Wednesday, 16 November 2016

biznes is biznes

Duch w narodzie nie ginie. Duch narodowy - jak widzieliśmy w tiwi na obchodach święta, co to u nas na Sanżilu i w okolicznościach przerodziło się w 40-ę aniną - oraz duch przedsiębiorczy, być może spotęgowany strachem przed tryumfem tego pierwszego, zdaniem Any.
Robią Polacy i Polki więc w Belgii, co widać po liczbie firm, dodaje Roman. Patrzcie, ile biznesów założyli w zeszłym roku obcokrajowcy, nie tylko nasi rodzimi Polacy z Sanżila.
Ojej, toż to prawdziwe tysiące, cieszę się.
Dokładnie: 103 tysiaki i 200 firm. Z tego: 6,5 % przypada na naszych.
To najwięcej z nie-belżów?
Nie, przodują Rumuni.
Co? jak to? W głowie mi się to nieco nie mieści. Rumuni wygrali z Polakami?
To chyba odwet za mecz, co to po nim rodzime kibolstwo pięknie zdewastowało Rumunię, uśmiecha się kąśliwie Ana. 
O ile nas wyprzedzają, bym chciała odnotować.
Wiele nam do Rumunów brakuje, oj wiele. Osiągnęli 29 na procencie, co daje 7 tysiaków i 134 firmy.
Fiu fiu, ale poszli w działalność na legalu, nie mogę wyjść z podziwu. Ale dlaczego o tyle nas wyprzedzili? Przecież to Polska przoduje w regionie, zawsze mówiono w tiwi? Że zielona wyspa itepe itede?
Po pierwsze to niekoniecznie prawda, poza tym Polacy już często pozakładali, co mieli pozakładać. Bułgarzy też nas wyprzedzają, bo doszli do Unii później, niż my, czyli nasi. Wot i cała tajemnica.
Dalej mieli, rozumuję.
A duże te firmy Rumuni i ci na be, no, beee, aaaa  - Bułgarzy, mają? Jest czego zazdrościć?
Najczęściej to działalność jednoosobowa. Np. jakiś budowlaniec, co to nie chce u kogoś robić. 
Albo nie może. Wielu pracodawców niestety zmusza do tego podwładnych ze względów podatkowych.
Firma z jedną osobą? a co to za biznes? To osoba raczej jednak?
Jaki każdy. To taka forma prawna po prostu, próbuje wyjaśniać Roman po komisyjnemu.
Jak w stowarzyszeniu na ef Any. Też kilka ich, ale przybywa. Ale nawet w pojedynkę by działała, zarzeka się Ana.
Jedni robią w feminizmie, inni w firmie. Też na ef. Byle robić i nie gadać, że się nie da.


