Thursday, 27 October 2016

na ce-pe-esie

A z czego ona się utrzymuje, ta fryzjerka czarna?
Niech pani nawet nie pyta, wstyd taki, młoda, a już na ce-pe-esie leci. Te wszystkie lata! W domu siedzi, to z nudów by normalnie do tej szkoły poszła chociażby. Tym bardziej, że fach ma w ręku i widać, że to lubi.
Ja do niej mówię, Iwona, bierz się do roboty, mnie to by k…wzięła i nic nie robić. Nie umiem tak! Na starość to ja dam im wszystkim popalić, z moim temperamentem, o łatwo im nie będzie.
Siostra moja tak samo, wdową za młodu została i pracować jej się nie chce. Na Sanżil zjechała, owdowiała i tyle ją widzieli w robocie. Ja jej mówię: ja na te wasze ce-pe-esy na zakładzie robię, wiem, co się święci, że ludzie się nie wyrabiają, to i długo to nie potrwa. I jeszcze zapłaczesz, że nie pracowałaś.
Iwona tez popamięta. Nie ma szans, bu to trwało. Obywatelstwa nie dostanie bez języka, nic nie dostanie. Zresztą ja mam obywatelstwo pięć lat, a tez nie wiem, czy coś z tego będzie.
Lepiej być Belgijką, tak myślę, wtrąca Ana. W Polsce D to dopiero jest.
Jasne jedno, że ku dobremu to nie idzie, ale co z tego przyjdzie - to jeszcze zobaczymy. Ja już siedem lat, jak obywatlestwo mam i co mi z tego przyszło?
Przynajmniej tyle, że na swoim pani jest, stwierdza Ana.
Ech, pies mi na jedno oko nie widzie, nie słyszy, nie czuje, tylko całe noce szczeka, sika i chce czegoś, a uśpić nie mam serca, zresztą dzieci by mnie zabiły. I co ja mam robić z tym wszystkim. Piętnaście lat ma. Starość nie jest fajna. A robić trzeba.
I jak wyszło? Zimą może trochę blondu dodamy, ale nie dziś, bo mam umówioną taką jedną z domu starców na czesanie na dziesiątą.

Wednesday, 26 October 2016

article 60

Teraz to kogo pani ma, tę czarną tylko? Ona dobrze obcina i miła bardzo, synek do dziś wspomina, zaczyna Ana ostrożnie u Marioli.
Kochana, mam i nie ma, co to za problem nowy. Wszystko dziś na dzień dobry, pies nasikał, głowa mi pęka, no i jeszcze ten artikle słasont.
Artikle słasont? Ana naprawdę nie rozumie, o co się rozchodzi.
Article 60, dopisuje Roman, ale to potem poprawił, na czysto.
Na razie spisuję dalej w brudnopisie: z tą Iwoną sprawa. Bo jak pani mówi, porządna jest i chciałam ją wziąć na pół etatu, ale z aktirisa, bo to już bym 500 euro miała na ubezpieczenia i inne takie, co to dają na zachętę. Ale jest problem! Bo ja na Sanżilu, a ona na Anderlechcie mieszka. I języka nie zna. To już przyznam jej zaniedbanie, co nie znaczy, że pracować nie powinna.
Czyli jak, to się nie liczy jako jedna Bruksenia?
Pani, ależ skąd! Każda komuna na siebie robi, jakaś taka konkurencja między nimi. Ile ja się już nachodziłam po komunach, by to pozałatwiać, ale coraz gorzej, a ja sił coraz mniej, nie mam jak się starać. To i sama robię.
Poszłam na rande-wu, miałam z babeczką z aktirisa. przez tydzień nie raczyła potwierdzić, no ale skoro jest rande-wu, to mówię: idę. Poszłam z Iwoną oczywiście, a ona ani be, ani me. Nic normalnie nie rozumie. To oni do niej: do szkoły.
A ile ona tu już lat jest na Sanżilu i w okolicznościach, pyta Ana.
Niech pani nawet nie pyta: długo. I wstyd taki, że nic nie umie, dzieciom w szkole pomóc czy coś, nic!
A miejsca w szkołach językowych są? Bo chyba słabo, co?
Oczywiście, że nie, ale w kolejkę już się dawno mogła ustawić. Teraz to trudniej będzie, dzieci w szkole na tronie, ja na Sanżilu, a mieszka na Anderlechcie. u mnie wieczorami ruch największy, po pracy. I jak to pogodzić? Nie da się. Człowiek chce pomóc i nie może.
Najgorsze, że ja jej nie mogę wziąć na czarno, bo kontrole są surowe i częste, a bez aktirisa nie dam rady. Płaca minimum 1800, a do tego drugie tyle na ubezpieczenia, to z czego ja się potem utrzymam. Ale robić nie ma komu.
Teraz ucznia dostanę ze szkoły. Etudią ma być. Z piątego roku, może coś będzie umiał. Siedem lat szkoła trwa, to kto wie. może już kolorasjon zrobi i męskie strzyżenie. Bo u nas mężczyzn dużo przychodzi. To już będę trochę do przodu, bo za etudiantów szkoła płaci ubezpieczenie. Byle się do czegoś nadał.
A ta Iwona to nie wiem, co zrobi.

