Co do murali jeszcze, to ja w tym temacie wypowiem się w ten sposób, że wszędzie ich pełno i każden jeden bardziej kontro, no jak to szło, a już wiem - niekontrolny, tylko kontrowersyjny niż poprzedni.
Nie kontrolny, za to porządnie skontrolowany za to, śmieje się Roman. Prześwietlony pewnie nawet przez służby. Bo pewnie Ksenia mówisz o wielkim siusiaku na barierze?
Jakim wielkim siusiaku, tatusiu? - Iwonek podobno źle słyszy, ale jak nie trzeba koniecznie - to pierwszy jednak.
Dlaczego nie trzeba Ksenio? Trzeba jak najbardziej właśnie. Siusiaki to część nas w końcu.
Racja! warsztaty dżender się zbliżają, sam widziałam, że Ana na boku skrobała pytania, to co ja się chowam jak głupia?
No ale trochę mam prawo. Bo tak wielkiego siusiaka to nie widziałam, jak żyję, Może nie tak długo jak prawie 40-letnia Ana i ponad 40-letni Roman, ale zawsze coś już widziałam. A takiego nie. Siusiaka i muralu.
Bo to pierwszy aż tak odważny mural w Belgii. Do tego autorstwa artysty o polskim nazwisku. Pseudonim ma ładny: Bonom.
Siusiak?
Artysta, Ksenio, artysta. Graficiarz.
Bałwan bonom to namalował? dziwi się iwonek. A jak on tam malował tego siusiaka, tak wysoko?
Nikt nie wie. tajemnica!
No i wisi tak sobie od rentre normalnie na środku bariery.
Wisi nieco, zwisa prędzej. A jaka atrakcja turystyczna się zrobiła. Pod oknami Stefana normalnie pochody turystów z aparatami się przewalają. Każdy chce mieć zdjęcie z siusiakiem.
Ciekawe, kiedy go zamalują?
Wygląda na to, że nieprędko. Okazuje się, że artysta wybrał ścianę, która nie wiadomo do kogo należy. A że zamalowanie taki wielkiej powierzchni dużo kosztuje - na wszelki wypadek wszyscy umywają ręce.
A siusiak jak zwisał, tak wisi.
I jego sława rośnie.
A wraz z nimi - Sanżila i okoliczności.
Dżender się tu nie narobi, ot co!
Sunday, 16 October 2016
Wednesday, 12 October 2016
czarna
Przepraszam z góry, przeprasza z góry Ana Martin, że jeszcze raz wejdę wam w paradę z czarnym, no ale patrzcie sami: czarna Polka jest ostatnio po prostu we wszystkich okolicznościach Sanżila i nie tylko!
Na papierze, w komputerach, a nawet na murach. Na zdjęciach, w artykułach i koszulkach. Ale się dzieje.
W roli matki do tego. Czarnej. Tego w Polsce D nie widzieli zaprawdę.
I będzie na balonach niedługo przecież, podpowiadam.
I na parasolkach, wylicza Roman.
Mamusiu, ja też chcę taki piękny czarny balon! I pisak. I drugi dla Grocha daj mi mamusiu, to ja tam napiszę takie litery es o es, o sam napiszę es-o-es, mogę mamusiu, albo Ksenio, dajcie mi balony i pisaki, niecierpliwi się Iwonek.
Cierpliwości synku, cierpliwie tłumaczy mu Ana, co była zapożyczyła to wyrażenie od niesanżilowskiego dziadka sanżilowskiego Fra. Cierpliwości. Będą i balony. Na razie chodżmy zobaczyć ścianę z czarną panią mamusią.
Czarna mama? Jaka czarna mama - pyta Iwonek z właściwym tylko 4-latkom zdziwieniem. Co ona tam robi, ta pani?
Siedzi i karmi.
Na ścianie siedzi? jak to? słyszysz Grochu? to niemożliwe, mamusiu!
Taaa, potwierdza Groch.
Jak ona tam wlazła, ta mama?
Nie wlazła, tylko ją namalował pan artysta.
A dlaczego na czarno? Wcale nie zresztą, Ksenio kłmiesz! Tylko buzię ma czarną, jak Kejt z mojej szkoły, piękną taką. I za nią druga mała czarna dziewczynka stoi. Fajne to!
A tu kolory piękne widzę! Dzidziuś też piękny, choć ty Grochu byłeś piękniejszy, dada słyszysz, piękniejszy byłeś, tato pamiętasz, jak Groch był mały, i ja? kto wcześniej?
Iwonku, a podoba ci się ten rysunek?
Bardzo piękny jest mamusiu, czy możemy go zobaczyć? tramwajem tam pojechać?
Dandaj, łapie Groch.
