Uff, nie mogę już tego negatywizmu, narzeka Ana Martin po spotkaniu z kilkoma takimi, co to zamiast cieszyć się słońcem-temperaturą- wolnością - a więc zamiast korzystać z tego, co w Ojropie może i najlepsze, a na Sanżilu i w okolicznościach tak - narzekają.
Na Belgię głównie w ogóle, już nie na ten Sanżil zjechany nawet jadą, tylko na ogół właśnie. Że się nic nie udaje, że nie frontem do klienta, że źle jeżdżą, bo w dawnej Polsce A na D zamienionej lepiej podobno.
Jakby to więzienie jakieś było dosłownie, ta Belgia zamiast Danii, komentuje Ana, dodając, że Hamleta jakiegoś cytuje.
Niech do klub medu wyjadą.
Pozostaje wzruszyć ramionami i nie słuchać, cieszyć się tym, co się udaje na własny rachunek.
A udało się dużo ostatnio. Nie tylko na Sanżilu, gdzie kwitnie polskość i inne takie prądy, ale i sąsiedzko, na Foreście.
Nie mów, że więzienie wyremontowali.
Ojej, skąd wiedziałeś Roman?
No bo jak coś wielkiego sąsiedzkiego, to to. Już wcześniej remont rozpalał wyobraźnię, a od kiedy do problemów urzędniczych doszli zamachowcy - to już w ogóle wydawało się, że to się nigdy za nic nie uda.
A jednak jest. Poprawa sytuacji znaczy się.
Jak za oknem zupełnie. Z zimy wiosna.
Czegóż dokonali, chce wiedzieć Ana.
Nie myślcie sobie, tyle, że burmistrz Forest zrobił tur de pres. Tak to się zwie Ana, w okolicznościach?
Owszem, marketing i piar, fju fju!
A więc: w sąsiedniej komunie więźniowie mogą se teraz chodzić wolno od 7 do 21. Po korytarzu, ale dobre i t. Wcześniej siedzieli, czasami bez okna prawie że. Mogą se grać z kumplami z innych cel w karty, poćwiczyć na siłce, a nawet pokopać w kikera, bo tak to zwą z angielska, piłkarzyki znaczy się. Ludu więziennego mniej, bo zamknęli dwa skrzydła, jako że tam to już w ogóle nie dało się naprawić kabli, kibli, mówiąc językiem rodem z więzienia podobna, oraz spełnić norm przeciwpożarowych.
Co w zamian dla komuny, Belgii i okoliczności?
W zamian mniej bójek! Doszło tylko do jednej ostatnio.
No tak, skoro jest 180 osób zamiast 700, jak w 2012 r., to faktycznie nagle zrobiło się więcej powietrza i nawet tak jakoś miło, można zaryzykować. Jak na spotkaniu autorskim prawie jakimś.
Więzienia rządzą na dzielnicy, a jak! Sanżil i Fore wspólnie dzierżą palmę pierwszeństwa. Ale jak donosi więzień przesunięty z Sanżila - Fore jednak górą. Przez te reformy właśnie.
I szczyt marzeń na koniec. udało się zaradzić szczurom. Ale do tego remontu nie trzeba było. Wystarczył karton klej i taśma.
Jak u mnie w pokoju mamusiu, cieszy się Iwonek.
Na szczury podziałało, na myszy podobno nie.
No cóż, nie można mieć wszystkiego. To nie klub med, panie, przestrzega strażnik. Co chcesz pan.
Monday, 13 February 2017
Thursday, 9 February 2017
karnawały
W takim Malmedy odbędzie się po raz 559., patrzcie no, nadziwić się Ana Martin nie może. W innych miejscach już nie aż tak na bogato cyfrowo, ale też pewnie niczego sobie.
Moim zdaniem: ruszamy. Chłopaki się zabawią. A sio zimo!
Karnawał! juhuu! W tym roku trzeba czekać i czekać, bo jakoś tak księżyc czy Boże Narodzenie świeciło pełnią, że się zima wydłużyła, ale czujni nie śpią gruszek w syropie i oto jest lista.
Bo pora zapomnieć blus i hibernal coś tam. Napisali tak z grubsza w lesłarze plus, podając listę najlepszych zabaw karnawałowych.
Czyly pożegnać smutek i odmrozić się, śmieje się radośnie Ana, szykując z pewnością na łykend i zabawę numer jakiś tam.
