Ja jednak jestem zadowolona. Bo odtąd się kumplujemy. Polska i ZSRR, jak dawniej, ale za kapitalizmu i w kapitalizmie, kto by to przewidział, to powrót do przeszłości i przyszłości w jednym. U mam i rjebiaty oczy skośne i nieskośne, włosy blond i ciemne, nosy pękate i orle, a wszystko to w najlepsze siedzi na kupie i bez kompleksów gawariparuski. I nie przejmuje się, że to wysokie progi, tylko zachowuje się naturalnie, po naszemu. Ale się dobrze poczułam! Prawie jak u mamy. I dlatego ten Tenbosz jest najlepszy. Bo kto by pomyślał, że w sercu Zachodu uchował się kawałek Wschodu, i to w całej krasie!
Monday, 19 August 2013
(64) tenbosz
Ja jednak jestem zadowolona. Bo odtąd się kumplujemy. Polska i ZSRR, jak dawniej, ale za kapitalizmu i w kapitalizmie, kto by to przewidział, to powrót do przeszłości i przyszłości w jednym. U mam i rjebiaty oczy skośne i nieskośne, włosy blond i ciemne, nosy pękate i orle, a wszystko to w najlepsze siedzi na kupie i bez kompleksów gawariparuski. I nie przejmuje się, że to wysokie progi, tylko zachowuje się naturalnie, po naszemu. Ale się dobrze poczułam! Prawie jak u mamy. I dlatego ten Tenbosz jest najlepszy. Bo kto by pomyślał, że w sercu Zachodu uchował się kawałek Wschodu, i to w całej krasie!
Sunday, 18 August 2013
(63) ręka w rękę
Ana Martin od rana w swoim żywiole, bo okazało się, że na innej dzielnicy, Pikselu chyba, o ile dobrze usłyszałam, doszło do skandalu. Ikselu, Ixelles się pisze, poprawia mnie od razu Ana, wszystko widzi, bo krąży nabuzowana, aż strach. Piksele są w telewizorze i na zdjęciach, dopowiada Roman, nie ma to czyli nic wspólnego z Belgią, ale niejednemu zjawisku się już tu dziwiłam, więc piszę jak każą, na odczepnego.
Skandal wybuchł w towarzystwie eszewinów. O ile dobrze rozumiem, są to ludzie, których wybiera się raz na kilka lat, tak jak prezydenta albo mispolonia, której kiedyś wyrosła konkurencja w postaci mispolska zresztą, pamiętam, że nie wiadomo kogo było posłać na misłerd, no ale wracając do eszewinów, to potem oni siedzą na stanowiskach i się między sobą kłócą. To znaczy oficjalnie debatują. W przeciwieństwie do mispolonii i mispolski, które co roku się wymieniały, bo dziewczyny się starzały, eszewini, jak już wlezą na stołki, to na całe lata, konkretnie. Miałam naukę o społeczeństwie, czyli WOS za czasów szkoły Romana i Any, podaję dla tych, co się nie załapali na gimnazjum i nie rozumieją podstawowych pojęć, to i wiem, że tyle czasu trzeba właśnie, by na jakimś ważnym stanowisku coś zdziałać, albo i nie, jak to najczęściej bywa, zgryźliwie wtrąca swoje trzy grosze Ana Martin, stąd te skandale zresztą, z nicnierobienia.
Eszewinów jest sporo, a wiadomo - im więcej ludzi, tym więcej charakterków. Do tego są eszewini i eszewinki, wystarczyło poczytać podręczniki w szkole, to by wiedzieli, że to się musi źle skończyć. No i się doigrali, jak to się mówi z rosyjska, bo z ruska mi nie wypada napisać, już kiedyś tłumaczyłam. Jedna żeńska eszewinka chciała uścisnąć rękę innemu eszewinowi, męskiemu. Po przyjacielsku. Podchodzi do niego, a on nic. No normalnie ręki nie podaje. To ona znów, a on stoi i nic. Ona drąży dalej, on jak skała. Wreszcie - i tu woda na młyn Any - odzywa się, że on kobietom ręki nie podaje. Religia mu zabrania, wyjaśnia, i myśli, że ujdzie mu na sucho, ale ta eszewinka jak Ana, jak się nie zdenerwuje! Jak na niego nie huknie, na cały ratusz! Że to wstyd i skandal, że mamy demokrację, to znaczy przynajmniej na Ikselu, na którym się to rozegrało, bo czy na Sanżilu, to już inna kwestia, dopytam.