Trochę to daleko, co Roman?
Bo gdzie?
Na papierze, w komputerach, a nawet na murach. Na zdjęciach, w artykułach i koszulkach. Ale się dzieje.
W roli matki do tego. Czarnej. Tego w Polsce D nie widzieli zaprawdę.
I będzie na balonach niedługo przecież, podpowiadam.
I na parasolkach, wylicza Roman.
Mamusiu, ja też chcę taki piękny czarny balon! I pisak. I drugi dla Grocha daj mi mamusiu, to ja tam napiszę takie litery es o es, o sam napiszę es-o-es, mogę mamusiu, albo Ksenio, dajcie mi balony i pisaki, niecierpliwi się Iwonek.
Cierpliwości synku, cierpliwie tłumaczy mu Ana, co była zapożyczyła to wyrażenie od niesanżilowskiego dziadka sanżilowskiego Fra. Cierpliwości. Będą i balony. Na razie chodżmy zobaczyć ścianę z czarną panią mamusią.
Czarna mama? Jaka czarna mama - pyta Iwonek z właściwym tylko 4-latkom zdziwieniem. Co ona tam robi, ta pani?
Siedzi i karmi.
Na ścianie siedzi? jak to? słyszysz Grochu? to niemożliwe, mamusiu!
Taaa, potwierdza Groch.
Jak ona tam wlazła, ta mama?
Nie wlazła, tylko ją namalował pan artysta.
A dlaczego na czarno? Wcale nie zresztą, Ksenio kłmiesz! Tylko buzię ma czarną, jak Kejt z mojej szkoły, piękną taką. I za nią druga mała czarna dziewczynka stoi. Fajne to!
A tu kolory piękne widzę! Dzidziuś też piękny, choć ty Grochu byłeś piękniejszy, dada słyszysz, piękniejszy byłeś, tato pamiętasz, jak Groch był mały, i ja? kto wcześniej?
Iwonku, a podoba ci się ten rysunek?
Bardzo piękny jest mamusiu, czy możemy go zobaczyć? tramwajem tam pojechać?
Dandaj, łapie Groch.
Trochę to daleko, co Roman?
Bo gdzie?
Bulwar Simona Bolivara, koło dworca na Nordzie.
Hmm, czwórką prosto dojedziemy.
To jedźmy może, póki nie zmażą? zaczynam się gotować do drogi
To to można zmazać, Ksenio? dziwi się Iwonek. Takie duże rysunki to czym się maże?
400 m², łatwo nie pójdzie, fakt, potwierdzam.
W Polsce D by panowie niemili mazali pewnie w ramach akcji państwowej, na szczęście w okolicznościach Brukseni takie malunki są jak najbardziej pożądane, a wręcz - zamawiane przez miasto.
Czarna matka Polka jak żywa.
W Polsce D by panowie niemili mazali pewnie w ramach akcji państwowej, na szczęście w okolicznościach Brukseni takie malunki są jak najbardziej pożądane, a wręcz - zamawiane przez miasto.
Czarna matka Polka jak żywa.
Mamo, a długo to malował ten pan?
Ponad dziesięć dni. I zużył 150 litrów farby.
To dużo?
Tyle i tyle i tyle i jeszcze razy sto.
To dużo. Ale pięknie namalował, prawda?
Pięknie
Kto w ogóle to jest, pan autor?
Kto w ogóle to jest, pan autor?
Niejaki Sainer z Łodzi.
Co to jest Łodzi?
Miasto takie w Polsce synku. Łódź.
Byłem tam?
Nie, i jak tak dalej pójdzie w Polsce D, to pewnie długo nie będziesz.
Za to mamy kolejny polski mural. Fajnie, że Bruksenia dała na pieniądze, co? entuzjazmuje się Roman, wielbiciel murali i czarnych Polek, w tym matek.
Super! A jeszcze lepiej, że to się świetnie wpisało w tydzień czarnego protestu, pażdziernika i w ogóle. Do tego ten tytuł: macierzyństwo. Czarne.
Sanżil dla Polski D, brawo! Czarna Polka na sztandarach i balonach już wkrótce.
Tuesday, 11 October 2016
podglądamy
Szok normalnie, obwieszcza Ana Martin po wizycie u jednej takiej czarnoprotestującej, od niedawna matki kolejnego narodzonego dziecka. Szok, bo siedzę sobie w salonie z innymi kongresowymi feministkami na ef, patrzę, co tam na stoliku, a tam: trójnóg. Trójnożek. Na nim: telefon. Na telefonie: nagranie leci. Na nagraniu: łóżko. Na łóżku - kołdra. W kołdrze: dziecię (zapewne).