Podam i wam, nie wiem, czy lesłar ułożył listę w kolejności najlepszości, piszę, co mogę, a wierzcie mi, nie tak łatwo skakać między stronami. Akcenty i takie tam apostrofy se omijam, nie wiem nawet, gdzie są zresztą i w ogóle.
Sami wybierzcie, gdzie se pokarnawałujecie.
Moim zdaniem: ruszamy. Chłopaki się zabawią. A sio zimo!
Karnawał! juhuu! W tym roku trzeba czekać i czekać, bo jakoś tak księżyc czy Boże Narodzenie świeciło pełnią, że się zima wydłużyła, ale czujni nie śpią gruszek w syropie i oto jest lista.
Bo pora zapomnieć blus i hibernal coś tam. Napisali tak z grubsza w lesłarze plus, podając listę najlepszych zabaw karnawałowych.
Czyly pożegnać smutek i odmrozić się, śmieje się radośnie Ana, szykując z pewnością na łykend i zabawę numer jakiś tam.
Podam i wam, nie wiem, czy lesłar ułożył listę w kolejności najlepszości, piszę, co mogę, a wierzcie mi, nie tak łatwo skakać między stronami. Akcenty i takie tam apostrofy se omijam, nie wiem nawet, gdzie są zresztą i w ogóle.
Sami wybierzcie, gdzie se pokarnawałujecie.
- Saint Vith
- Malmedy (nr 559, że podkreślę po raz nie- 559.)
- Grosse Biesse
- Heist
- Blankenberge
- Aalst
- Binche
- Vilvoorde
- Charleroi
- Tournai
- Dinant
- Halle
- La-Roche-en-Ardenne
- Stavelot
- Ours
Do tego lista dodatkowa: Emines i Nivelles.
Nie pytajcie mnie, gdzie to wszystko jest. Ale że Belgia i jej okoliczności nieduże: to ruszamy, co?
Ideme, krzyczy Groch spod drzwi.
JA pierwszy, ja, odpycha go Iwonek.
Pora bawić się! Zimo a sio!
Wednesday, 8 February 2017
sanżob
Podobno na Sanżilu i okolcznościach jest niemiła obsługa. Hmm.
Bo ludu tyle, że klient it ak przyjdzie.
Hmm.
Oto opowiastka w temacie.
Tę nową galerię u mnie na rogu widziałyście ? przypomina sobie oto przy kawie taka jedna z Iksela, o brązowych włosach na wzór psa swego, co to tego psa cziłałę, widział ktoś taką nazwę zresztą, że zwrócę uwagę? Może na Ikselu widział, bo na Sanżilu juz mniej, a w Łapach takich to w ogóle i wogle takich zwierząt nie było.
Więc psa mamy, mały i miły, dzieci ją karmią, a ta chce więcej, nienażarta; no ale to opowieść o Sanżobie jest, gdzie takich cziłał dużo zresztą na pewno.
Wracając do tej galerii, wraca do tematu właścicielka psia; ale nie handlowej, w sensie: nie bardzo handlowej, bo mała, tylko pierścionki i takie tam się walają - Ana Martin nie znała tej to, ja też nie, a trzecia artystka w ogóle i wogle nawet lokalizację ikselską słabo obejmowała rozumem, bo nowa ci tu ona w okolicznościach.
Ta od cziłały ciągnie: w tej galerii toż żywego ducha nie uświadczysz, czasem tylko jakaś paniusia z Sanżoba przemknie, bo to jej koleżanka pewnie była tę galerię otworzyła.
Artystka zdziwiona na to, skąd wiadomo, że z Sanżoba.
A Ikselska na to, że przecież wiadomo, bo one wszystkie tak samo wyglądają;
jak czyly?
Wam opiszę, opisuje Ikselska.
Około 50-60 lat. Blondynko-siwa. Opalona. Złote kolczyki. Często dżinsy, na to drogi kożuch lub futro. Torba beż lub brąz stonowany obowiązkowo.
Leci od swej beemki itp itd, bo biletu zapomniała wsadzić.
I kupuje te łańcuchy nowe?
Ależ skąd. W tej galerii takie ceny walnęli, że nawet Sanżob się za wyfryzowane głowy łapie. Na otwarcie owszem, wszyscy chętnie przybyli, że do północy merce i audiki w 3 rzędach stały. Wypili, zjedli, pooglądali, pochwalili i poszli. Pijani mniej lub bardziej
I nie wracają.
I jak się to utrzymuje, dziwię się.
Nijak. Nie musi. Bo to galeria fan taki. By było się czym w życiu zająć.
