Tuesday, 20 February 2018

ideał

Wyszło słońce, zmroziło Sanżil i okoliczności i od razu zewsząd napływają pozytywne wieści. Oczywiście nie wszystkie odnoszą się tylko do Sanżila, heloł, aż tak dobrze to nie ma, ale co, cieszyć się szczęściem sąsiada to już nie łaska, czy co?
Cieszymy się, cieszymy. Z ikselowskiej honorowej plakietki, co to ją wysokie komisje przyznały sąsiedztwu za wcielanie w życie ideału.
Że za co przyznały niby?
Za wcielanie w życie europejskiego ideału różnorodności.
Ludzkiej.
A co to znaczy, mamusiu?
Że w Iksel mieszka bardzo dużo narodowości. W sensie: ludzie bardzo różnie wyglądają. 
Aha, że nie wszyscy mają tylko żółte włosy?
Ano właśnie, na przykład. A jeszcze bardziej: że nie wszyscy mają jasne buzie. To by miało oznaczać. A tak - to moim zdaniem komisje zatrzymały się w połowie drogi.
To kto tam mieszka na tym Ikselu mamusiu?
175 narodów!  krzyczę. 
Ksenio, tylko nie tak entuzjastycznie. 175 narodów - ale tak naprawdę policzyli głównie białą Ojropę. Proszę bardzo:
11067 Francuzów
4153 Włochów
2516 Hiszpanów
1929 Portugalczyków
1781 Niemiec
1577 Polaków.

Zwą się oni bardzo ciekawie: nie-belgijscy-Europejczycy. I łącznie jest ich ponad 30 tysiaków. W samym Iksel.
I za to ich uhonorowali.
A mnie zastanawia, dlaczego plakietki nie przyznano Sanżilowi?
Oj, na to wysokie komisje jeszcze nie są gotowe. Różnorodność różnorodnością, byle by nie było zbyt różnorodnie - to jest ideał.

Monday, 19 February 2018

koty i kangury

Wcale, ale to wcale nie jest tak, że jak luty, to zaraz marzec i wiosna ludów bez lodów oby, czyly i koniec niespodzianek, bo wszystko, co trzeba, już było w nowym roku, czyly w styczniu, powiedziałby niejeden.
Wcale a wcale nie.
Natenprzykładowo na Sanżilu rekord goni rekord, a czytamy o nich dopiero teraz, jak to już urzędy wszystko popodliczały, co trzeba ukryły, a resztę podały ludowi przed wiosną ludów jeszcze, by głowami kręcił, co to w tej Brukseni się dzieje. No i Belgii też.
Ledwom doczytała o sukcesach tych, co gonią niby-chorych na zwolnieniach, jak dają na czarno, a właściwie szaro - a wykryto tychżeto przestępstw na 260 milionów ojro, miljonów, powtarzam, nie tysięcy bynajmniej - a już znów nie wierzę swoim oczom, i aż muszę dopytać Any Martin, naszej miszczyni językowej, co i bez języków wszystko wie i rozumie najlepiej - muszę dopytać mianowicie, czy ja to dobrze widzę, że jeszcześmy na Sanżilu i okolicznościach nie wyszli oficjalnie z kryzysu, a już naród rzucił się na kupowanie mieszkań, zupełnie jakby w kryzysowych czasach było za co kupować, tak w ogóle i na marginesie.
Ale widać jest, bo Ana potwierdza, że w zeszłym roku w Belgii kupiono i sprzedano rekordową liczbę mieszkań i takich tam większych posiadłości zapewne. Ogórd panie i pani, ogórd, dla dzieci przydałby się. Co oczywiście oznacza, że ceny rosły nieustannie, co Ana?
A jakże. nawet nie znając dialektów można od razu to wykoncypować, ale pacz mi to no Ksenio, jak to pięknie zapisali: ceny domostw rosną o 2,5 % w rocznym rytmie. W Walonii przekłada się to na 183445 za dom, a w Brukseni - tak, i to nie będzie pomyłka, ta 4 na początku - 429689 ojro za sztukę domu.
Podaję dalej: mieszkanie w Belgii kupicie średnio za 215440 ojro. Okazja wręcz! W Walonii najtaniej: zwyżka o 3,4% daje raptem 172367 ojro. Na Flamakowie, Flandrii, ups, przepraszam Ana, o jezu, co tak patrzysz, Flandria, wiem, Flamandia od razu, też se podwyższyli ceny o 2,3% co dało 220268 ojro, a Bruksenia rządzi jak zwykle, podwyższa o 3,2% i mamy - fikumiku! - 234736 ojro.
Na mnie to robi wrażenie! To, pokazuje Ana, wyraźnie pod wrażeniem: w ciągu 5 lat ceny mieszkań w Belgii podniosły się o 7,6%.
To i tak nic, krzyczę aż: bo domy o 8,6%!
Ksenia ma więcej, Ksenia jest pierwsza, tańczą z radości Groch z Iwonkiem.
Ale ja mam fajny koniec za to, przebija mnie Ana.
Jaki mamusiu?
Mianowicie, że kupowanie jest modne. I to nie tylko domów, tylko - uwaga synkowie  - nie wymyślilibyście czego: pokoi hotelowych, garaży i pokojów w domach starców. Oraz kotów i kangurów. Mieszkań tego typu znaczy się.