Pochodzę bliżej, bo choć wzrok się akurat ostał i nadal ten, to jednak lepiej sprawdzić, czy to faktycznie to, o czym myślę, czyli: mają w domu kamerę.
I co? poganiam, bo napięcie rośnie.
Mają! to szło nagranie z góry. Szok normalnie.
I co? poganiam, bo napięcie rośnie.
Mają! to szło nagranie z góry. Szok normalnie.
A co to za nowość niby Ano, wzruszam ramionami. Mało to już tego widziałyśmy u innych ludzi?
Niby czego?
Ano bejbifonów tak zwanych. Wszyscy mają i noszą w kieszeni, jak dzieciarnia uśnie. A ta na ef po prostu apgrejdowała, w końcu mała narodziła się nam w 2016 r., a nie jakieś tam zacofane technologicznie kilka lat temu, heloł!
Co wy, serio, naprawdę można mieć kamerę podłączona do ajfona czy szajsunga? nie wierzy Ana.
No pewnie. Wszyscy się śledzą, ile wlezie. Nagrywają, komentują, podglądają. Zresztą nie tylko w skali prywatnej, ale i państwowej. Oto akurat pasujące badanie z Sanżila i okoliczności. Patrzcie, ile mamy pod domem kamer. Silwuple.
Ojej, mapa kamer? a to ciekawe. Dajcie zerknąć.
W Brukseni w 2014 r. naliczono 1365 kamer (w tym 796 zainstalowanych na stałe). Do tego dochodziło 1800 kamer stibowskich, głównie w metrze. Ale od tego czasu na pewno ich przybyło. Podobno dzięki nim złapano koleżków od zamachów.
Dobre to więc czy złe, nie wiem, a wy wiecie?
Sama nie wiem. Kontrole ogólnie mnie przerażają, brr. Oczywiście lepiej, by ktoś nadzorował wandali, ale od tego mały krok do nadzorowania wszystkiego i wszystkich.
Nawet oddechu. Jak bejbifonem normalnie.
Kto to sprawdza, swoją drogą?
O, do tego akurat, podglądania i śledzenia bliźnich zawsze się znajdą chętni. Pod nazwą: służby bezpieczeństwa.
Rządy się zmieniają, a ludzie ci sami w końcu.
Kto to sprawdza, swoją drogą?
O, do tego akurat, podglądania i śledzenia bliźnich zawsze się znajdą chętni. Pod nazwą: służby bezpieczeństwa.
Rządy się zmieniają, a ludzie ci sami w końcu.
Hmm. Pamiętacie, jak na spotkaniu dzielnicowym eszewin obiecał, że i na Sanżilu pojawią się przenośne kamery, by wyczaić, kto nielegalnie wyrzuca domowe śmieci obok publicznych koszy? Wtedy przyklasnęliśmy, bo niby od tego ma się zrobić czysto i winni zostaną ukarani.
Ale teraz sam nie wiem też, markotnieje Roman.
Hmm.
Hmm.
Co na to wysoka komisja?
Chce bronić danych osobowych. Prywatności. Ale chce też mieć wszystkich w garści. Ciężki wybór.
A gdzie najbliższa nam kamera?
Nad koszem na rogu ulicy. Nie widzieliście, że brud jakby mniejszy?
Nie.
To i niekoniecznie działa widać.
Albo nie widać. Końca choćby.
A gdzie najbliższa nam kamera?
Nad koszem na rogu ulicy. Nie widzieliście, że brud jakby mniejszy?
Nie.
To i niekoniecznie działa widać.
Albo nie widać. Końca choćby.
Monday, 10 October 2016
blabla
Właściwie dojrzałem do sprzedaży samochodu, obwieszcza w łykend z rana Roman.
Skąd ten pomysł w sobotę rano, zachodzi w głowę Ana Martin. Fakt, jakby już nie było o czym myśleć, w rodzaju obiad, pielucha, mycie zębów, urodziny dziecięce, odwiedziny niedziecięce, próba odkurzania, plac zabaw na Sanżilu lub w innych okolicznościach..
Obliczyłem na szybko, że honda onda kosztuje nas jakieś dwa i pół tysiąca ojro. Samo ubezpieczenie, paliwo, które Ana zwie benzyną, a które nią nie jest, i drobne za parkowanie dla komuny. To już pikuś.
Aż tyle?
To wcale nie aż tyle, tłumaczy Roman. Przypominam, że jeździmy tylko w łykendy plus jedna większa podróż do matczyzny latem i ewentualne przejazdy do Szarlerła.
I to daje dwa i pół tysiąca? nieźle faktycznie.
Z drugiej strony wynajem też drogi, zastanawia się Ana. Hmmm. Do Polski D tak nie dojedziemy, choć może i nie chcemy jakoś ostatnio. To i sprzedaj.