I z Sanżoba ruszyć w miasto.
Bo ludu tyle, że klient it ak przyjdzie.
Hmm.
Oto opowiastka w temacie.
Tę nową galerię u mnie na rogu widziałyście ? przypomina sobie oto przy kawie taka jedna z Iksela, o brązowych włosach na wzór psa swego, co to tego psa cziłałę, widział ktoś taką nazwę zresztą, że zwrócę uwagę? Może na Ikselu widział, bo na Sanżilu juz mniej, a w Łapach takich to w ogóle i wogle takich zwierząt nie było.
Więc psa mamy, mały i miły, dzieci ją karmią, a ta chce więcej, nienażarta; no ale to opowieść o Sanżobie jest, gdzie takich cziłał dużo zresztą na pewno.
Wracając do tej galerii, wraca do tematu właścicielka psia; ale nie handlowej, w sensie: nie bardzo handlowej, bo mała, tylko pierścionki i takie tam się walają - Ana Martin nie znała tej to, ja też nie, a trzecia artystka w ogóle i wogle nawet lokalizację ikselską słabo obejmowała rozumem, bo nowa ci tu ona w okolicznościach.
Ta od cziłały ciągnie: w tej galerii toż żywego ducha nie uświadczysz, czasem tylko jakaś paniusia z Sanżoba przemknie, bo to jej koleżanka pewnie była tę galerię otworzyła.
Artystka zdziwiona na to, skąd wiadomo, że z Sanżoba.
A Ikselska na to, że przecież wiadomo, bo one wszystkie tak samo wyglądają;
jak czyly?
Wam opiszę, opisuje Ikselska.
Około 50-60 lat. Blondynko-siwa. Opalona. Złote kolczyki. Często dżinsy, na to drogi kożuch lub futro. Torba beż lub brąz stonowany obowiązkowo.
Leci od swej beemki itp itd, bo biletu zapomniała wsadzić.
I kupuje te łańcuchy nowe?
Ależ skąd. W tej galerii takie ceny walnęli, że nawet Sanżob się za wyfryzowane głowy łapie. Na otwarcie owszem, wszyscy chętnie przybyli, że do północy merce i audiki w 3 rzędach stały. Wypili, zjedli, pooglądali, pochwalili i poszli. Pijani mniej lub bardziej
I nie wracają.
I jak się to utrzymuje, dziwię się.
Nijak. Nie musi. Bo to galeria fan taki. By było się czym w życiu zająć.
I z Sanżoba ruszyć w miasto.
Tuesday, 7 February 2017
buddyzm
Deszczowa sobota też do czegoś służy, obwieszcza w deszczową sobotę rano Ana Martin. Mianowicie do tego, by Iwonkowi ściąć jego czuprynę.
Mamusiu, nieeee. Ty mi podetnij znów.
Taaak synku. Mamusia aż tak pięknie nie umie obcinać jak pani Mariola.
Umiesz!
Nieee, łapie się za włosy Groch. Nie ciach ciach.
Trochę ciach ciach tak tak.
Więc ruszamy w dół Alsembergiem. Nie pada.
Wchodzimy do środka. Pada.
A tam tłum! Jedne robią pazury. Inne patrzą, jak się te pazury robią. Łykend, wiadomo, niedziela idzie, ładnie będą wyglądać w kościele.
Ktoś mały ogląda rybki. Ktoś woła z zaplecza. Ktoś czeka na swoją kolej, ktoś się umawia na później. Harmider. Radio nadaje po miejscowemu. Jak to u Marioli, jak się Sanżilaki i okoliczności zejdą.
Rozmowy interesujące nawet nie kwitną, Ana Martin nie ma czego słuchać, więc wyciąga Kubusia Puchatka i czyta o przyprawie na biegun.
Pojawiają się zdziwione spojrzenia, że oto matka czytająca. Ale podziw jest też.
A Ana - mimo że zajęta - korzysta ze swojej słynnej podzielnej uwagi i nagle strzyże uchem, bo JEST.
Co jest, Ksenio?
Cytat jest. Dnia i roku jak na razie nawet.
Oto znad pazurów pada pytanie:
-Mamo, a w Tunezji to jaka religia jest.
Z drugiej strony pazurów, ich właścicielki wręcz:
-Buddyzm?
Mariola, nieco zdekoncentrowana znad przerzedzonej głowy pana:
-E tam, muzułmanie.
I łypie okiem na Anę, szukając potwierdzenia.
Pazury odzywają się: A buddzym to gdzie?