Tuesday, 25 October 2016

2 runda

A  mój balon gdzie? pyta rozpaczliwie Iwonek, słusznie w sumie, bo miał obiecane, z tym że nie takie czarne. O nie, ja też chciałem krzyczeć!
Dlaczego ty mamusiu i inne panie żeście te balony wypuściły wczoraj do nieba koło mamusi pracy? I dlaczego one wszystkie czarne były? Piękne w sumie, chociaż nie, smutny kolor taki, ja nie lubię czarnego, a ty Ksenio?
Też nie. Ale wczoraj karnie stałam z uwiązanym do nadgarstka balonem. Roman Stał. Fjotr stał. Rita stała. Inne mamusie od innych dzieci stały.
I krzyczały.
Co one krzyczały te mamusie one?
Różne takie hasła. Na przykład: jestem-czuję-decyduję.
O fajne. A co to znaczy?
Że mamusia i Ksenia same wiedzą, co dla nich dobre. I nikt im nie będzie mówił, co im wolno, a co nie. dlatego, że są paniami.
Bo siusiaków nie mają.
W sumie do tego się sprowadza, śmieje się Roman. 
Choć to wcale śmieszne nie jest, o czym wiemy dokładnie, nasłuchując co się dzieje w Polsce D.
Na szczęście i w Brukseni znalazły się ze dwie setki takich, którym się to nie podoba i którzy czuli, że trzeba przyjść na Szumana.
W tym my. Sanżil i okoliczności w godnej reprezentacji. CZarnej i na czarno.
Mamusiu, a kto tam był jeszcze? Ta pani co tu krzyczy?
Ta pani to ciocia, co książki dała. O Padingtonie i Panamie, pamiętasz?
A, to taka, co jest zakochana w Brukseni, mówiłaś kiedyś?
Właśnie. A tu zakochana w krzyczeniu. W słusznej sprawie! Pięknie jej wyszło.
Ale jakiej mamusiu sprawie? Puszczania czarnych balonów?
Balony to tylko taki znak, synku. Że trzeba walczyć.
A ty walczysz?
Walczę.
A Ksenia? 
Też. I babcie i ciocie na Sanżilu i w Polsce, gdzie byliśmy na wakacjach.
To tatusia praca jest w Polsce teraz?
Nie, ale protesty są wszędzie.
To brawoooo! Grochu bij też! A czy te balony wysoko poleciały? Bo może ich poszukamy jeszcze? Pokrzyczymy i jeszcze raz wypuścimy?

Sunday, 23 October 2016

balony

Bęc bęc! Bam bam! Puf i bum.
U nas w domu przejść normalnie nie można, odkąd na Sanżilu i w okolicznościach nagromadziło się nagle stado czarnych balonów. Z gazem.
Spytacie, skąd balony i dlaczego czarne.
Jeśli o to spytacie, oznacza to jednak, żeście nieco nieuświadomione, zapóźnione fejsbukowo i plakatowo, bo przecież czarny protest balonowy, nasz rodzimy brukseński, okolicznościowy z niechlubnej okazji Polski D - już dziś, w poniedziałek 24.
Owszem, Szuman znów nasz. taka jedna długowłosa, robiąca piórem, ale nie ze wspomnianych długich włosów, tylko wiecznym, jak z Kleksa normalnie - otóż taka jedna i inne feministki na ef poszły do polis i załatwiły, że w ten to poniedziałek nam nastany na Szumanie można się drzeć wniebogłosy w sprawie kobiet, która to w ocenie Any Martin jest sprawą na ef jk najbardziej, ale jeśli ktoś nie chce iść w ekstrema - po prostu kobiecą dla kobiet w najlepszym stylu.
Par ekseląs, że się pochwalę.
Więc napompowano tych balonów, ile wlezie, a raczej - ile gazu wlazło do butli. Teraz za to to wszystko wlazło i rozlazło się po całym domu; chłopaki najmniejsze na ef mają radość, goniąc to całe baloniarstwo i skacząc pod sufity, lub próbując skakać, jak Groch miesięcy równo dwadzieścia dwa, przypominam.
Tylko jak wy się z tym wszystkim zabierzecie na Szumana, martwi się feministycznie Roman.
Spokojna głowa! Jużeśmy zmówione i umówione. Po prostu idziemy przez miasto, niesiemy to wszystko, dzierżymy w garści dumnie i dumne.
Z tego dumne, że będzie nas masa, będą transparenty, przemowy i hasła. Będą Polki, Belż i i inne. Będzie prasa, tiwi i zdjęcia. Będzie sie działo.
A o 13 czarne poleci w górę.
Piękny protest, nie ma co.
Szkoda tylko, że w ogóle.