Blabla by nie można?
Blabla? jakie blabla Ksenio? Grochu, słyszysz? Blabla. Co to znaczy?
Kseni chodzi o samochody blabla, tak?
A to już auto honda niedobre? dopytuje się Iwonek.
Dobre, ale blabla to takie coś innego. Mianowicie, że się jedzie z innymi paniami i panami i rozmawia po drodze. Czyli robi blabla, tłumaczę na dziecinne.
O, to fajne! słyszysz Grochu? Blabla się robi.
Blabla, radośnie podchwytuje Groch.
Ale ja jednak chcę z mamusią i tatusiem śpiewać kaczkę w aucie honda. Niedobre blabla. Zostawmy nasze autko sobie.
Ale może kogoś nim przejedziemy, fajnie by było. Na Sanżilu i w okolicznościach naliczono już 460 tysięcy przejazdów.
Ciekawe swoją droga, czy skoro honda zostaje z nami, czy można by się nim dzielić z innymi, że popróbuję innych opcji?
Dzielić autem? Ksenio, co to za pomysł? krzyczy Iwonek. Mam się dzielić moim fotelikiem? o nie!
Chodzi ci o drajwnał, Ksenio?
Coś takiego. Drive now, że przeliteruję, to to?
To to. Czyli masz kartę do auta, bierzesz je, zostawiasz gdzieś i nie martwisz o nic.
Bez pieniędzy, dziwi się Ana.
Ano, gdzie ty żyjesz, że się nad nią ulituję. Masz kartę, a na nią wpłacasz.
Jak w banku mamusiu, podpowiada Iwonek. Mamusiu, przecież to umiesz? dziwi się.
Umiem, ale jakoś mi się to w głowie nie mieści. Jeden taki system mamy w Brukseni?
Ależ skąd. Co najmniej trzy. Czy. Zen i zipkar.
I cambio.
I uber jest.
To mnie już przerasta zupełnie. Nawet nazw nie rozumiem. Dobrze, że zdążyłam zapisać w tym łykendowym rozgardiaszu.
A ja nazwy łapię, ale systemów - to już nie, kończy Ana. Rób Roman, co chcesz, sprzedawaj hondę lub nie, ja wymiękam. Ech, 40-tka blisko, rozum nie nadąża za światem chyba powoli.
Damy radę, mamusiu.
Skąd ten pomysł w sobotę rano, zachodzi w głowę Ana Martin. Fakt, jakby już nie było o czym myśleć, w rodzaju obiad, pielucha, mycie zębów, urodziny dziecięce, odwiedziny niedziecięce, próba odkurzania, plac zabaw na Sanżilu lub w innych okolicznościach..
Obliczyłem na szybko, że honda onda kosztuje nas jakieś dwa i pół tysiąca ojro. Samo ubezpieczenie, paliwo, które Ana zwie benzyną, a które nią nie jest, i drobne za parkowanie dla komuny. To już pikuś.
Aż tyle?
To wcale nie aż tyle, tłumaczy Roman. Przypominam, że jeździmy tylko w łykendy plus jedna większa podróż do matczyzny latem i ewentualne przejazdy do Szarlerła.
I to daje dwa i pół tysiąca? nieźle faktycznie.
Z drugiej strony wynajem też drogi, zastanawia się Ana. Hmmm. Do Polski D tak nie dojedziemy, choć może i nie chcemy jakoś ostatnio. To i sprzedaj.
Blabla by nie można?
Blabla? jakie blabla Ksenio? Grochu, słyszysz? Blabla. Co to znaczy?
Kseni chodzi o samochody blabla, tak?
A to już auto honda niedobre? dopytuje się Iwonek.
Dobre, ale blabla to takie coś innego. Mianowicie, że się jedzie z innymi paniami i panami i rozmawia po drodze. Czyli robi blabla, tłumaczę na dziecinne.
O, to fajne! słyszysz Grochu? Blabla się robi.
Blabla, radośnie podchwytuje Groch.
Ale ja jednak chcę z mamusią i tatusiem śpiewać kaczkę w aucie honda. Niedobre blabla. Zostawmy nasze autko sobie.
Ale może kogoś nim przejedziemy, fajnie by było. Na Sanżilu i w okolicznościach naliczono już 460 tysięcy przejazdów.
Ciekawe swoją droga, czy skoro honda zostaje z nami, czy można by się nim dzielić z innymi, że popróbuję innych opcji?
Dzielić autem? Ksenio, co to za pomysł? krzyczy Iwonek. Mam się dzielić moim fotelikiem? o nie!
Chodzi ci o drajwnał, Ksenio?