Tuesday, 15 November 2016

księżyc

Księżyc raz odwiedził staw, bo miał wiele ważnych spraw. Zobaczyły go szczupaki. 
No właśnie. Może szczupaki go zobaczyły, utyskuje Ana Martin. Ludzie go wczoraj nie uświadczyli.
Mamo, bo dusił całą noc w śmietanie i zjadł rano na śniadanie ten pan rybak tego księżyca. To go nie ma już, tłumaczy nam Iwonek.
Nie ma, rozkłada ręce Groch.
Szkoda wielka, że go nie było wczoraj. Księżyca tego. Bo wielki ci on był.
Ogromniasty taki? rozkłada ręce Iwonek. O taki, taki i taki? pokazuje.
A nawet większy, potwierdza Roman. Albo i ogromniejszy
Tato, to niemożliwe, protestuje Iwonek. Pokaż go!
Właśnie nie możemy, rozkładamy bezradnie ręce teraz my. Bo księżyca na niebie na Sanżilu i w okolicznościach nie uświadczysz. Ostatnio widziano go podobno w 40. Anny, twierdzi babcia z Polski D. Ze czy dni temu.
Słońca też maławo.
Ale słońca nie szkoda aż tak, a przynajmniej nie wczoraj. Za to księżyc był wczoraj superksiężycem. Oczywiście w tych okolicznościach, w których go było widać.
W Polsce D podobno, u babci czyly.
Na Sanżilu był ci on superksiężycem za chmurą. Co nie przeszkadza go opisać, by Sanżilaki i jacy tacy mogli go sobie przynajmniej wyobrazić.
Więc po kolei: w poniedziałek o 14:52 księżyc w pełni znalazł się najbliżej Ziemi od 26 stycznia 1948 r. Nawet nie będę liczyć, ile to lat, w każdym razie tak dawno, że nawet babci D jeszcze nie było. 
Hę? nie chwytam. 
Ksenio, oto twarde dane z lesłara: normalnie księżyc wisi 385 tysiaków kilometrów od Ziemi. To daleko, tak Iwonku, uprzedza pytanie pierworodnego Roman. Natomiast wczoraj o 14:52 znalazł się w odległości mniejszej, bo tylko 356411 kilometrów. Co z kolei wpłynęło na to, że wydawał się nie tylko większy, ale i o 30% jaśniejszy.
Tym, co pod bezchmurnym niebem przebywali.
Ojej, i jak tego nie widziałem, czy widziałem, tylko spałem? O, jak ja nie lubię spać, to nudne!
Nie widział nikt u nas w domku syneczku - niestety.
Ojej, a ja chcę!
Ja też chcę! zgłaszam chęci.
To słuchajcie, mam pomysł: księżyc będzie znów blisko Ziemi już za miesiąc. Duży i jasny. 13 grudnia. Prawie w urodziny Grocha. Umawiamy się, że będziemy patrzeć w niebo?
Wszędzie?
Na Sanżilu i w okolicznościach, oczywiście! 
To mamo, księżyc znów odwiedzi staw?
A jakże! W końcu ma tu dużo spraw! I jeszcze ci powiem syneczku, że kiedyś, jak mamusia będzie bardzo stara, nawet starsza, niż dziś, a Iwonek i Groch będą dziadkami, a co najmniej tatusiami, księżyc w pełni będzie jeszcze bliżej. Mianowicie: w odległości 356425 kilometrów.
To już 6 grudnia 2052 r.

Sunday, 13 November 2016

czterdziestka

W sobotę oficjalnie rozdano nagrody. Na Sanżilu i w okolicznościach, choć to chyba nawet Bruksenia Tysiak były. Delikatesy jakieś tam przy świętej Katarynie, podobno oznaczającej naszą Katarzynę.
W nocnym konkursie wokalno-tanecznym z okazji 40-lecia i 1 dnia Any Martin żiri w składzie Ana Martin i sekretarka Ksenia zwana Bruksenią,  przy ogólnym poklasku i przytupie zawezwanych, uznało, że najlepsze w swych kategoriach były odpowiednio:

- peruka: głowa Romana w peruce wanhejlena przytarganej przez MSi
- podkategoria: peruka żeńska: BCh w peruce przytarganej przez tegoż MSi lub samą siebie; ASę zaraz za; kolor: IKo
- futro/kożuch: MUr na sobie samej
- futro/kożuch w połączeniu z peruką: MUr w wanhejlenie na zdjęciu zatytułowanym wdzięcznie: Mała Ormianka u stóp schodów (czyly przy tłaletach)
- mokra Włoszka: KSz (Stefan zrozumiał w lot)
- kolczyki: AKu + AMa egzekwo, trudne, przydatne słowo w żiri
- poduchy: BLi + Ana Martin
- żakiecik dynastyczny: BLi
- żakiecik (krój): seledyn Any Martin (właśność: ASi)
- kucyk: AKl na czubku głowy (model: szkoła podstawowa), AKu -klasyczne tyły z grzywką (model: Ana Martin kiedyś/ liceum), AMa (model: aerobik)
- marynara: Roman 
- marynarz: TJa
- łańcuch na szyi: Roman
- łańcuszek: JRi (element obcokrajowca)
- golfik: Stefan
-przebranie małżeńskie dopasowane: Ana Martin i Roman dopasowani klasą luksusu
(cętkowani na błyszcząco = na bogato)
-przebranie małżeńskie filmowe: BLi (dynastia) i WPe (top gan)
- przebranie małżeńskie niedopasowane: BKu (inżynierek) i AMa (aerobik gerl) = przepaść wiekowa
- okulary: WPe (top gan)
- getry: AMa i KOn egzekwo
- strój gimnastyczny: AMa
- torebunia: IKo (dyndająca na ramionku)
- rajstopy: AKu (róż) i AKo (odcinane)
- siatka: AKo (nie na zakupy, na nogach)
- trasz kłin: AKo 
- kokardki: ASę
- dżinsowa katan(k)a: AKl
- udana operacja nogi: MCB
- nazwa zespołu; AAr : ani lenoks i stary dziad = jurytmiks
- śpiewający obcokrajowcy: wokal: ABe + muzyka ustami: TVC
- śpiewający nasi: wszyscy
- didżej: Dżordan delikatesowy
- piosenki: nasze + moder tokin
- wężyk : uczestniczki
- selfiki: cykające i cykające
- rozmowy: o feminizmie na ef, kongresie na ef, dzieciach i luksemburgu
- cytat w sedno: AAr (mogłaś być już na dnie, a nie byłaś!)
- komplementy: dla Any za Was