Odważna eszewinka chyba pobierała nauki w tej szkole, co Ana, bo od razu narobiła hałasu, zadzwoniła po prasę i tiwi, a ci zlecieli w jednej chwili, wiadomo, sezon ogórkowy, to wygłodniali njuansów. Njusów, śmieje się Roman, ale to nie po polsku i tak, a niuansy przez i, a nie j, to po polsku z francuskiego, ale znaczy co innego. Nieważne, w każdym razie był niuans czy njus na całego, na całą Brukselę i Belgię raczej też. Coś mi się wydaje, że ten eszewin dostanie za swoje.
I dobrze, grzmi Ana. Bo to, że on sobie religią coś tłumaczy, to jedno, i to jego prywatna sprawa, w swoim domu może próbować, ale też nie radzę; jak jest eszewinem, to ma się zachowywać, jak myślący człowiek i nikim nie gardzić. Po to go wybrali, by ulepszał świat, a nie pogarszał. Ale naiwna ta Ana, myślę sobie, jakby nie widziała, co się dzieje w Polsce chociażby. W Polsce wiadomo, odpowiada, że kobiet nie szanują, ale tu w Belgii, chwała Bogu czy innej istocie, na szczęście jesteśmy już krok dlaej, choć ten przykład pokazuje, że nie wszyscy. Głupi prymityw po prostu, złości się Ana. Dobrze, że mu nie dali się wykręcić jakąś tam wiarą, wiadomo nie od dziś, że w imię religii ludzie robią największe głupoty, tu to niby pikuś, ale pamiętaj Ksenia, że od takich pikusiów się zaczyna, a potem wsadzają kobiety w buraki. Gubię się nieco, co ma burak do wiatraka? Ksenia, młodaś, to ucz się, byś nie wylądowała w burce. Aaa, to inne słowo, dopytam Romana, ale potem, teraz lecę po buraki, żeby było śmieszniej, bo z gotowania Any to chyba już nic nie będzie, a Iwonek pokochał buraki właśnie. Aronia losu.
Skandal wybuchł w towarzystwie eszewinów. O ile dobrze rozumiem, są to ludzie, których wybiera się raz na kilka lat, tak jak prezydenta albo mispolonia, której kiedyś wyrosła konkurencja w postaci mispolska zresztą, pamiętam, że nie wiadomo kogo było posłać na misłerd, no ale wracając do eszewinów, to potem oni siedzą na stanowiskach i się między sobą kłócą. To znaczy oficjalnie debatują. W przeciwieństwie do mispolonii i mispolski, które co roku się wymieniały, bo dziewczyny się starzały, eszewini, jak już wlezą na stołki, to na całe lata, konkretnie. Miałam naukę o społeczeństwie, czyli WOS za czasów szkoły Romana i Any, podaję dla tych, co się nie załapali na gimnazjum i nie rozumieją podstawowych pojęć, to i wiem, że tyle czasu trzeba właśnie, by na jakimś ważnym stanowisku coś zdziałać, albo i nie, jak to najczęściej bywa, zgryźliwie wtrąca swoje trzy grosze Ana Martin, stąd te skandale zresztą, z nicnierobienia.
Eszewinów jest sporo, a wiadomo - im więcej ludzi, tym więcej charakterków. Do tego są eszewini i eszewinki, wystarczyło poczytać podręczniki w szkole, to by wiedzieli, że to się musi źle skończyć. No i się doigrali, jak to się mówi z rosyjska, bo z ruska mi nie wypada napisać, już kiedyś tłumaczyłam. Jedna żeńska eszewinka chciała uścisnąć rękę innemu eszewinowi, męskiemu. Po przyjacielsku. Podchodzi do niego, a on nic. No normalnie ręki nie podaje. To ona znów, a on stoi i nic. Ona drąży dalej, on jak skała. Wreszcie - i tu woda na młyn Any - odzywa się, że on kobietom ręki nie podaje. Religia mu zabrania, wyjaśnia, i myśli, że ujdzie mu na sucho, ale ta eszewinka jak Ana, jak się nie zdenerwuje! Jak na niego nie huknie, na cały ratusz! Że to wstyd i skandal, że mamy demokrację, to znaczy przynajmniej na Ikselu, na którym się to rozegrało, bo czy na Sanżilu, to już inna kwestia, dopytam.