Coś takiego. Drive now, że przeliteruję, to to?
To to. Czyli masz kartę do auta, bierzesz je, zostawiasz gdzieś i nie martwisz o nic.
Bez pieniędzy, dziwi się Ana.
Ano, gdzie ty żyjesz, że się nad nią ulituję. Masz kartę, a na nią wpłacasz.
Jak w banku mamusiu, podpowiada Iwonek. Mamusiu, przecież to umiesz? dziwi się.
Umiem, ale jakoś mi się to w głowie nie mieści. Jeden taki system mamy w Brukseni?
Ależ skąd. Co najmniej trzy. Czy. Zen i zipkar.
I cambio.
I uber jest.
To mnie już przerasta zupełnie. Nawet nazw nie rozumiem. Dobrze, że zdążyłam zapisać w tym łykendowym rozgardiaszu.
A ja nazwy łapię, ale systemów - to już nie, kończy Ana. Rób Roman, co chcesz, sprzedawaj hondę lub nie, ja wymiękam. Ech, 40-tka blisko, rozum nie nadąża za światem chyba powoli.
Damy radę, mamusiu.
Thursday, 6 October 2016
oljoboks
Oliwa zawsze sprawiedliwa. Wypłynie, nie ma zmiłuj się.
Dobrze naoliwisz, dalej zajedziesz - to z drugiej strony. I która prawda jest tu prawdziwsza? zabawiamy się językowo z rana z Aną Martin, by dać nieco mózgom odpocząć po czarnym proteście i pi-arze też.
Nie ma łatwo, jak się walczy, czego się spodziewałyście, na to Roman.
Dobrze, jest, do roboty naoleić się, koniec z użalaniem się! Już! Szkoły i żłobki się zaraz pokończą, a tu niepoprane i niepozmywane! Przez te protesty, to człowiek nie ma kiedy domu ogarnąć, jak słusznie zauważyła na fejsie jedna słynna bardzo pisarka z kolorowym włosem.
Nie człowiek, tylko kobieta, śmieje się Ana. Że to żarty dżender - wiem nawet ja, która z feminizmem na ef zaznajomiłam się na dobre dopiero z czy lata temu. Inaczej się nie dało,w domu pełnym feministów, a teraz to i innej drogi nie widzę.
Ale że trzeba działać, jak dobrze naoliwiona maszyna - to insza inszość. protesty sobie, a dzieci sobie.
Zastanawiałam się za to nie raz, co z takim starym olejem zrobić. Roman, wiesz coś?
Wystawić gdzieś? podpowiada Ana. Znów się butelek po oliwie nazbierało.
To się robi na Sanżilu- wystawia koło pojemnika na szkło - ale się robić nie powinno. Oleje są okropnie szkodliwe dla środowiska, poucza nas. Szczególnie te przemysłowe, ale i zwykła frytura produkuje tyle zła, że natura w życiu tego nie oczyści, a tego wylanego byle gdzie - to już dno zupełne.
Uwaga, jest mały promyk nadziei, dostrzegam coś w lesłarze na temat. Błyszczy mi się tu, jak tłusty papier, nie przymierzając.
Co?
Informacja o dwóch oljoboksach.
A co to?
Oliobox, tak to literuję. Miejsce, gdzie się wlewa stare oleje. Z podziałem na oleje domowe, czyli głównie kuchenne i przemysłowe. Tyle pojęłam ze zdjęcia.
W życiu nie widziałam, ja, Ksenia, a ty Ana? Czego to ludzie nie wymyślą, jakby już drukowanie koszulek nie wystarczało.
Nie widziałaś, bo nigdzie tego nie ma. Na Sanżilu, w Brukseni, w Belgii, oraz w Polsce D. Dopiero teraz dwa staną. Na Dżecie, doczytuje Ana. Jette się to pisze.
Ano faktycznie. Pierwsza tego typu inicjatywa w Belgii. Ho ho, dzieje się.
Jaskółki zmiany? uśmiecha się Roman. Może z czasem staną wszędzie w okolicznościach Sanżila i znów ubyje trochę śmieci?
Już ci. Ale dobrze, pierwszy krok zrobiony.
Jak z marszem. Pierwszy za nami.
Co za tydzień! W Polsce jaskółki czarne, tu tłustawe. Ale lata tego wszystkiego po sieci, nic tylko lajkować!
I wprowadzać w terenie. Fejs to nie życie.
Chętnie przejadę się 51 z dzieciarnią i wrzucę, co trzeba i gdzie trzeba, myślę se. Ktoś musi działać! Jak w proteście - bez naoliwionych kół daleko nie pojedziemy, że doleję swojej oliwy do ognia walki.
