek.
A ile zarejestrowali 13, zaciekawia się Roman?
29,6 stopnia Celsjusza o godzinie 14 we wtorek 13 września. 13 o 14. Pobito tym samym rekord należący do innego roku, mianowicie 1947, kiedy to naliczono 28,7 stopnia, też Celsjusza oczywiście. Zresztą może mniej nawet, to inne czasy były, inne termometry.
2016 górą!
A tak tytułem uzupełnienia - jeszcze goręcej było w 1919 r., z tym że to było 12 września. Mianowicie ponad 30, i to o 0,6.
No ale to 12 było. Wcześniej.
To my jesteśmy lepsiejsi Ksenio, gorączkowo jak w ukropie dopytuje się Iwonek.
Lepsi. 13 września jest nasz. 
A 14? 
Owszem, jak podaje Instytu Meteorologii, królewski do tego, w 2016 r. zmierozno najwyższą temperaturę w historii, jeśli chodzi o 14 września.
Ale było chłodniej, niż we wtorek - o 0,4 stopnia. 29,2. W Kleine-Brogel to podpatrzono za oknem.
Czyly wrześniowe 30,6 z 1919 nadal niepobite. Bo w środę było tylko 29, 2. Dziś już zacznie spadać, to już liczymy na 2017 r.
Ale i tak żame wi sa w sumie.


Wednesday, 14 September 2016

ekstensions

Siedzę sobie, radyjko gra po francusku, choć piosenki angielskie oczywiście, pieski szczekają. Ana Martin już zrobiona, żel wklepuje w resztki blond, farbowanego oczywiście, bo po chłopakach poczętych i zrodzonych hormony nie te, włos czarny na głowę się rzucił, jak narzeka; w każdym razie teraz obie zażywamy wywczasu od szkoły w salonie na Alsembergu, a tu nagle głowa w drzwiach.
Kobieca, dodajmy.
I pokazuje na swoje kudły, pełne loków.
Mariola odrywa się od mojej kłafjury, jak jużem tu na dzielnicy słyszała, i podchodzi do drzwi, bo tam przecież domorosła blokada stoi, na tyle zmyślna, by pieski nie uciekały, a ludzi zgrabnie mogli przeskoczyć lub odsunąć.
I ta kudłata pokazuje gdzieś pod klamrą coś tam.
Nadstawiamy ucha.
Mariola po geście rozpoznaje fachowo, o co się rozchodzi. I kiwa palcem na nie. Mianowicie: ekstension.
Nie wiecie? Ana Martin też chyba nie bardzo, przynajmniej mina blond na to wskazuje.
Takie wydłużenia włosów, tłumaczę Anie. Na klamry lub przywiązywane.
Aaa, na to Ana. Ja myślałam, że to głównie na ciemnych włosach się robi, żeby nie powiedzieć: afrykańskich lub lokowanych po brazylijsku. Tak przynajmniej wynika z ogłoszeń na sanżilowskich salonach we wszystkich językach afrykańskich lub brazylijskich właśnie.
A ta kudłata tu nasza była, europejska jak najbardziej. Ale nie polska bynajmniej.
Mariola mówi: wszyscy wydłużają. Na prostych też można, no może pani nie, krytycznym okiem ogarnia Anę. Ale ja się w życiu tego nie zrobię już więcej. 
Bo co, ciągnie za język Ana.
Za stara na to jestem. Kołtun jeden straszny się z tego robi i tyle go widzieli. Złe kleje i włosy mają, sztuczne takie, bo mało kogo stać na prawdziwe. Jeden wielki supeł.
Do ilu kosmyków można sobie dopiąć? z 30?
To już maks chyba. Pani, ale jak to wolno idzie! Pamiętam, jak zaczynałam, przyszedł raz taki Ukrainiec z córką. Mała na basen sobie z tym poszła. Kochane moje, co to się działo. Ona płakała i ja płakałam. Do nocy siedziałyśmy. W końcu i tak obciąć trzeba było.
Od wtedy wiem, że wolę 6 strzyżeń męskich zrobić i na to samo wyjdę. Nic już nie muszę w moim wieku. Już ja się swoje nastałam. Koków weselnych też nie robię, po co mi to.
Kości bolą. To już nad ekstensions stać nie muszą. Młode niech się uczą. O, pan idzie. Takiego klienta to lubię.
Proszę, pani gotowa. A pana to na ile? 6 na 9? boki tylko, jak zawsze?