Thursday, 20 October 2016

nożownik

Połowa października. Ponad pół roku po atakach. Wszyscy powoli odżywają i myślą, że oto będzie już fajniej i spokojniej i powoli nawet świątecznie. Figa z makiem.
Wiedzą o tym wszyscy, którzy we wtorek wieczorem znaleźli się na Alsembergu koło szpitala Moliera, a szczególnie ci, co to właśnie na koniec dnia zaplanowali zakupy w kerfurze, co to kiedyś był czempionem i mieści się w bramie.
Atak normalnie. Nie słyszeliście?
Bo też pewnie nie mieszkacie ewentualnie na Sanżilu lub w okolicznościach i nie słyszeliście stada helikopterów krążących nam tu nad głowami i niepozwalającymi oglądać pepy i dżordża, o czym nie omieszkał poinformować wszem i wobec Iwonek.
Wrrrrr. Tyrrr. W kółko.
To i Ana Martin była podeszła do komputera, by sprawdzić, co tak głośno nad głowami i okazało się, że jest niefajnie. Całkiem blisko nas. Bo to jakiś ktoś przetrzymuje w karfurze zakładników.
Tak dokładnie.
Byliśmy w oku cyklonu podobno.
I nie wiedzieliśmy trochę, co myśleć, czy to prawda, że zwykły bandyta, czy jednak nie.Wrrrr wrrrr wrrr. Tyr tyr tyr. 
To i Ana znów do komputera, obstawia lalibre i lesłara, a Roman zgłaśnia pepę. Tyr tyr wrrr.
Nowa informacja po godzinie: że to podobno naprawdę nie terroryzm, tylko ktoś tam sobie kradł, złapali go, nie chciał iść do więzienia, gdzie już raz był zawitał w młodości, to i wpadł na topowy pomysł, że jak zagoni kilka osób do głównej kasy - to go tam nie wsadzą.
Brawa za logikę, skomentowałam byłam wówczas i po minach Romana i Any widziałam, że nawet trafiłam z obcym słowem.
O ósmej skończyli latać. Na szczęście dzieciarnię udało się przekonać, że już pepy nie będzie słychać, to i do łóżek się położyli. W protestach oczywiście, taki to dzień już był - niezadowolenia - czy to z więzienia, czy ze spania.
Odetchnęliśmy. Usiedliśmy w ciszy na kanapie.
Tyr tyr w głowie. Wrrr w brzuchu. Wojna znów blisko.
I nikt nie wie, co się stało.
Jak się dowiem - to napiszę.