Dobrze naoliwisz, dalej zajedziesz - to z drugiej strony. I która prawda jest tu prawdziwsza? zabawiamy się językowo z rana z Aną Martin, by dać nieco mózgom odpocząć po czarnym proteście i pi-arze też.
Nie ma łatwo, jak się walczy, czego się spodziewałyście, na to Roman.
Dobrze, jest, do roboty naoleić się, koniec z użalaniem się! Już! Szkoły i żłobki się zaraz pokończą, a tu niepoprane i niepozmywane! Przez te protesty, to człowiek nie ma kiedy domu ogarnąć, jak słusznie zauważyła na fejsie jedna słynna bardzo pisarka z kolorowym włosem.
Nie człowiek, tylko kobieta, śmieje się Ana. Że to żarty dżender - wiem nawet ja, która z feminizmem na ef zaznajomiłam się na dobre dopiero z czy lata temu. Inaczej się nie dało,w domu pełnym feministów, a teraz to i innej drogi nie widzę.
Ale że trzeba działać, jak dobrze naoliwiona maszyna - to insza inszość. protesty sobie, a dzieci sobie.
Zastanawiałam się za to nie raz, co z takim starym olejem zrobić. Roman, wiesz coś?
Wystawić gdzieś? podpowiada Ana. Znów się butelek po oliwie nazbierało.
To się robi na Sanżilu- wystawia koło pojemnika na szkło - ale się robić nie powinno. Oleje są okropnie szkodliwe dla środowiska, poucza nas. Szczególnie te przemysłowe, ale i zwykła frytura produkuje tyle zła, że natura w życiu tego nie oczyści, a tego wylanego byle gdzie - to już dno zupełne.
Uwaga, jest mały promyk nadziei, dostrzegam coś w lesłarze na temat. Błyszczy mi się tu, jak tłusty papier, nie przymierzając.
Co?
Informacja o dwóch oljoboksach.
A co to?
Oliobox, tak to literuję. Miejsce, gdzie się wlewa stare oleje. Z podziałem na oleje domowe, czyli głównie kuchenne i przemysłowe. Tyle pojęłam ze zdjęcia.
W życiu nie widziałam, ja, Ksenia, a ty Ana? Czego to ludzie nie wymyślą, jakby już drukowanie koszulek nie wystarczało.
Nie widziałaś, bo nigdzie tego nie ma. Na Sanżilu, w Brukseni, w Belgii, oraz w Polsce D. Dopiero teraz dwa staną. Na Dżecie, doczytuje Ana. Jette się to pisze.
Ano faktycznie. Pierwsza tego typu inicjatywa w Belgii. Ho ho, dzieje się.
Jaskółki zmiany? uśmiecha się Roman. Może z czasem staną wszędzie w okolicznościach Sanżila i znów ubyje trochę śmieci?
Już ci. Ale dobrze, pierwszy krok zrobiony.
Jak z marszem. Pierwszy za nami.
Co za tydzień! W Polsce jaskółki czarne, tu tłustawe. Ale lata tego wszystkiego po sieci, nic tylko lajkować!
I wprowadzać w terenie. Fejs to nie życie.
Chętnie przejadę się 51 z dzieciarnią i wrzucę, co trzeba i gdzie trzeba, myślę se. Ktoś musi działać! Jak w proteście - bez naoliwionych kół daleko nie pojedziemy, że doleję swojej oliwy do ognia walki.
Tuesday, 4 October 2016
morze czarne
Czarne, normalnie morze czarne wczoraj na nas płynęło, wspominam sobie z rana, po odprowadzeniu dzieciarni, gdzie trzeba, by rodzice i opiekunowie odpoczęli.
Czarny ocean czarnej mocy.
Pamiętasz Ana, jak stałyśmy na górce, na tym to, no, a już wiem - rondzie Szumana, a tłum na nas dobijał zewsząd?
Super to wyglądało, jak czarnoodziane i odziani szli szli i szli, i dawało moc! przyznaje zadowolony Roman, który też tam stał przy nas, dość widoczny nawet, bo takich fryzur to wiele nie ma wśród kobiet.
Fryzury w pierwszym rzędzie w ogóle topowe, no a ta ritowa siwawa robi wręcz zdjęciową karierę ogólnoświatowo-kosmiczną, a już po całej Polsce D - to na pewno. Roman bardziej dyskretny, to tylko ojce i matki go li i może rozpoznali w polsacie, tefałenie czy innej trybunie ludu, bo i takie coś o nas pisało, jakem nocą wyczytała.
