Thursday, 15 October 2020

rower

 Zasiadła se Ana Martin na markecie, zajada na nielegalu naleśnika, maskę se zdjęła, zupełnie jakby to był 2019 albo inny normalniejszy rok, no i siedzi na stołku, choć nie wolno, co jej go podstawili Bretońscy, choć nie wolno, ale mówi, że to jak tydzień temu z taką inną, co tam na Wanmenemie na rogu mieszka, więc tak prosi, a oni tak robią.

Siedzi w słońcu i paczy nagle: co to rower, czy omam nijaki? Na sprzedaż? Tu? To przecie nie ryż czy inny wyrób hindusko-wege. Weże ups.

Przeciera oczy, w tym to pękniete, ale i to oko, i to drugie, obaj oni mają rację: je rower. Stoi. Na sprzedaż. Wesoły, żółty, na oko porządny, hipsterki, jak z Sanżila do Iksela albo i Tysiaka.

Zaraz zaraz, wstaje Ana. Zaraz zaraz. Ja tu wrócę, zastrzega się, sank minut, albo i dwie tylko.

Ten rower to na sprzedaż? zaczyna uprzejmie, bez maski, no bo jadła, no co.

A tak.

Ale jak to, czterdzieście ojro tylko? Karont euro?

A tak.

No ale jak to?

A tak to, że nogi mnie bolą.

Nie kradziony on ci?

Dlaczego kradziony? oburza się nieco Czerwony Polik. 

No bo...no bo...parseke..ha, tu Ana się zacina, bo doprawdy nie idzie powiedzieć, że żółć i forma, no i hipsterstwo nade wszysto nie bardzo pasują do twarzy sprzedającego. Podlanej z rana już. 

To dlaczego pan nie chce takiego fajowego roweru?

Bo mnie nogi bolą pani! To chce czy nie? Prenez czy nie?


Wednesday, 14 October 2020

amour

Madame już nie sprzedaje na targu, zagaduje Ana Martin uprzejmie na targu w sercu Sanżila, jak za dawnych czasów zupełnie, z tym że przez gminną uklowską maskę nie widać wyraziście uprzemojści.

Oj, już dawno nie, pada z przeoranej życiem twarzy. A raczej nie życiem, tylko piciem. Madame już w Szwajcarii. En Suisse.

En Suisse doprawdy? wyraża swe zdumienie Ana na tyle głośno, że nawet ją przez maskę słychać wybitnie. Hmm, Suisse. Ze dwa-czy lata będzie? Bo przecie na targu od dawna nie robi? To tam tęraz sprzedaje herbaty i takie tam inne arabskie?

Madame, gdzie tam. Moja Madame już pracować nie musi. Vous savez, il a beaucoup d' argent,lui...o la la, boku boku. Elle fait une belle vie maintenant, madame, la-bas, en Suisse.

Aha, Ana nieco zbita, aha...ale jak, przynajmniej szczęśliwa?

A jakże, madame, c'est ce qu'elle dit. Elle a trouve l'amour de sa vie. Boku d'argent, donk amur!

Monday, 12 October 2020

ahmed

Ana, zapisałaś już lapetit do Ahmeda, rozlega się sąsiedzko przez płot? To Alin, matka czworga, z polskiego: Halynka. 

Do Ahmeda, dziwię się na boku, do ahmeda jakiegoś, a po co, że dopytam ciekawie, po co Jesienka u Mohameda tego? Alin, se kła, Ahmed? Albo ki - kto?

O zapisy do amed się rozchodzi Halynce, Ksenio, amed, podstawówki takiej podstawowej, powszechnej, prymer  - dla hipsterstwa belż i polskiego też, jak się uda. To Hamaide w pisowni. Z dwoma kropkami na i, o! Dzieciaki tam chodzą, to i nasza lapetit by mogła. Teoretycznie.

Nie, co ty Halynko, listdatont do ahmeda jak stąd na Sanżil pewnie, czekają i czekają, to jeszcze nie próbowaliśmy nawet. Pa de szons na dzień dzisiejszy. Ale mersi Alin Halynko, że pytasz, będziemy dzwonić do Ahmeda, choć losowanie miejsc odbyło się już zimą, przed koroną, jak to wyczytałam właśnie. Wyprzedzili szkoły komunalne o pół roku.

Zaraz zaraz - niektórzy chętni do akeja, classe d'acceuil, mieli wtedy po dwa miesiące, dobrze liczę? liczy dobrze Roman. No takiej daty wczesnej na zapisy bym się nie spodziewał, liczyłem na jesień tę tu, co nam nadeszła właśnie, ale wiosną to naprawdę o wiosence myślałem, a nie szkole.

Roman, a ile lat ty na tym świecie żyjesz, a na Sanżilu to już w ogóle, by takie pytanie o szkolnictwo stawiać? Jest jak jest, nie ma się co przejmować i porównywać do Polski A B C i D wręcz, gdzieś się uda małą usadzić w maternelu, nie takich cudów dokonałam, jakem Ana. Ahmed nie ahmed, Mesidor też się nam w sumie podoba, podobno tsza się spotkacć z dyrektorem, bo lubi roztaczać wizje o swoim proże pedagożik. Niech roztacza - ważne, by Jesience było dobrze. 