szpachlowanie

Październik miesiącem nauczyciela i policjanta, ups, milicjanta - tak było za moich czasów, mawia Ana Martin. I tak se pomyślałam - kiedy świętują ci, co na czekach? We wrześniu tyle dni wolnych, można by ustanowić dekretem króla czy czymś.
Hmm. Czeki są belż, a świętowanie polskie, to się jakoś kupy nie trzyma Ksenio, zastanawia się Roman, jak ugryźć tę sprawę.
To źle. Praca żadna nie hańbi. Tak na Sanżilu i w okolicznościach, jak i w Polsce D.
To akurat prawda. Dlatego tacy byliśmy dumni z Iwonka, gdy jako jedyne dziecko rzucił się do sprzątania po imprezie feministek na ef. Znosił, wyrzucał, szorował, że hej.
Robić trzeba, wzdycham.
Ja popieram. Na przykład taka pani od szpachlowania, co to ją codziennie wspieramy rozmową i entuzjastycznymi okrzykami w drodze do żłobka.
Nasza?
W sensie Polka? Owszem. Bardzo miła i kompetentna do tego. 
Ta, co od 3 dni mastykuje drzwi przy altitude 100, są w wymowie? Wzdłuż tramwaju? Też ją spotkałam.
A ja dziś nawet zagadnęłam, czy na swoim robi. I okazuje się, że trochę tak, a trochę nie.
W sensie?
Ma wspólnika, czyli faceta, co to nią zarządza. Organizuje klientów.
Niby-dyrektorka, zgryźliwie uśmiecha się Ana Martin. Zawsze to samo, nawet na czekach.
A ona jest od roboty? 
Tak. Tyle dobrego, że nie czarnej, tylko białej. Farby najczęściej.
Szpachluje, maluje, skrobie, obrabia sufity i inne. Kiedyś robiła jeszcze ciężką budowlankę, jak to określiła, ale jej ścięgno pękło, to już tylko takie lżejsze zlecenia bierze. 
I wiecie co? Obiecałam jej, że też ją weźmiemy, jak kuchnię trzeba będzie odmalować ze śladów małych łapek, a drzwi oskrobać ze śladów rysunków i naklejek.
Moich pięknych nalepek, niepokoi się Iwonek? Ja nie chcę! One są bardzo piękne, mamusiu i muszą tu być!
Dobrze synku, to jeszcze trochę czasu minie. Ale numer zapisany, nie zaszkodzi. Ja tam wolę kobiety zatrudniać, jak mam wybierać. Kobiety kobietom!

Tuesday, 13 September 2016

rozprężeni

Gdy bez końca świeci słońce, jak dziś, wczoraj i pojutrze oraz przed jutrem, jak mawia Iwonek - łatwo zapomnieć, co tu - na Sanżilu i w okolicznościach - działo się w równie słoneczne dni w marcu, kwietniu oraz potem, kiwa głową Ana Martin. Ogólne rozprężenie.
Ana, bo taka pogoda we wrześniu wręcz się nie zdarza. Meteobelżik i inne strony nie dowierzają w każdym jednym opisie dnia. Słońce bez końca i temperatury około 10 stopni powyżej średniej. To jest się czym radować i dlaczego rozprężać, zgodzisz się? 
A co, bom ja też nieźle zrelaksowana, wtrącam się?
Anę martwi, że nikt jakoś nie mówi o atakach, objaśnia słowa ślubnej Roman. Że pewnie w taką pogodę, gdy człowiek za człowiekiem na pikniku, łatwiej uderzyć w Sanżil, okoliczności ub gdzie indziej w Brukseni lub poza nią.
Pewnie prawda, że się zadumam. Sama o tym nie myślę, od kiedy wyszłam z lotniska. Tam to nie da się zapomnieć, że coś się działo.
I dzieje, popieram Anę, komentuje ponuro Roman, mimo tego słońca, co rozpręża.
Od razu smutniej, jakąś chmura na horyzoncie widać.
Ci na lotniskach to jeszcze jedyni, co w tym temacie myślą. O, tu wymyślili, pokazuje palcem Ana, proszę. Specjalne ekipy.
Jakie ekipy. Żołnierskie?
Nie wiadomo jakie. Na oko żołniersko-policyjne, ale tu piszą, że nie napiszą jakie, czy żołnierskie, czy policyjne, czy tajniackie. Pewnie wszystkiego po trochu. 
A co to za tajemnica niby, dziwię się.
Taka tajemnica, że minister, który to wymyślił, nie chce zdradzać, co i jak, bo wtedy ci, co się mają ich bać, nie będą się bali.
Raczej: nie chcą zdradzać metod działania służb. Każdy wywiad się tajniaczy.
Albo raczej: sami nie wiedzą dokładnie, co to będzie. Dlatego na lotniska rzucą ich nie od teraz, rentre wrześniowego, tylko od 2017 r. 
Kto w składzie?
Dwustu chłopa, widzę tu.
E Ana, ty, feministka niby na ef, a dlaczego niby to tylko faceci mają być? 200 to dwustu lub dwieście lub trochę takich, trochę owakich, kobieco -męskie ekipy.
Przepraszam, fakt, na krafmadze u Romana i na wendo kongresowym - kobiet w bród. Przepraszam nas wszystkie. Przygrzało mi.
Choc z francuskiego wynika, że to ażą, a nie ażąt. Ale to tylko patriarchat językowy, przejawiający się w liczbie mnogiej, tak po francusku, jak po polsku. Więc nadzieja na równouprawnienie jest.
Będą mieć karabiny, jak ci, co przy namiocie w Szarlerła stoją?
Podobne nie kałasznikowy. Kamizelki, kaski, półautomaty, oraz coś, co brzmi tajemniczo i bardzo źle - mniej zabijającą broń.
A można mniej zabijać? dziwię się. Tak na pół?
Właśnie nie. Choć tym, co grają w komputerze, wydaje się, że tak. Ale prawo to prawo, nawet w czasach terrorystów. Dlatego moim zdaniem nie wiedzą, jak nazwać te ekipy i jak prawnie je umocować. I dlatego pojawią się dopiero w 2017 r. 
Kto, bo już się pogubiłam. Te od wendo i krafmagi?
Oraz ci od wojska i policji. Na lotniskach. Wyposażeni technologicznie, jak tajemniczo obwieścił minister.
A wcześniej co?
Wcześniej namiot w Szarlerła, a na Zawentemie to nie bywam, więc sama nie wiem. 
Jakoś mniej rozprężonam od razu.