Odważna eszewinka chyba pobierała nauki w tej szkole, co Ana, bo od razu narobiła hałasu, zadzwoniła po prasę i tiwi, a ci zlecieli w jednej chwili, wiadomo, sezon ogórkowy, to wygłodniali njuansów. Njusów, śmieje się Roman, ale to nie po polsku i tak, a niuansy przez i, a nie j, to po polsku z francuskiego, ale znaczy co innego. Nieważne, w każdym razie był niuans czy njus na całego, na całą Brukselę i Belgię raczej też. Coś mi się wydaje, że ten eszewin dostanie za swoje.
I dobrze, grzmi Ana. Bo to, że on sobie religią coś tłumaczy, to jedno, i to jego prywatna sprawa, w swoim domu może próbować, ale też nie radzę; jak jest eszewinem, to ma się zachowywać, jak myślący człowiek i nikim nie gardzić. Po to go wybrali, by ulepszał świat, a nie pogarszał. Ale naiwna ta Ana, myślę sobie, jakby nie widziała, co się dzieje w Polsce chociażby. W Polsce wiadomo, odpowiada, że kobiet nie szanują, ale tu w Belgii, chwała Bogu czy innej istocie, na szczęście jesteśmy już krok dlaej, choć ten przykład pokazuje, że nie wszyscy. Głupi prymityw po prostu, złości się Ana. Dobrze, że mu nie dali się wykręcić jakąś tam wiarą, wiadomo nie od dziś, że w imię religii ludzie robią największe głupoty, tu to niby pikuś, ale pamiętaj Ksenia, że od takich pikusiów się zaczyna, a potem wsadzają kobiety w buraki. Gubię się nieco, co ma burak do wiatraka? Ksenia, młodaś, to ucz się, byś nie wylądowała w burce. Aaa, to inne słowo, dopytam Romana, ale potem, teraz lecę po buraki, żeby było śmieszniej, bo z gotowania Any to chyba już nic nie będzie, a Iwonek pokochał buraki właśnie. Aronia losu.
Saturday, 17 August 2013
(62) królowa
Polacy są wszędzie, nie trzeba być politykiem, ani nawet mędrcem, by to stwierdzić, wystarczy przejść się pod kościół w Łapach i zobaczyć, dokąd odchodzą busiki, nie ma chyba miejsca w Belgii, dokąd by nie odjeżdżały, to samo dzieje się pewnie w innych miastach, ciągną nasi na Zachód, to chyba naturalny kierunek wyjazdów dla Polaka A i B, bo o dziwo Niemcy są na Zachodzie nawet w stosunku do Polski A, kto nie wierzy, wystarczy spojrzećna mapę. Nic więc dziwnego, że wśród imigrantów znalazła się i królowa. E, a nie i, wtrąca się Ana Martin. Co e? Emigrantów, a nie imigrantów, jeśli już, bo wyjechała z kraju, zresztą, Roman, ona chyba już się urodziła na miejscu, co? Nie wiem, mruczy Roman, takie wiadomości chyba go niezbyt obchodzą; Anę niby też nie, ale widzę sama, jak podczytuje ukradkiem, co i jak, bo to naprawdę głupio, tak nic nie wiedzieć o świecie i życiu gwiazd.
I dobrze robi, bo w Brukseli mamy teraz królowę z Polski! Podkreślam to z Polski, by nie wyszło, żem nieuczona i Polski piszę, tak jakbym pisała o kimś innym, już mnie zbesztali w kościele na Trynite, jak się na głos dziwiłam, że tu Polka króluje, bo w Polsce królowa jest tylko jedna, i pochodzi z miasta na CZ. Ta brukselska natomiast z jakiegoś innego miasta, bo w tym mieście na CZ nie ma już miejsca, gdyż prawdziwa królowa jest tylko jedna, tak mi wyjaśnili i jako Polka tego się będę trzymać. Nie rozumiem tylko, jakim cudem częstochowskim w Brukseli mają też królowę Polkę, skoro ta prawdziwa królowuje gdzie indziej. Króluje, gromi mnie nie tylko wzrokiem Ana, nawet, jeśli to kobieta i mogłoby być tak, jak proponujesz, co za szkoda, że gramatyka jest tak opóźniona w stosunku do rzeczywistości!