Mariola - To gdzie indziej.
Pazury: - Ale Afryka?
Ana łaskawie:
-Nie Afryka, Azja prędzej. Chiny, Indie, te rejony. Tybet, o!
Pazury ucieszone:
-Właśnie! To tam chciałam pojechać na wakacje.
O!
Mamusiu, nieeee. Ty mi podetnij znów.
Taaak synku. Mamusia aż tak pięknie nie umie obcinać jak pani Mariola.
Umiesz!
Nieee, łapie się za włosy Groch. Nie ciach ciach.
Trochę ciach ciach tak tak.
Więc ruszamy w dół Alsembergiem. Nie pada.
Wchodzimy do środka. Pada.
A tam tłum! Jedne robią pazury. Inne patrzą, jak się te pazury robią. Łykend, wiadomo, niedziela idzie, ładnie będą wyglądać w kościele.
Ktoś mały ogląda rybki. Ktoś woła z zaplecza. Ktoś czeka na swoją kolej, ktoś się umawia na później. Harmider. Radio nadaje po miejscowemu. Jak to u Marioli, jak się Sanżilaki i okoliczności zejdą.
Rozmowy interesujące nawet nie kwitną, Ana Martin nie ma czego słuchać, więc wyciąga Kubusia Puchatka i czyta o przyprawie na biegun.
Pojawiają się zdziwione spojrzenia, że oto matka czytająca. Ale podziw jest też.
A Ana - mimo że zajęta - korzysta ze swojej słynnej podzielnej uwagi i nagle strzyże uchem, bo JEST.
Co jest, Ksenio?
Cytat jest. Dnia i roku jak na razie nawet.
Oto znad pazurów pada pytanie:
-Mamo, a w Tunezji to jaka religia jest.
Z drugiej strony pazurów, ich właścicielki wręcz:
-Buddyzm?
Mariola, nieco zdekoncentrowana znad przerzedzonej głowy pana:
-E tam, muzułmanie.
I łypie okiem na Anę, szukając potwierdzenia.
Pazury odzywają się: A buddzym to gdzie?
Mariola - To gdzie indziej.
Pazury: - Ale Afryka?
Ana łaskawie:
-Nie Afryka, Azja prędzej. Chiny, Indie, te rejony. Tybet, o!
Pazury ucieszone:
-Właśnie! To tam chciałam pojechać na wakacje.
O!
Monday, 6 February 2017
dzielnicowy
Garfield normalnie, mruczy Ana Martin po drodze, jak na ulicy mijamy policjanta z wąsem. Pacz Ksenio, toż to on jak Garfield wygląda.
Co to jest garfilt mamusiu, odzywa się z dolnego piętra spaceru starszy czujny pasażer buzka.
Kot Garfield, objaśniam - dumna, że coś i owoś wiem.
Taka postać z bajek.
Banio, cieszy się młodszy pasażer.
Mamusiu, a ja znam tego kota?
Nie bardzo, to dla starszych synku.
A to on tu szedł, ten kot? dziwi się Iwonek.
Nie, tylko ten pan policjant jest bardzo do niego podobny. Ma rude włosy i wąsy kocie.
Ty go znasz?
Nie, ale cały czas go spotykam. Jak krąży po ulicach, pracowicie dzwoni do drzwi, spisuje lokatorów na legalu i tych na czarno, kreśli, wykreśla, dopisuje.
Bo dzielnicowi na Sanżilu w dużej mierze tym się zajmują: liczeniem lokatorów. Choć nie zawsze się udaje, czego dowodem Skarbek, Molenbek i zamachy.
To tylko ludzie w końcu.
Nasz Garfield swego rewiru pilnuje. Tak to się nazywa w kryminałach, przypominam sobie.
Jak łowny kot zupełnie.
No i przemówił do mnie ostatnio. Bom zgrzeszyła nieco, przyznaje się Ana.
Tak? a jak?
Rowerem tradycyjnie jechałam chodnikiem. I to prosto na niego. Nie zlękłam się. Co go trochę zbiło z tropu, bo ja tak se pewnie sunę, uprzejmie go wymijając jednakże.
I co zrobił?
Jak to miły policjant w Belgii: miło się zachował.
Palcem pogroził i rzekł: pa sir le trotłar madam. Na ulicę!
I on poszedł dalej, a ja dalej pojechałam chodnikiem.
Co to jest garfilt mamusiu, odzywa się z dolnego piętra spaceru starszy czujny pasażer buzka.
Kot Garfield, objaśniam - dumna, że coś i owoś wiem.