Ksenio, najfajniejsze było patrzeć, jak ze wszystkich dziur na Szumanie, spod ziemi, z budynków, przystanków sunie i sunie masa ludzka. W naszym kierunku. Który stał się tym samym jedynym słusznym kierunkiem, czarne przebiło czarne, co to nam Polska D dawno narzuciła, jeszcze za A-B-C, a D tylko wzmocniła. A tu figa z makiem.
Figa z makiem jak na waszych koszulkach, przypomina Roman. Maj bodi, maj czojs i jaja z wody, też taką mam i wypinam na zdjęciach w prasie międzynarodowej na tym i owym.
Do Łap wysłałam linki, niech się od córki odwagi uczą. A nie tylko syn i syn.
Ja już nawet nie patrzyłam do tyłu, ile nas naszło, ale poczułam, że jest tłum, gdy miły pan z policji kierujący tłumem kazał iść na koniec placyku, by wszyscy się zmieścili.
W końcu żeśmy ruszyły. I miły pan nawet nie krzyczał, jakeśmy nagięły nieco prawo belż i szłyśmy środkiem Stewina. Prosto na ambasadę! Pięćset osób, piencet w wymowie było. Ho-ho!
A potem już wywiad za wywiadem, okrzyk za okrzykiem, brawa za brawami, wieszanie wieszaków, cykanie fot, prasa, kamery, no wiecie, wielki świat.
Jest moc z nami! Przeciągnęłyśmy na swoją stronę czarne, cieszymy się wspólnie nad kawą.
Jedyne, co mnie martwi, martwi się Ana, to że było wręcz za fajnie. Ale to już inna historia.
Czarny ocean czarnej mocy.
Pamiętasz Ana, jak stałyśmy na górce, na tym to, no, a już wiem - rondzie Szumana, a tłum na nas dobijał zewsząd?
Super to wyglądało, jak czarnoodziane i odziani szli szli i szli, i dawało moc! przyznaje zadowolony Roman, który też tam stał przy nas, dość widoczny nawet, bo takich fryzur to wiele nie ma wśród kobiet.
Fryzury w pierwszym rzędzie w ogóle topowe, no a ta ritowa siwawa robi wręcz zdjęciową karierę ogólnoświatowo-kosmiczną, a już po całej Polsce D - to na pewno. Roman bardziej dyskretny, to tylko ojce i matki go li i może rozpoznali w polsacie, tefałenie czy innej trybunie ludu, bo i takie coś o nas pisało, jakem nocą wyczytała.
Ksenio, najfajniejsze było patrzeć, jak ze wszystkich dziur na Szumanie, spod ziemi, z budynków, przystanków sunie i sunie masa ludzka. W naszym kierunku. Który stał się tym samym jedynym słusznym kierunkiem, czarne przebiło czarne, co to nam Polska D dawno narzuciła, jeszcze za A-B-C, a D tylko wzmocniła. A tu figa z makiem.
Figa z makiem jak na waszych koszulkach, przypomina Roman. Maj bodi, maj czojs i jaja z wody, też taką mam i wypinam na zdjęciach w prasie międzynarodowej na tym i owym.
Do Łap wysłałam linki, niech się od córki odwagi uczą. A nie tylko syn i syn.
Ja już nawet nie patrzyłam do tyłu, ile nas naszło, ale poczułam, że jest tłum, gdy miły pan z policji kierujący tłumem kazał iść na koniec placyku, by wszyscy się zmieścili.
W końcu żeśmy ruszyły. I miły pan nawet nie krzyczał, jakeśmy nagięły nieco prawo belż i szłyśmy środkiem Stewina. Prosto na ambasadę! Pięćset osób, piencet w wymowie było. Ho-ho!
A potem już wywiad za wywiadem, okrzyk za okrzykiem, brawa za brawami, wieszanie wieszaków, cykanie fot, prasa, kamery, no wiecie, wielki świat.
Jest moc z nami! Przeciągnęłyśmy na swoją stronę czarne, cieszymy się wspólnie nad kawą.
Jedyne, co mnie martwi, martwi się Ana, to że było wręcz za fajnie. Ale to już inna historia.
Monday, 3 October 2016
jajo(z)wody
Czarne czarnym wyplenimy! głosi Ana, wciskając się w czarną żałobnawą na oko sukienkę sprzed ciąż. Daje radę, nasza Ana. Tyle lat na karku, a proszę, jaka zwinna.
Wszystkie dajemy rad! Wszystkie damy radę!
Taa, potwierdza Groch, znający to zawołanie z Boba.
Ana, a nie miałaś czasami założyć zadrukowanej koszulki, co to ją żeście z Iwonkiem wyprodukowali w czwartkowy, strajkowy wieczór?
Nie był to jeszcze czarny strajk, że zaznaczę. Ten dzisiaj. Za 3 godziny. Czy!