Wiem, że ona, ta królowa z miasta na CZ znaczy się, jest zdolna i na pewno by się mogła rozdwoić, lub ktoś by jej w tym pomógł, co to dla nich tam w górze, no ale ta nasza, brukselska, jest do tamtej niepodobna, jasna z cery i włosów, a tamta, jak wiadomo ogólnie, nie. Może więc to z czyni różnicę, niech będzie. Serce z dumy w każdym razie rośnie, jak się słucha polskiej telewizji, że oto nam zakrólowała Polka. Czy też zakrólała? Ech, ta grama!
Co do królowej, to udało się jej w sumie, bo kuzyn został tylko premierem, i to Polski, a nie Belgii, a ona, proszę! Ana Martin też powinna być zadowolona, w końcu to kobieta zaszła dalej, niż mężczyzna, do tego bogaciej o wiele, no i bardziej światowo, bo jednak przy takim pałacu królewskim obok Sanżila to nawet zamek w Krakowie nie da rady, choć też ładny i duży, no ale bez króla od dawno. I królowej Jadwigi, choć to chyba królewna była, jak Wanda, ta w rzece z kolei. Nic dziwnego, że Polki muszą sobie szukać tronów do zajęcia gdzie indziej, i tu akurat sprytnie obstawiono, bo stary król zszedł z tronu nawet przed śmiercią, o własnych siłach, a nie to, że umarł i siłą rzeczy byśmy Polkę i tak mieli. Tylko kiedy? A tak jest już prawie za młodu. I normalna na oko. Miła blondynka z dziećmi, tylko po diademie na głowie widać, że to nie taka zwykła osoba.
Wiem, że ona, ta królowa z miasta na CZ znaczy się, jest zdolna i na pewno by się mogła rozdwoić, lub ktoś by jej w tym pomógł, co to dla nich tam w górze, no ale ta nasza, brukselska, jest do tamtej niepodobna, jasna z cery i włosów, a tamta, jak wiadomo ogólnie, nie. Może więc to z czyni różnicę, niech będzie. Serce z dumy w każdym razie rośnie, jak się słucha polskiej telewizji, że oto nam zakrólowała Polka. Czy też zakrólała? Ech, ta grama!
Co do królowej, to udało się jej w sumie, bo kuzyn został tylko premierem, i to Polski, a nie Belgii, a ona, proszę! Ana Martin też powinna być zadowolona, w końcu to kobieta zaszła dalej, niż mężczyzna, do tego bogaciej o wiele, no i bardziej światowo, bo jednak przy takim pałacu królewskim obok Sanżila to nawet zamek w Krakowie nie da rady, choć też ładny i duży, no ale bez króla od dawno. I królowej Jadwigi, choć to chyba królewna była, jak Wanda, ta w rzece z kolei. Nic dziwnego, że Polki muszą sobie szukać tronów do zajęcia gdzie indziej, i tu akurat sprytnie obstawiono, bo stary król zszedł z tronu nawet przed śmiercią, o własnych siłach, a nie to, że umarł i siłą rzeczy byśmy Polkę i tak mieli. Tylko kiedy? A tak jest już prawie za młodu. I normalna na oko. Miła blondynka z dziećmi, tylko po diademie na głowie widać, że to nie taka zwykła osoba.
W sumie chyba żadna inna Polka nie zaszła ostatnio tak wysoko, nawet modelki na szczycie list to jednak nie to samo. I chudsze są, a ta ta przy kości, bardziej ludzka przez to. Nie tak, jak Dajana, królowa serc, ale własna, bo nasza. E tam, Ksenia, jaka to Polka? Tylko w połowie, a Polski to pewnie z życia nie zna, tylko z opowieści dziwnej treści, zżyma się Ana Martin, nauczyłam się tego słowa i uważam, że do Any świetnie pasuje. Nasłuchasz się bajek w telewizji i potem tym żyjesz, ciągnie dalej, natomiast zaręczam ci, że królowa na pewno nie czuje się Polką, bo by na tronie tu nie siedziała, tylko w Polsce leczyła kompleksy podupadłej arystokracji i całego narodu, co nie może przeżyć, że nawet o królowej Polski wiedzą tylko w mieście na CZ i okolicach. Tak więc, dalej Ana, ma słowotok chyba, lepiej nie chwal się królową, bo to ani nasza zasługa, ani jej, że ma w historii rodu jakiś tam herb, nie ona jedna. Po czynach ją poznacie, kończy za Anę Roman, który chyba ma dość rozmów o gwiazdach na dziś i w ogóle.