Czyly czego?
Ha! Czegoś małego - tak najkrócej.
To teraz się mieszka w kotach i kangurach mamusiu? Jak to ? W brzuchach ich? Nich?  My też tak chcemy!
Świetnie się składa, maluszki, bo obawiam się synkowie, że jak będziecie duzi , to na tyle was akurat będzie stać!

iżraer

Wrócili Ana z Roman z tych tam Izraeli na Sanżil, a tak naprawdę to od tych tam, wiecie,  mieszkańców, powiedzmy; jak Sanżil też w sobie ż mają, a że w Polsce D tyle piszą o nich ostatnio - to bez słów wiecie, od kogo wrócili.
Zachwyceni, dodam. Iwonek z Grochem rozkochani w delfinach i rekinach i w małych kolegach. Ana rozkochana w soli i błocie, jakimi się tam wysmarowała z Wezembekową na czarnoprotestowo. Roman zachwycony spacerem z Wezembekowym po pustyni, czerwonej i bez protestu; bóg jeden wie taki czy owaki, co się tam stało między nimi, objawienie czy mojżesz niejaki, ale jedno pewne: wszyscy chcą wrócić do Iżraeli.
Do Iżraera mówi się Ksenio, ja już umiem r polskie i francuskie i belgijskie, bo mam pięć i pół, i umiem powiedzieć, że ten kraj koło Afryki i Egiptu za płotem to Iżraer. Jeden.
Tak! Tam są ryby i meduzy w morzu.
I nie można jeść kalamarów. Karamarów Ksenio pan nie chciał zrobić wiesz, bo powiedzial, że nie koszer są, co to jest koszer - zapomniałem, mamusi spytaj; i szekli moich za nie nie chciał, więc wrzuciłem je do basenu. Ale wyłowiłem.
Bo w Iżraeru jest Ksenio bardzo gorąco. Pływałem.
Ja też pływałem w małym basenie jak żyrafa.
Jezusie, znowu ż. Chyba dziś się nie uwolnię od ż.
A jeszcze nawet nie zaczęłam pisać, jak to nas przywitano na Sanżilu, przez telefon jednakże, po powrocie, na luzie, ofie zupełnym, jakby to były normalne słowa, a nie są: i jak was tam ży...przyjęły?
Ana myślała, że padnie.
Ze wstydu.
Dzieci nie zrozumiały.
Ja zrozumiałam, że mówić tak nie można.
Roman zmilczał zły. Żły.
Izraerowi to na złe nie wyszło. Słowa na ż znów w prasie.
Witamy po feriach. A na nowe ferie - znów do delfinów i rekinów!
Iżraer jest fajny. 