Zabawa: wszystkie obecne + wszyscy obecni. Nieobecne i nieobecni niech żałują!!! Powtórka już za 10 lat, jak zarzeka się Ana Martin, chyba że ktoś wcześniej zaplanuje 30ę lub 40ę, albo odważy się ujawnić i świętować więcej.

Dzię-ku-je-my, każe  napisać Ana Martin. Dziękujemy więc!


Thursday, 10 November 2016

łupienie

Oczy czarne, nie-czarne, byłe czarne, biało-czarne; w każdym razem usunięte człowiekowi przez człowieka spać mi nie dają. Jak to było możliwe? chodzi po domu w kółko Ana Martin; wiadomo coś nowego w tej sprawie?
Wiadomo. Znaleźli prawdopodobnie sprawcę. W czwartek ma stanąć przed sądem.
Kto to?
Ktoś z młodego pokolenia.
Jakiego młodego, obruszam się. Przecież ma już 33 lata! Zresztą tyle samo, co ofiara.
Pokolenia młodego w stosunku do nas, uspokaja Ana Martin; w stosunku do tych, co to niepodległe 40 lat zamierzają obejść w tę sobotę, choć w piątek by obeszli, gdyby nie straszny marsz, co go tu chyba nam na Sanżilu lub w okolicznościach przygotowują chłopcy w niepodległych bluzach, pałętający się z puchami żywca czy innego lecha w ręku. I te puszki zostawiający po całej Brukseni na znak: byłem tu.
To chyba to samo pokolenie, co?
Nie, to głównie pokolenie Kseni, a ci od oczu: pomiędzy. Chrystusowy wiek.
Polityki mi tu nie mieszaj, ani kościoła, zwykli sadyści i zwyrodnialcy.
Podobna sprawa jednak jest polityczna, Ana, dodaję z powagą. Tu tak piszą, o proszę, w lesłarze: jeden z Holandii, drugi z Belgii. Wymiar międzynarodowy. Wyłupił ten z Holandii temu od nas.
Czy on zdrowy jest w ogóle na głowie?
Sprawdzą to pewnie.
Ksenio, nie mieszajmy, upomina mnie Roman: Holender nie przyznaje się. Póki co twierdzi, że się bił z lebelżem, owszem, jak najbardzej, ale o oczach nie pamięta,a  tym bardziej o ich wyłupianiu.
Jak można o czymś takim nie pamiętać, Ana jest coraz bardziej wstrząśnięta.
Ana, pamięta on ci na pewno, tylko adwokatura kazała mu się nie przyznawać zapewne, tym bardziej, że wymiar międzynarodowo-polityczny, jak słusznie wyłuskała z tekstu Ksenia. Oskarżenie będą potem, i to w zależności od ekspertyzy psychiatry i tego, co z niego wyduszą. Tortury, ciężkie rany, handel organami..wiele wchodzi w rachubę.
Jezusie, Roman, przestań! brrr, jeszcze zimniej i wilgotniej się robi.
Czyly afera.
Jedna tu, za oceanem inna. Dzieje się w tym listopadzie, oj dzieje.