Sunday, 11 August 2013
(61) place
Jak Sanżil długi i szeroki, wszyscy Polacy gnają na place. (Polacy na place, prawie rym albo taka inteligentna gra słów, Polacy na placy, to by dopiero było). Albo są na placu, i to właśnie ja, Ksenia. Nie sądziłam, że po to jadę na Brukselę, ale tak wyszło. Na początku nie wiedziałam, że tu się nie mieszka ani nie pracuje, tylko właśnie ma place, lepsze lub gorsze, ale w końcu odważyłam się rozpytać wśród Siemiatyczan po mszy, co i jak, i teraz już wiem, że u Martinów jest mój plac, mimo że ja nie jadę na czekach, tylko z ręki do ręki biorę, nawet nie wiem, czy na czarno, czy na biało, ale w euro, albo ero, jak się mówi po belgijsku, z dziwnym akcentem na e, a może to intuicja, a nie akcent.
In-to-na-cja, albo in-to-nac-ja, deklamuje prawie że Ana Martin, intuicji to ty nie masz dziewczyno za grosz, że się tak swoim placem pod kościołem przechwalasz, stawki zawyżasz, ale rób, jak chcesz, a tak w ogóle to po prostu wymowa e, pobędziesz tu dłużej, to sama zobaczysz, że e innemu e nierówne; po francusku znaczy się, układam sobie w głowie, bo po naszemu jest jedno, najnormalniejsze w świecie, i komu to szkodzi? I na biało jesteś, na legalu znaczy się, dodaje, bośmy cię zgłosili na ratuszu i wykupili ubezpieczenie, więc możesz chorować, ile wlezie, tylko Iwonka nie zaraź.
In-to-na-cja, albo in-to-nac-ja, deklamuje prawie że Ana Martin, intuicji to ty nie masz dziewczyno za grosz, że się tak swoim placem pod kościołem przechwalasz, stawki zawyżasz, ale rób, jak chcesz, a tak w ogóle to po prostu wymowa e, pobędziesz tu dłużej, to sama zobaczysz, że e innemu e nierówne; po francusku znaczy się, układam sobie w głowie, bo po naszemu jest jedno, najnormalniejsze w świecie, i komu to szkodzi? I na biało jesteś, na legalu znaczy się, dodaje, bośmy cię zgłosili na ratuszu i wykupili ubezpieczenie, więc możesz chorować, ile wlezie, tylko Iwonka nie zaraź.
W każdym razie od kiedym na placu, pieniędzy za stałkę i Iwonka, co nam dobił niespodziewanie do drużyny Martinów, zażyczyłam sobie w gotówce, by od razu wiedzieć, ile mi sie należy. Tak uczyli już w Łapach, a w busiku linii Sanżil - Lież - Siematycze - dom potwierdzili. Że ojce mądrzy, bo nie ma to jak pieniądz konkretny, w łapie (z Łap ta łapa, że tak znów zażartuję, ale mi intelekt dopisuje, to chyba z ładnej pogody), bo te kąta to tylko po to, by człowieka ogłupić, bankom złodziejom dawać zarabiać, i za co to, pośredników tuczyć i karty gubić, bo przecież płacić nimi nikt normalny nie będzie, kto to widział, by pieniądze wydawać, nawet ich nie zobaczywszy wcześniej, a i później też nie, bo jak wydane, to przecież już nie moje. Więc przezornie nie zakładałam, by nie wyjść na taką, co do przodu przed szereg się wyrywa, ledwo z Łap wyszła, a już się kątem wywyższa, jakby lepsza była, nie z Polski B, tylko A co najmniej, choć w telewizji żalili się podobno, że Polacy A i B zgodnie bankom nie ufają i kąt nie zakładają, przynajmniej raz jedność w narodzie.