Monday, 5 February 2018

posmarow-ana

Ale ci Ano posmarowano, nabijamy się!
Paczcie sami, na co przyszło: nie chciała Ana Martin sławy, no to się doczekała. Jej. Sławy czyly.
Zawsze tak jest, mówią najstarsi górale.
I to jakiej sławy. Komisyjna!
Oto w grypowy, armiagadzinowy tydzień Roman doniósł, że na wysokiej komisji zasiada Ana Martin.
Nasza niby. Swojsko zabrzmiało poniekąd.
Ale coś się nie zgadza. 
Że dr? próbuję. Ależ Ksenio - grzmi Roman i zabija mnie wzrokiem nieco - Ksenio! no co ty, dr zgadza się, nasza Ana w doktorostwo poszła już ponad 10 lat temu. Doktorostwo-dżenderostwo nawet.
Dr drowi nierówna. Ana dwójka bowiem leczy chyba; nasza co prawda też - ale po swojemu, a dwójka po prawdziwemu. Dyplomow-ana lekarka czyly.
Od medycyny pracy, o!
Dwójka francusko-angielska? No może jakoś słabawo faktycznie w porównaniu do naszej Any sanżilowskiej, która ogarnia większość języków światowych. I to skromnie licząc, ho ho.
To nie to. Tu też od biedy się zgadza.
Że dodali nazwisko, z grubsza oznaczające biel, twierdzi Ana, ogarniająca te wszystkie języki, jak wspomni-ano Ano?
Nie.
O, już wiem. To zdanie ostatnie chyba. Takie nie-anine.
A co piszą? O mnie? Znaczy się: o mnie dwójce?
Trochę niezrozumiale. Ana niezrozumiana. 
Lub po prostu: takie czasy, taki klimat mamy. W dniu tańca za miliard, co to ma nam przynieść więcej równości - zastanawiające jednakże bardzo.
Oto zdanie anonsujące - ananasowe - anansujące wręcz - przybycie Any Martin dwójki na wysokie komisje zapowiadane jest następująco:
Ana Martin przede wszystkim dba o dobrą atmosferę w pracy, która - jej zdaniem, Any Martin - stanowi jeden z najważnieszych czynników udanej pracy.
Pełna zgoda, cieszy się Ana nasza. Dbam wszak!
Czekaj: 
W czasach ogólnej światowej tendencji społeczeństw do indywidualizacji i braku solidarności, Ana Martin podkreśla wagę bardziej ludzkiej komunikacji, bliskiej ludowi - i to odnalazła w nowej pracy. Witamy więc ją radośnie!
Ale posmarowali. Komisja Anie.
Ana posmarowana!

polar

Można by pomyśleć, że w takim dniu, a dzień ten jest dniem rozpoczęcia ważnych procesów, zwalniania z braselserlajns, liczenia magritów i takich tam innych nagród kinowych, składania wniosków o dofinansowania na ef - myślałaby więc która, Ana Martin czy inna Ksenia przykładowo, że labelż i lebelż będą szaleć na temat powyższych tematów.
Że w pierwszej piątce najczęściej czytanych kawałków na lesłarze i lalibru - to dla tych bardziej lewicowych, ale mimo wszystko mejnstrimowo poprawnych - znajdą się więc samoloty, Syria z filmu, co zgarnął 6 nagród, troska o krajowe linie lotnicze - no ale nic z tego.
Bo oto nadszedł mróz.
I wszystko się skupiło na nim. 
Frła poler.
Bo za mrozem - słońce!
A za nimi - jakaś chmurka i być może nawet kilka flakonów i to nie tylko w Ardenach.
Flokonów, pardą! Ojej, Iwonku, nie pacz tak na mnie. Floką de neż, wiem wiem, płatki śniegu, żadna mi to językowa nowinka, w końcu nawet na Sanżilu czasami popada na biało i czeba to jakoś po ludzku nazwać.
Do tego: słuchajcie słuchajcie - ma świecić. Szeroko. Słońcem.
Przez cały tydzień!
Mamusiu, wymrozi wirusy i bakterie, prawda? Te od których nam się głowy dyndały cały poprzedni tydzień, prawda mamusiu?
Prawda.
Oj, to dobrze, nie lubię być chory i nie iść na bal karnawałowy, nie lubię!
Więc nic dziwnego, że nie tylko ja podnieconam. Temat pogodowy rządzi w rozmowach i w stibie, donosi Roman z komisji; od razu mniej meteopatów, twierdzi Ana.
Zapowiada się niezły tydzień. Jutro taniec - w czapkach - miliarodowy. W parku tym na Szumanie. W czwartek - próba forsowania granicy do Izraela.
Ale la i lebelż i tak wzruszają ramionami. Sawa. Il fe bo. Frła poler. Sawa.