Fakt, gdzie ja mam głowę, Ana zaczyna się wyciskać z sukienki. Szkoda, bo ładniejsza prawie że od tej koszulki, która jednakże ze sto razy bardziej symboliczna, jak to się mawia uczenie, i nada się wspaniale.
Co to na niej jest, przypatruję się ciekawie ja i chłopaki małe.
Mamusiu, to rogi byka, oznajmia Iwonek.
To-to? pyta Groch.
Byka Grochu, byka, entuzjazmuje się Iwonek.To taka krowa Grochu! Muma!
Muma, cieszy się Groch.
Nie byk, tylko jajowody pokazujące środkowy palec. Politykom w Polsce D, o!
O! tak pokazują, pokazuję chłopakom.
Co mamusiu, dębieją chłopaki. W tym Roman, że też go tak odmłodzimy i do chłopaków zaliczymy.
To-to? nie ustaje w pytaniach Groch.
Co to mamusiu są jajka z wody? I dlaczego mają palec?
Mają palec, by pokazać, że stoją na straży. Mamusi, Kseni, babci jednej i drugiej, cioci tej tamtej i owej, wszystkich pań po prostu!
Dużo pań na czarno będzie dziś mieć takie koszulki.
Piękne! A ty mamusiu najpiękny jesteś!
Tylko zapomniałem zapytać, dlaczego mamusiu na tej wodzie są jajka? W wodzie być powinny! O, już wiem, ja narysuję to na papierze!
Narysuj synku, a ja przyczepię do patyka i w poniedziałek zaniosę pod tatusia pracę.
O 12, w samo południe, jedziemy Ksenio, pamiętaj!
Ja też o 12 wychodzę, przypomina Roman. Podobnie jak inni panowie i panie. Co się jeszcze nie poddaliśmy, póki mądrość nie zginęła.
Wszyscy na czarno. Jednym chórem. Wężem. Przewodem.
Jajowodem wręcz, stosownie do sytuacji, myślę sobie.
Poniedziałek, rondo Szumana.
Czarne kobiety w czarnych sukienkach pogonią co najwyżej czarne mozgi polskich polityków.
Wszystkie dajemy rad! Wszystkie damy radę!
Taa, potwierdza Groch, znający to zawołanie z Boba.
Ana, a nie miałaś czasami założyć zadrukowanej koszulki, co to ją żeście z Iwonkiem wyprodukowali w czwartkowy, strajkowy wieczór?
Nie był to jeszcze czarny strajk, że zaznaczę. Ten dzisiaj. Za 3 godziny. Czy!
Fakt, gdzie ja mam głowę, Ana zaczyna się wyciskać z sukienki. Szkoda, bo ładniejsza prawie że od tej koszulki, która jednakże ze sto razy bardziej symboliczna, jak to się mawia uczenie, i nada się wspaniale.
Co to na niej jest, przypatruję się ciekawie ja i chłopaki małe.
Mamusiu, to rogi byka, oznajmia Iwonek.
To-to? pyta Groch.
Byka Grochu, byka, entuzjazmuje się Iwonek.To taka krowa Grochu! Muma!
Muma, cieszy się Groch.
Nie byk, tylko jajowody pokazujące środkowy palec. Politykom w Polsce D, o!
O! tak pokazują, pokazuję chłopakom.
Co mamusiu, dębieją chłopaki. W tym Roman, że też go tak odmłodzimy i do chłopaków zaliczymy.
To-to? nie ustaje w pytaniach Groch.
Co to mamusiu są jajka z wody? I dlaczego mają palec?
Mają palec, by pokazać, że stoją na straży. Mamusi, Kseni, babci jednej i drugiej, cioci tej tamtej i owej, wszystkich pań po prostu!
Dużo pań na czarno będzie dziś mieć takie koszulki.
Piękne! A ty mamusiu najpiękny jesteś!
Tylko zapomniałem zapytać, dlaczego mamusiu na tej wodzie są jajka? W wodzie być powinny! O, już wiem, ja narysuję to na papierze!
Narysuj synku, a ja przyczepię do patyka i w poniedziałek zaniosę pod tatusia pracę.
O 12, w samo południe, jedziemy Ksenio, pamiętaj!
Ja też o 12 wychodzę, przypomina Roman. Podobnie jak inni panowie i panie. Co się jeszcze nie poddaliśmy, póki mądrość nie zginęła.
Wszyscy na czarno. Jednym chórem. Wężem. Przewodem.
Jajowodem wręcz, stosownie do sytuacji, myślę sobie.
Poniedziałek, rondo Szumana.
Czarne kobiety w czarnych sukienkach pogonią co najwyżej czarne mozgi polskich polityków.
Subscribe to:
Posts (Atom)