Ksenia, ale ci do głowy nakładli, już lepiej zrezygnuj z wyjść niedzielnych i z nami siedź, wzdycha Roman. Wiadomo, pieniądze męska rzecz, to i on mi klaruje, co i jak, choć nie jestem nigdy pewna, kto tu tak naprawdę zarządza. I nie słuchaj mądrości w busiku, ciągnie Roman, masz tu u nas swój plac, jak to zwiesz, dostajesz co miesiąc ero, nie musisz latać za nowymi placami, ani liczyć na place od kogoś. Bo podobno, tak twierdzi Ana, nie wiem Ksenia, czy potwierdzisz, placami się handluje? Pewnie, ile to takich historii słyszałam! Mogą cię nawet wcisnąć na gorsze, a ty o tym nie wiesz, boś właśnie w busiku do domu i nie pilnujesz interesu, wracasz na swoje, a to już nie twoje, bo ktoś ci plac sprzątnął sprzed nosa, i to dosłownie sprzątnął, bo to głównie o stałkę sprzątaniową chodzi. Inne place są mniej chodliwe, bo prasowanie inaczej się rozlicza, a starcy i niemowlęta to już w ogóle nielegalnie, ale tego się jeszcze wywiem, będzie okazja w czwartek, cud nad Wisłą trza święcić, i wkrótce opiszę.
Saturday, 20 July 2013
(60) wanmenem
Stragany na Wanmenemie idealnie podpasowują się pod tę klasyfikację. O obgadywaniu i winie nie piszę, bo Ana jest niezadowolona, że tyle go wszędzie, o o szóstej już nikt nie reaguje na prośby o ustąpienie miejsca dla wózka, który przecież co rusz ryje w korzeń jakiś, więc my solidarnie z wina nie korzystamy też, znaczy się Roman i ja, bo nie Iwonek przecież. Za to w jedzeniu jesteśmy specjalistami. Sanżil zagraniczny całą gębą (nawet pasuje mi do tematu jedzenia, zostawiam, choć może i wulgarnam), więc na targu je się bardziej po zagranicznemu, ani nie po belgijsku, ani nie po polsku, tylko po egzotycznemu. A konkretnie: z dwóch kontynentów na A i nie są to dwie Ameryki, ani trzy, jeśli doliczyć centralną, która nie wiem, czy jest kontynentem. Mogę chyba powiedzieć, że to Afryka i Azja, mogę, Ana kiwa głową, więc zaczynam od Afryki, alfabetycznie, afrabetycznie wręcz.
W jadłospisie mają też rybę o śmiesznej nazwie tilapia chyba, co do której nawet Ana nie miała pojęcia, że to ryba, celowała bardziej w dziwaczne danie, a tu proszę, niespodzianka, zwykła rybka. Z Nilu, jak twierdzi Roman, ale zdaniem Any, z Nilu to może była jej praprapra...prababcia, a teraz jest z supermarketu, jak zresztą wszystko, czyli pewnie i koza, i banany, i ryż, i pseudoszafran E. Ale - najważniejsze, że smakuje, podsumowuje Ana, nie będziemy się zastanawiać nad jedzeniem, bo nic nie będziemy jeść. Ana gustuje w Azji, czyli je u Taja, to chyba nazwa w skrócie, nie wiem od jakiego kraju, ale wstyd mi pytać. U Taja kilka pań, bardzo niskich i miłych, jedna z nich to wielbicielka Iwonka, a on się jej boi, no ma w sobie coś diabelskiego, przyznać trzeba. Ale dobrze gotuje, padtaje, coś takiego z przezroczystymi kluskami, zieloną trawą i nibypietruszką, która gorzej smakuje, na k, o już mam, kolęda. Kolendra, poprawia Roman, a tak, kolęda to przecież coś innego. Nawet babci Iwonka smakowało, a ona naprawdę nie lubi eksperymentować z jedzeniem, nawet Ana przy niej wysiada.
(59) parwisy i inne
Cotygodniowy sezon targów (Ksenia, co to za nonsens, sezon targów, za dużo seriali oglądasz po nocach; podobnie zresztą jak szwedzki zegarek, no jaki kraj słynie z produkcji zegarków? strofuje Ana, i to dwa razy w jednej strofie nawet. No jaki? Szwecja przecież, odpowiadam ostrożnie. Nie Szwecja, tylko Szwajcaria, wzdycha Ana, i dalej czyta jak zwykle, chcąc wyczytać jak najwięcej, póki Roman z Iwonkiem zajmują się męskimi zajęciami, w rodzaju zakup śrubek); a więc cotygodniowy maraton targów, o to lepiej, chwali Ana, poetycko, rozpoczyna się w poniedziałek od Wanmenema, czyli placu pod ratuszem w Sanżilu, po tutejszemu zwanym hotelem miejskim, miasta nawet. Na placyku platany, cień, wino, tramwaje dwa, to się nazywa atmosfera!