Tuesday, 8 November 2016

tabak

Dobrych wiadomości z Sanżila i okoliczności ciąg dalszy, ponuro spogląda w ciemnawy widok za oknem, albo brak widoku wręcz, Ana Martin. Albo oczy wyłupią, albo kogoś pobiją. Porządnie, do krwi.
Gdzie tu jest niby napisane, że kogoś pobili, że sięgnę i ja po drukowany tekst?
A tu, proszę bardzo. 
Ale przecież tu nic o biciu nie ma. Tylko o więzieniach. W Itrze.
Gdzie to? Daleko?
Gdzie tam. Co w Belgii jest daleko w końcu. Za rogiem Sanżila raptem.
U nas biją? boję się.
Ksenio, o złodziejach w gazetkach mamusi piszą? zaciekawia się Iwonek.
Nie synku, idź się bawić. To nie tematy dla dzieci.
Ksenio, tu piszą, zerknij se. Pase a tabak.
Czyli co niby?
Sprasowanie na tabakę. Sproszkowanie. Pranie na kwaśne jabłko.
Pranie na kwaśne jabłko? Co  to jest i jak to możliwe?  Iwonek znów się pląta pod nogami. Pranie w pralce? Jabłka tam wrzucili? I co to jest tabak?
Nie jabłka i nie do pralki, tylko pana jednego wrzucili do kąta i tam go zbili inni niedobrzy panowie.
Gdzie?
W więzieniu Itre. Ittre się pisze, Ksenio.
To złodzieje się biją w więzieniach? Myślałem, że siedzą i czekają, aż wyjdą.
Zanim wyjdą za mury, wychodzą na spacer. I czasami na spacerach załatwiają porachunki. Bo tylko wtedy się widzą.
Jakie rachunki? już nic nie łapie biedny Iwonek. Płacą?
Tak jakby. Tu współwięźniowie pobili innego więźnia.
Za co?
Bo nakablował w tiwi, że Itre się radykalizuje. W stylu zamachowym. 
Kabel jaki, chce wiedzieć Iwonek.
Ano, powiedz po ludzku, denerwuję się. Iwonku, nie przeszkadzaj dorosłym.
Jeden więzień opowiedział w tiwi, że w więzieniu w Itrze jest niewesoło. Chłopaki się radykalizują i nie wiadomo, co z tego wyniknie. Że coraz więcej tego. Że źle się może skończyć. Dla Sanżila i okoliczności.
To i te chłopaki w dziesięciu się zmówili i go pobili. Tego, co uznali za kapusia. Niby było z zasłoniętą  twarzą i zmienionym głosem, a i tak go rozpoznali i dorwali. Kopanie, cięcie puszkami itepe itede. Wszystko w czasie spacerku.
Wydali go, tak?
Brawo Ksenio. Pytanie, kto komu kiedy. Kto za to odpowie? 
I jak to jest możliwe w ogóle w pół roku po zamachach? Że radykalni rosną w siłę?
Nie wiem. Nikt nie wie. Ale takie są smutne fakty.
Ciąg dalszy niewesołych opowieści nastąpi. Dobrze, że 40. Any da jakieś wytchnienie przynajmniej. Będzie się działo!

Monday, 7 November 2016

oczy (czarne)

W tym roku na Sanżilu i w okolicznościach była już masakra zamachowa, czarnoprotestowa, czarnobalonowa, to będzie i ta. Czarnowidzącą ją można by zwać, gdyby nie drobny fakt, a mianowicie taki, że z widzenia to już niewiele zostało. Tej osobie, o której mowa będzie. Koloru afrykańskiego jest ci ona, a o mało włos by nie była zresztą; koloru czyly same i sami wiecie, jakiego.
Czarnego.
Miała ci ona dotąd kawałek białego, mianowicie w gałkach ocznych.
A teraz już nie ma.
Ksenio, co ty pleciesz? denerwuje się Ana Martin. Dzieci z rana straszysz, dobrze, że w szkolnictwie umieszczone, bo jakaś masakra i makabra ci się z ust sączy. Jakie gałki oczne? Jakie czarne? Co czarne?
Czarne oczodoły, bo jak wyglądają te miejsca na twarzy, jak oczu w nich nie ma? Bo zostały wyrzucone do kosza?
Cooooo?
Toooo. W łykend na Ikselu komuś wyłupiono oczy.
Cooooo?
Uszom własnym nie wierzę i ja. Muszę zobaczyć na własne oczy. Dawaj gazetę Ksenio.
Wszyscy święci, choć już po nich, ale i tak patrzcie wszyscy i słuchajcie, to się stało faktycznie, to się stało, patrz Roman, powtarza Ana jak w transie, która już przejęła lalibra. Koszmar sobotniej nocy, nie wierzę, oczy wyłupiono komuś! Koło nas, w okolicznościach Sanżila. Wyrzucono na ulicę zaraz obok ofiary, tak po prostu jak śmieć jakiś. Policja je znalazła, nie wierzę, że to prawda, nie wierzę!
Dwa oczy wyjęte, jakby rzekł Iwonek.
Dwoje powinno być, już wiem z automatu.
Ana, to prawda, kwituje ponuro Roman. Dwoje wyłupionych oczu.
Listopad miał być straszny tylko dla Polaków, a nie dla innych, w tym z Afryki! gorączkuje się Ana. I co, będzie żył ten ktoś?
Na razie miał tyle szczęścia, że na czas przyjechała karetka i policja. Przechodzień wezwał pomoc. Więcej nie wiadomo.
Roman, ale dlaczego? Ana nie pojmuje okrucieństwa, jak widać. Ja też zresztą nie.
Policja nabrała wody w usta. Być może porachunki afrykańskich gangów, być może coś innego.
Czarna jesień przed nami. Czarno ją widzę - póki oczy mam. Widać jaki październik, taki listopad.
Cieszmy się więc, że już spadł pierwszy śnieg, nawet w Belgii. Przyda się trochę bieli.