Thursday, 1 February 2018

gdzie można

Dzień dobry, gdzie można się wybrać z 6-letnim dzieckiem w Brukseli? Coś typu muzeum dinozaurów, ale nie muzeum dinozaurów, bo już byliśmy. Coś interesującego, nie jak miniEuropa, baseny też odpadają. To dziękuję za wszelkie informacje i miłego dnia!
Na jednym tchu to padło, internetowym, ale zawsze. Na fejsie. Zastanowiło nas, bo naszym zdaniem tu, sanżilowsko-okolicznościowym, z dzieckiem 6-letnim, dorosłym czyly prawie, w Brukseni i w okolicznościach, miejsc nie brakuje. Urodziny za urodzinami. Balik karnawałowy jeden goni drugi. Wykład na aninych uniwersytetach zajmuje całą sobotę. Do tego goście bez końca. Place zabaw, parki, bary w rodzaju dumatan, du matin w pisowni, gdzie dziatwy więcej niż psów, których też niemało.
A jako ukoronowanie całości: działalność rewolucyjna na ef.
Po dzielnicy, Szumanie, a nawet domach rodzinnych.
Domach naszych rodzin mamusiu?
Nie tylko. W niedzielę syneczku pójdziemy całą grupą wesołą do mezon de la famij, Maison de la Famille, gdzie panie Polki z Belgii i panie belż z Belgii - porozmawiamy sobie, zjemy coś i przygotujemy manifestację.
Taką czarną mamusiu?
Tak, taką czarną, a najpierw - czarno-kolorową. Bo już we wtorek panie Polki i inne pójdą do parku koło tatusia pracy  tak, z 50 w nazwie, tak, przy Szumanie, stacja metra Szuman, oczywiście; założą sobie te ładne czapeczki, co to u nas są w korytarzu w wielkich ilościach, włączą magnetofon, przyjdzie pan z tubą wielką zwaną megafonem - i zaczniemy tańczyć!
Tańczyć? jak rok temu?
Dokładnie tak. Data inna, radość ta sama.
To znów dla pań taniec mamusiu?
Tak synku.
Jak ona się nazywa, raz jeszcze?
Nazywa się miliard. Nazywam się miliard i ja.
I ja!

Tuesday, 30 January 2018

kupa wyborcza

Pierwsza tegoroczna akcja z kupami przypomniała nam tu o sanżilowko-okolicznościowych wyborach.
Wybory to nie w Polsce D czasami? wyraża wątpliwość Roman.
Ejże Roman, gdzie ty to żyjesz? Bo na Sanżilu chyba jednak człowieku, i co, nie zauważyłeś, jak ten i ów, ta i owa, ślą na wyścigi noworoczne życzenia? By o nich pamiętać, jakby co? w godzinie wu?
W godzinie wy, nie wu. Wy-borów. Wu , vous - to o głos poproszą za to.
Nie zauważyłem, by mnie prosił ktokolwiek.
Mamusiu, bo to nie tatuś wyciąga listy i te kartki od panów i pań. To ty mamusiu.
Albo Ksenia, ujmuje się za mną Groch.
Albo my.
Tak mamusiu jest u nas w domu, to nie wiesz.
A wiem. Racja synkowie. Ale tatuś będzie głosował, a kupy może odegrają jakąś rolę.
Kupy mamusiu? Kaka takie? Kaka taka?
No tak. Bo przez temat czystości publiczności, poprete publik, zapoznaliśmy się z eszewinami, przypominam. Oraz blizej z sąsiedztwem, które też walczy, nie tyle z kupami, co ze śmieciami. Nielegalnymi. Klandestan.
Chodzi o to, że z wiosną warto się przypomnieć eszewinowi?
Nie tylko! Bo oto wskoczyliśmy na wyższy poziom obywatelski. Mianowicie Eszetcezet od śmieci - on będzie startował na radnego!
Na eszewina? No co wy? Polak tak wysoko, że aż się zająknę?
No tak dobrze to nie. Póki co - na radnego.
I co on tam będzie robił na komunie?
Jak go wybiora - walczył ze śmieciami.
A z kupami kto?
Jak to kto? Ana! A Eszetcezet jej pomoże.
Nie, to my mu pomożemy, podsuwając mu pola działań. Przygotowując akcję wyborczą czyly. Kupami usłaną.
Co komuna, to obyczaj widać.