Za to w środę czysta przyjemność: Szatlen. To po francusku, po belgijsku prawdziwym: kastel. Brzmi po włosku, nie pytajcie mnie, dlaczego. No, to jest targ dopiero. Na parkingu, brzydkim na co dzień, a targ taki ładny. Panowie z Afryki krzyczą na cały jarmark, że mają najtaniej. Owoce i warzywa. Gofry i tzw. galety, choć to gofry też, pachną na kilometr, aż można by zamknąć oczy i kierować się nosem, a też by się doszło. Na targu - tłumy. Nie wiem skąd się biorą, bo teoretycznie wszyscy pracują, no ale widać kryzys, choć jak kryzys, to nie powinni mieć pieniędzy...Ha! Ciężko jeździć czasami z wózkiem, bo korzenie wystają, a zawsze mamy takie szczęście, że mijamy się z innym wózkiem, którego wózkowa także próbuje jakoś przejechać, ale udaje się wszystko załatwić uśmiechem. Po bardzo słodkiej herbatce zarządzam odwrót i wracamy do domu.
Czwartek to dzień wahań, bo targi są dwa: na parwisie, co to słowo znaczy, nikt u nas nie wie, na parwisie, to od nas ostro w dół, i na albercie, czyli trochę w górę i w bok. Wahania zawsze te same: dokąd pójść? I w rezultacie zawsze zaliczam oba. Na pierwszym jem i przedzieram się z wózkiem przez bruki, na drugim kupuję warzywa i mięcho dla pasażera, by nieco krócej pchać ciężary. I tu, i tam, wszystkich znamy, a raczej nas znają, bo poznają po wózkach. Mądrzy ludzie sami, nie dali się zmylić, jak Iwonek zmienił wózek z pomarańczowego na różowy.
Piątek znów bez targu. Weekend też, ale nie dlatego, że nie ma, tylko dlatego, że Roman udomowiony, to i tyle miejsc, gdzie trzeba pójść, że na targi czasu nie starcza. A można by skoczyć na flagę albo na parwis, zamieniający się w marżę. Cztery targi na tydzień to i tak nieźle. I smacznie. I gadatliwie.
Friday, 12 July 2013
(58) pustki
Widzę je, a raczej nie widzę, na własne oczy. Pustki są/ nie są wszędzie: na ulicach - brak korków. Na chodnikach - brak świeżych kup, dużo za to wyschniętych słońcem, jeszcze z czasów tłoku psiego i ludzkiego, nie padało, to i nie zmyło, pogoda przechytrzyła chamskich właścicieli, szkoda że im nie przygrzało. Co do pustek: na parkingach - nadmiar miejsc. W sklepach - małe rozmiary przecenionych ubrań nawet na takie osoby, jak ja i Ana Martin, czyli dwie osoby głównie i jedynie zainteresowane wyprzedażami pod naszym dachem. W barach - stosy krłasantów czekające na spóźnionych śnadaniowiczów. Tramwaje - z miejscami siedzącymi nie tylko dla młodych i szybkich, ale nawet dla starych, mniej sprawnych, ciężarnych oraz wózkowych. Knajpy - ze stolikami do zajęcia pod parasolem. Stragany - bez kolejek hipisów spragnionych jedzenia ekobjo, udaje się coś kupić bez kwadransu wysłuchiwania dyskusji o zaletach i wadach rzodkiewek.
Nie hipisów, tylko hipsterów, to taka nowa odmiana modnych ludzi, tłumaczy Ana, no proszę, z tego wszystkiego nauczę się czegoś od niej, jakaś też taka uspokojona, może to babcia Iwonkowa tak na nią wpływa. Hipsterzy są raczej artystami, co sprawia, że nie pracują jak normalni ludzie, mają za to dużo czasu na dyskusje i kupowanie też, po czym opowiadanie o tych zakupach innym hipsterom spotkanym w kolejce. A pustki wszędzie, bo i hipsterzy, nawet jeśli nie pracują, mają prawo wyjechać na wakacje.
Chodzę se tak z Iwonkiem i żal trochę wyjeżdżać niedługo, teraz to dopiero na Sanżilu jest swojsko! Cała dzielnica nasza.
Subscribe to:
Posts (Atom)