Taka postać z bajek.
Banio, cieszy się młodszy pasażer.
Mamusiu, a ja znam tego kota?
Nie bardzo, to dla starszych synku.
A to on tu szedł, ten kot? dziwi się Iwonek.
Nie, tylko ten pan policjant jest bardzo do niego podobny. Ma rude włosy i wąsy kocie.
Ty go znasz?
Nie, ale cały czas go spotykam. Jak krąży po ulicach, pracowicie dzwoni do drzwi, spisuje lokatorów na legalu i tych na czarno, kreśli, wykreśla, dopisuje.
Bo dzielnicowi na Sanżilu w dużej mierze tym się zajmują: liczeniem lokatorów. Choć nie zawsze się udaje, czego dowodem Skarbek, Molenbek i zamachy.
To tylko ludzie w końcu.
Nasz Garfield swego rewiru pilnuje. Tak to się nazywa w kryminałach, przypominam sobie.
Jak łowny kot zupełnie.
No i przemówił do mnie ostatnio. Bom zgrzeszyła nieco, przyznaje się Ana.
Tak? a jak?
Rowerem tradycyjnie jechałam chodnikiem. I to prosto na niego. Nie zlękłam się. Co go trochę zbiło z tropu, bo ja tak se pewnie sunę, uprzejmie go wymijając jednakże.
I co zrobił?
Jak to miły policjant w Belgii: miło się zachował.
Palcem pogroził i rzekł: pa sir le trotłar madam. Na ulicę!
I on poszedł dalej, a ja dalej pojechałam chodnikiem.
Thursday, 2 February 2017
diabły
Umówmy się, że w zesżłym roku diabły na Sanżilu i w okolicznościach były wszędzie. Głównie te czerwone, stadionowe, ale zdarzały się też zwykłe, czarne, polskie, jak w tych ergoczymś, co to je nasi odprawili dla wiernych.
E, żarty se stroisz Ksenio! niedowierza Roman. Egzorcyzmy to w Polsce D są modne, a moda już w A B i C się zaczęła, ale w Brukseni to chyba tylko śmiech na sali wywołują.
Jak bumcykcyk było! Po zamachach!
I co, wygnali czorta?
Czort to wie.
Co to jest czart mamusiu?
Diabeł synku.
O taki diabeł? Czarny z ogonem?
Nie ma daba, krzyczy zaniepokojony Groch. Nie ma!
Nie, nie ma. Są za to w Belgii diabły czerwone. O tu, piłkarskie takie.
Ładni panowie, mamusiu! Tak diabły wyglądają?
Tak albo tak, o tu.
Piś! Se piś sa!
Nie Grochu, to nie miś, to diabeł. Tak mamusiu?
Tak. Dziabeł tasmański. A nawet dwa.
Szy! liczy Groch.
Dwa grochu, to są dwa, nie trzy. Jeden i dwa. Pacz! Mamusiu, a gdzie one są? Ja bym chciał takiego diabła z taśmy. W moim pokoju!
W zoo będą. W tym samym, co byłeś z klasą na wycieczce. Pojedziemy.
Pari daiza się nazywa, Ksenio spisz bez błędów, by czytelnictwo wiedziało, gdzie od kwietnia szukać tego diabelskiego pomiotu.
Kolejki się będą ustawiały, prorokuje Roman, do braci Krejdla i Kradoka - tak chyba należy wymówić ich tasmańskie imiona. Oprócz Belgii diabły w Ojropie są tylko w Danii.
A to nie aż tak za rogiem, mądrze kwituję. Choć też nie za daleko.
Co za szczęście, że diabły nas tu wybrały!
Tuesday, 31 January 2017
mineralna
Ale nam się zaczął luty, no naprawdę! Rewolucja lutowa, jak się patrzy!
Ksenio, co to za entuzjazm!
Patrzcie sami, jak rośnie! Cyfry się zmieniają w oka mgnieniu. O, już jest 98764, a jeszcze przed chwilą nie było!
Ale co to jest, Ksenio?
Akcja mineralna.
To tu - licznik osób, które biorą udział w akcji niepicia alkoholu. Przez cały luty. Czyly od dzisiaj do 28 włącznie, bo 29 przecież nie mamy, heloł!
Najchętniejsi i najbardziej wytrwali mogą akcję oczywiście przedłużyć. Nikt im nie bedzie zabraniał, jeszcze nie ma obowiązku umilania posiłku winem, nawet jeśli to wykwintne i pożądane w wyższych sanżilowskich sferach i strefach.