cyganie

Dlaczego zamyka pani drzwi, pani Mariolko, pyta Ana Martin niezwykle uprzejmie, jak to na nią przystało. A nawet bardziej uprzejmie, bo oto powstaje specjalny fryz a la jakaś tam Sosenka czy Ostroska z lat 80. Taką se imprezę mianowicie Ana wymyśliła, że wszyscy będą przebrani, jakby normalnie z 10 lat mieli, mimo że cztery dychy na karkówce i karczyskach, albo i więcej, nikomu nie wypominając, w tym Romanowi na przykład czy Stefanowi takiemu.
Włos fachowy, ocenia Mariolka. To jak czeszemy, jak na tym zdjęciu?
Tak, poproszę, ale dlaczego drzwi ma pani zamknięte, wraca Ana Martin do tematu.
Bo Cyganie!
Cyganów tu pani miała naprawdę? dopytuję z lękiem znad akwarium z czerwono-złotą rybką.
Jak bumcykcyk. Pani, jak ja się wytraszyłam, prawie jak pani teraz, o, ta pani, pokazuje na mnie nożycami Mariolka.
Nie dalej jak wczoraj przyszli. Żeby to dwóch! Pani, z pięciu chłopa, dwie młode dziewczyny, a dzieci to nie zliczę, wiadomo, jak to u nich. 
Co chcieli?
Zaraz zaraz. Ja do nich od razu, że zamykam, a oni, że widzą, że są klienci.
To ja grzecznie, że tylko takie mam randewu, a potem zamykam.
Oni, że oni wcale nie chcą dzisiaj, tylko jutro! Na wesele idą! Tak mnie wzięli!
To nie wolno im?
Bo ja wiem, czy zapłacą?
Dlaczego zakłada pani, że nie? chciałabym wiedzieć w sumie.
Pani Ksenia młoda, to życia nie zna. Widział kto cygana, co płaci? A za tylu to co, za darmo mam robić? O, niedoczekanie ich.
To i się barykaduję, bo to wesele to dziś właśnie.
Ale czego się bać, docieka Ana. Skąd się oni tu wzięli w ogóle.
To gdzie pani mieszka, ejże, na Sanżilu przecież są wszędzie, a teraz jakby więcej. Tam przy parwisie, gdzie dużo naszych sklepów, to już od dawna się barykadują, bo wiadomo, co taki w bluzie chowa?
Cygan? Co chowa? bo nie wiem.
Noże chowa! Znajoma taka jedna, co może ją i pani u mnie widziała na czesaniu, pracowała tam na kasie. I przyszedł taki jeden wieli, czarny, że brudny, to już nie wspomnę, tylko kurtkę uchylił i na kasę pokazał. Ona zawału o mało nie dostała, szczególnie, że w kasie nic nie miała. 
Że kurtkę uchylił?
Tam noże miał przecież! Taki długi jak do chleba co najmniej.
Oj!
Oj jest co ojać! Mariola spogląda na mnie z uznaniem. Na szczęście ludzie jacyś weszli, to i ją uratowali. Bidulka taka zestrachana, że zwolnić się wolała, niż tam godzinę dłużej choćby wysiedzieć. Wyobraża to sobie pani w ogóle?
Ja nie, wtrącam się.
Dobrze, rozumiem, niefajnie, przyznaje Ana. Tylko że parwis daleko od pani.
To mam czekać  aż po mnie przyjdą? Pożyć chcę jeszcze! To i się zamykam na wszelki wypadek. Też pani za sobą przekręci.