Tuesday, 18 October 2016

buvette

Bu-wet de po-lo-ne. mer-si. La pu-bel pur le kanet se truw o kłan de la ru.
Uff, łatwo nie było, ale same i sami widzicie, trochę sylab, a w nich liter na dodatek, się nazbierało. Akcentów nie zliczę i nie uwzględniam nawet.
Że to wszystko po francusku - to już nawet nie wspomnę. Dialekt już dawno żeście se wykoncypowali, by zacytować Anę Martin, i pewnie nawet zauważyli, że to wcale nie flamandzki, tylko waloński tak w ogóle.
Może i znaczenie już odgadliście.
I odgadłyście oczywiście. Żeby było krócej - do końca tekstu będę się posługiwać już jedną formą, żeńską dla odmiany.
Odmiana piękna i dosłowna. O nazwie poniżającej - niemęskoosobowa. Tak się to nazywa w polskiej gramatyce - wiedzie po nas wzrokiem Ana Martin. Staram, ale coś tam pamiętam.
Wróćcie do merytum, nawołuje nas Roman. Chętnie, tylko gdzie wrócić?
Do meritum. Sedna sprawy.
Ach sedno! Oto ono, dno to: taka kartka oto rzuciła mi się w oczy, jak to żem po kreszach i ekolach zboczyła na Ukle chyba.
Na Mejerbera dokładnie, gdzie stoi najczystszy aldik świata, o którym to jużem nawet raz pisała.
W każdym razie idę se Mejerberem, który jednak - po sprawdzeniu - nie jest luksusowy uklowski, lecz swojski prawie że, nie sanżilowski, lecz forestowy - a tam taka oto kartka w oknie.
La buvette des Polonais. La poubelle pour les canettes se trouve au coin de la rue. Tak to idzie w ajfonie na fotosie
Apel do Polaków, tak?
Tak.
Czy ja dobrze rozumiem, że ten ktoś, kto to napisała niebieskim pięknym pisakiem, jakby zapewne stwierdził Iwonek, prosi Polaków z Sanżila i okoliczności, by wyrzucali puszki do kosza?
Owszem. Miło prosi, ocenia Ana Martin. Rozumiem i w pełni popieram. Też bym nie chciała mieć pubeli dla puszek po piwsku pod naszym oknem. Brr.  Tylko kupy psie są gorsze.
Patrzcie, jak ta ktoś się postarała - Roman ogląda w ajfonie poczynione przez mnie zdjęcie. Wielkie, wyraźne litery, jakby Iwonek pisał, a przynajmniej próbował. Kartka estetycznie wsadzona do koszulki. Deszcz jej niestraszny.
Na długo starczy. Na dużo piwnych wieczorów.
Od razu widać, że nie nasi pisały tę to inicjatywę.
Smutny to wniosek, co?
Smutny. Obecność polska jest tu niestety po tej drugiej stronie. Brudniejszej i śmierdzącej piwem, a nie w czystej, plastikowej koszulce.
Ale jest coś niezwykle cieszącego - mianowicie, że w narodzie rośnie znajomość języków. I to nie w tzw. tym narodzie, tylko u le i labelż. Przecież jeszcze z 40 lat temu nikt by nie wiedział, że to Polacy se popijają pod tym oknem i owym. A teraz proszę.
Jesteśmy wszędzie! 

Sunday, 16 October 2016

siusiak

Co do murali jeszcze, to ja w tym temacie wypowiem się w ten sposób, że wszędzie ich pełno i każden jeden bardziej kontro, no jak to szło, a już wiem - niekontrolny, tylko kontrowersyjny niż poprzedni.
Nie kontrolny, za to porządnie skontrolowany za to, śmieje się Roman. Prześwietlony pewnie nawet przez służby. Bo pewnie Ksenia mówisz o wielkim siusiaku na barierze?
Jakim wielkim siusiaku, tatusiu? - Iwonek podobno źle słyszy, ale jak nie trzeba koniecznie - to pierwszy jednak.
Dlaczego nie trzeba Ksenio? Trzeba jak najbardziej właśnie. Siusiaki to część nas w końcu.
Racja! warsztaty dżender się zbliżają, sam widziałam, że Ana na boku skrobała pytania, to co ja się chowam jak głupia?
No ale trochę mam prawo. Bo tak wielkiego siusiaka to nie widziałam, jak żyję, Może nie tak długo jak prawie 40-letnia Ana i ponad 40-letni Roman, ale zawsze coś już widziałam. A takiego nie. Siusiaka i muralu. 
Bo to pierwszy aż tak odważny mural w Belgii. Do tego autorstwa artysty o polskim nazwisku. Pseudonim ma ładny: Bonom.
Siusiak?
Artysta, Ksenio, artysta. Graficiarz.
Bałwan bonom to namalował? dziwi się iwonek. A jak on tam malował tego siusiaka, tak wysoko?
Nikt nie wie. tajemnica!
No i wisi tak sobie od rentre normalnie na środku bariery.
Wisi nieco, zwisa prędzej. A jaka atrakcja turystyczna się zrobiła. Pod oknami Stefana normalnie pochody turystów z aparatami się przewalają. Każdy chce mieć zdjęcie z siusiakiem.
Ciekawe, kiedy go zamalują?
Wygląda na to, że nieprędko. Okazuje się, że artysta wybrał ścianę, która nie wiadomo do kogo należy. A że zamalowanie taki wielkiej powierzchni dużo kosztuje - na wszelki wypadek wszyscy umywają ręce.
A siusiak jak zwisał, tak wisi.
I jego sława rośnie.
A wraz z nimi - Sanżila i okoliczności.
Dżender się tu nie narobi, ot co!