Thursday, 8 October 2020

sans voiture

Jednego w koronie nie było na sanżilowskich i okolicznych ulicach na pewno: aut. Korków. Smrodu. Hałasu.

Myśleliśmy se, że to wyjątek, bo przecież niby samochodów co mrówków, a tu proszę: okazuje się, że większość brukseńczyków auta w ogóle nie ma. Najwięcej na Sanżosie i Sanżilu, najmniej na Woluwach, no ale i tak dobrze to wygląda, zdaniem Any: od 69% bezautowców do 33%, średnia i tak na korzyść stibu i piechurów, bo aż 53% menaży auta na własność nie ma. Tak wylyczyli. Statystyka, ludzie!

Co oznacza, że coś tu nie gra, skoro tak mało dróg dla rowerów, a tyle dla samochodów plus co chwila parking. Co oznacza także, że jest wiele menaży, gdzie jesto jedno lub więcej aut, bo pokoronne korki są jednak wszędzie. Po co komu więcej niż jedno auta, pyta Ana, w dwóch naraz chce siedzieć? Tego jeszcze się nie da, nawet w Brukseni.

Wednesday, 7 October 2020

cilest

Powiem ci jeszcze, że 28 kilo ważyłam w ósmej klasie, no mówię ci, 28 kilo ważyłam, że aż na żimnastik, tym to, włefie no, nie brali mnie do fikołków, bym się nie połamała. I ze szkoły kazali ojcu do Warszawy wieźć, do dziś pamiętam, jak mnie wieźli wartburgiem, ojciec klął, ale zawiózł tym wartburgiem, mówiłam. I oni tam w tej Warszawie, by brać tabletki jakieś, bo czas, to się ureguluje wszystko. A ja dziewczyna ze wsi byłam, nie wiedziałam, na co te tabletki, więc do Biernackiego poszłam, pamiętasz go? Że co? Owszem, weterynarz był, owszem, ale na tabletkach się znał, więc mi wytłumaczył, co to ten cilest, a że ja w ósmej klasie już byłam, to nie powiem, mój organizm od razu ich zaakceptował, nie powiem, jak należy. 


Tuesday, 6 October 2020

sport

 Wziął się do nauki, owszem, nie powiem, jak nie zdał do klasy...co mówisz, nie słyszę? Do której? No nie wiem, czekaj, do drugiej no; a ja mówiłam mu, że te gierki to nic nie warte, a teraz sam przychodzi i mówi: mamuś, ja widzę teraz, że nauka najważniejsza. A ja na to: widzisz, nie mówiłam?

Tak, dobrze, że się wziął za siebie, ale przytył od tego grania, nie powiem, ma tendencję do tycia; no ale wyobraź sobie, że w makdonaldzie to tylko sałatkę z kurczakiem wziął ostatnio, i sport chce uprawiać, a ja na to: na ch...ci sport, jak bez diety, no powiedz sama? Pobiegał by z placu na plac, jak ja cały dzień, to by od razu schudł, ojej, już dojeżdżamy do Mid, to cześć cześć zadzwonię!

Sunday, 4 October 2020

syryjczycy

Jak Sanżil Sanżilem, a Ukle Uklami - takiego obrotu sprawy w koronie to się nikt nie spodziewał, nawet ci, co się korony w lutym spodziewali, tacy mądrzy byli i owszem - no ale wojny syryjsko-bjo pod flagą brukseńską tego to jednak nawet ci najbardziej przewidujący by nie wymyślili.

Najpierw z serca Sanżila zniknął czarny. Rynek. Ekobjo do bólu i pyszne do bólu. Już Anę Martin zabolało. Bogdzie tu brać karmę, skoro joga to nie to?

Gdy w lokalu po czarnym wreszcie zaczął się remont, Ana Martin zerkała z nadzieją, że może jeszcze czarniejsi się wprowadzą i jeszcze coś hipstersko-atrakcyjnego dorzucą w tytule, tytułem popularności, w rodzaju wegan soja bez glutenu, ale nic z tego. Bo przyszli...Syryjczycy. Mięso. Tłuszcz z falafla. Warzywa owszem, za to słone do bólu. Okej, może być wersja wege, ale słaba to pociecha doprawdy, ile falafli można wepchnąć, no ile.

A teraz jeszcze to. Padł Grenc. Ostoja tejże to uklańskości, co to zdążyła w XXI w. wybrać się z duszą na ramieniu na Sanżil i dostrzec nowe trendy: że na obiad to już nie tylko stek, bolo i lokalny grek, ale także zupa, ziarno i sałata, do tego szejk, najlepiej zielony z kryształami, ups, kryształy za drogie, no to może w krysztale choć. Oferował to grenc, i już na Sanżil jeździć nie czeba było. Komu to przeszkadzało?

Korona wstrętna, niełaskawa dla horeki, wiadomo. Sawa, spoko, takie są koleje świata. 

Sawa czyly?

Lokal sawa się zwie, owszem. Roman, w sam raz dla ciebie sawa, strawa. Ale mnie zastanawia , czy to aby nie wielka polytyka. Spisek jakiś. Syryjczycy jacyś. Kuzyni tamtych, niesie wieść. 

Ani chybi wirus tu jakiś zapanował.