Za wytrwałość; róża gali-wiwy- twojegostylu. W ten deseń coś, w każdym razie - nagroda.
Nagrodą, z tego, co tu widzę, jest przede wszystkim zmniejszenie narażenia na raka. Taki sens ma to ograniczenie konsumpcji, jak się malowniczo zwało za komuny, i zwie nadal, za Polski D.
Zdrowie czyly, krótko mówiąc.
A kto uczestniczy w akcji?
Teoretycznie i jedni, i drudzy, a nawet czeci, w sensie emi-imi, jak Portugalczycy, Maroko i tacy różni. Także Polacy, który nie myślą, że są emi-imi.
A że akurat ci konsumują - to pewne. I widoczne.
Są Polacy w tej migającej liczbie?
Nie, tylko Walonia i ci drudzy.
I kto prowadzi?
Ci drudzy. Flandria.
Faktycznie, nieźle migają te liczby. Podziwu godne!
Szczególnie, jeśli pomyśleć, że to pierwszy raz! Gdy zorganizowali podobną akcję mineralną w Anglii, udział zadeklarowało tylko 15 tysiaków osób. A tu prawie setka.
I nie jest to setka wódki.
Bo może to było przed fejsem, studzi nas Ana Martin. Teraz łatwo kliknąć i przewinąć dalej. Z zachwytem nad samą sobą, że się uczestniczy w czymś ważnym.
A ja się tam cieszę, ogłasza Roman. Nawet jeśli nie 97659 czy ile osób nie będzie pić alkoholu w lutym, a tylko 67453, lub nawet 00002, to i tak dobrze. Ktoś będzie zdrowszy, a na pewno - trzeźwiejszy.
Wszyscy skorzystamy, a najbardziej ci- co na mineralnej.
Tyle o zdrowiu wiemy, ile wody wypijemy.
Ksenio, co to za entuzjazm!
Patrzcie sami, jak rośnie! Cyfry się zmieniają w oka mgnieniu. O, już jest 98764, a jeszcze przed chwilą nie było!
Ale co to jest, Ksenio?
Akcja mineralna.
To tu - licznik osób, które biorą udział w akcji niepicia alkoholu. Przez cały luty. Czyly od dzisiaj do 28 włącznie, bo 29 przecież nie mamy, heloł!
Najchętniejsi i najbardziej wytrwali mogą akcję oczywiście przedłużyć. Nikt im nie bedzie zabraniał, jeszcze nie ma obowiązku umilania posiłku winem, nawet jeśli to wykwintne i pożądane w wyższych sanżilowskich sferach i strefach.
Za wytrwałość; róża gali-wiwy- twojegostylu. W ten deseń coś, w każdym razie - nagroda.
Nagrodą, z tego, co tu widzę, jest przede wszystkim zmniejszenie narażenia na raka. Taki sens ma to ograniczenie konsumpcji, jak się malowniczo zwało za komuny, i zwie nadal, za Polski D.
Zdrowie czyly, krótko mówiąc.
A kto uczestniczy w akcji?
Teoretycznie i jedni, i drudzy, a nawet czeci, w sensie emi-imi, jak Portugalczycy, Maroko i tacy różni. Także Polacy, który nie myślą, że są emi-imi.
A że akurat ci konsumują - to pewne. I widoczne.
Są Polacy w tej migającej liczbie?
Nie, tylko Walonia i ci drudzy.
I kto prowadzi?
Ci drudzy. Flandria.
Faktycznie, nieźle migają te liczby. Podziwu godne!
Szczególnie, jeśli pomyśleć, że to pierwszy raz! Gdy zorganizowali podobną akcję mineralną w Anglii, udział zadeklarowało tylko 15 tysiaków osób. A tu prawie setka.
I nie jest to setka wódki.
Bo może to było przed fejsem, studzi nas Ana Martin. Teraz łatwo kliknąć i przewinąć dalej. Z zachwytem nad samą sobą, że się uczestniczy w czymś ważnym.
A ja się tam cieszę, ogłasza Roman. Nawet jeśli nie 97659 czy ile osób nie będzie pić alkoholu w lutym, a tylko 67453, lub nawet 00002, to i tak dobrze. Ktoś będzie zdrowszy, a na pewno - trzeźwiejszy.
Wszyscy skorzystamy, a najbardziej ci- co na mineralnej.
Tyle o zdrowiu wiemy, ile wody wypijemy.
Subscribe to:
Posts (Atom)