Wiedzą panie, jedno, co dobre było w tym włamaniu? Że nie tylko do mnie przyszli, tylko wszystkich tu nas ciągiem, jak jesteśmy, na ulicy obrobili. Na szczęście.
Mariola ąz się uśmiecha z ukontentowaniem, jak to później określa Ana Martin.
Nie myślcie panie, że ja jakaś zła jestem. Nie. Ale już myślałam, że to się na mnie uwzięli. Tacy jedni, albo los.
Bo to drugie włamanie już miałam, jak tu na Alsembergu robię.
A tak na szczęście się odczarowało.
Ojej i nie ojej, martwimy się i nie obie na głos chórem anino-kseninym. Ana tak kazała mi pisać, te -niny na końcu dawać, normalnie, jakbyśmy Ruskie jakieś były, mruczę pod nosem.
Co też słyszy w lot Mariola, z tym że nie do końca, i dodaje: nie, to nie Ruscy byli, ani nie Polacy, bo wódka ze sklepu, co to do się do niego obaj włamali, nie zniknęła. Ani nie Rumuni, oni też równo dają.
Wstyd tak mówić i przykro, ale nasi zawsze alkohol zabierają. Tu nic, więc Albania albo Arabowie jak nic. W dwie ekipy przyszli. Skąd wiem? Ano bo u mnie ślady po wielkim łomie, a u sąsiadki ze sklepu po małym. To przecież by tak nie dopasowywali, tylko na szybko działali.
I powiem paniom, co na szczęście się jeszcze zdarzyło: że nie wyszłam do nich jednak, jako się to działo. Policja tak mówi.
Bo noże mogli mieć, kiwa głową Ana.
Właśnie. Więc na szczęście tylko tak się skończyło. I policja wierzą, i asurans, że nie symulka. 10 lat im uczciwie płace, to zwrócą. Tylko z tymi drzwiami kłopot będzie, wymieniać trzeba. No ale na szczęście tylko tak się skończyło.
Wednesday, 30 November 2016
Tuesday, 29 November 2016
symulka
A ci Cyganie to do pani jeszcze przyszli po weselne fryzury, zaczyna uprzjemie Ana Martin, moszcząc się w mariolim fotelu na Alsembegu. Wiadomo, po 40. to tu strzyka, tu uwiera, z siadaniem nie tak łatwo, podobnie jak z resztą czynności. Za to z życiem łatwiej, bo nic nie trzeba, twierdzi Ana Martin.
Nie, ci akurat nie, zaczyna opowieść Mariola. Ale co innego miałam. Przygodę taką, że hej. Włamali się, widzi pani, drzwi nadal się nie domykają.
Kiedy to było?
W święta, na Tusanta, trochę po, w nocy z czwartku na piątek. 4 listopada. Ja już czuja miałam, że coś się zdarzy, jak zobaczyłam, że na Barierze bankomaty popsute. O-ho, mówię se. Bo normalnie to się za banki biorą, a tu nie było jak kart kopiować. To i do nas przyszli i 4 obrobili: mnie, sklep, picerję i bar.
Ale pieniędzy to przecież tu pani pewnie nie trzyma.
Na szczęście! To co innego wzięli, wściekli musieli być. Golarki, bez ładowarek co prawda, ale i to opchną, jak ktoś głupi. Nożyczki. Takie rzeczy. I drzwi popsuli. Z asuransu przyszli, widzą, że 10 lat płacę, to żadna symulka.
I nic w ogóle pani nie słyszała?
Nic w ogóle! Drzwi do sypialni miałam wtedy zamknięte, bo ta mała psinka mi spać nie daje, ale syn był akurat, wolne miał, to i nocą na komputerze siedział. I on też nic nie słyszał. Dziwne, bo przecież to musiało trwać.
Pani ze sklepu też nad zakładem mieszka, jak pani.
Też! I też nic nie słyszała.
Policja była? chce wiedzieć zmartwiona Ana.
Cha cha cha, Mariola aż się zanosi. Była, ale co oni mogą? Złapią ich może cha cha. Chociaż nie powiem, mili byli, odciski chcieli wziąć nawet. Ja im na to jednak: bierzcie, ale za klientów zwracajcie. Przecież taki pył to wie pani, ile ja sprzątać będę? Z pół dnia. A kto mi za czesania odda?
Ech, jak nie to, to co innego.
Kochana, a przekręć klucz, jak wchodzisz, włamanie miałam, to drzwi się nie zamykają.
Nie, ci akurat nie, zaczyna opowieść Mariola. Ale co innego miałam. Przygodę taką, że hej. Włamali się, widzi pani, drzwi nadal się nie domykają.
Kiedy to było?
W święta, na Tusanta, trochę po, w nocy z czwartku na piątek. 4 listopada. Ja już czuja miałam, że coś się zdarzy, jak zobaczyłam, że na Barierze bankomaty popsute. O-ho, mówię se. Bo normalnie to się za banki biorą, a tu nie było jak kart kopiować. To i do nas przyszli i 4 obrobili: mnie, sklep, picerję i bar.
Ale pieniędzy to przecież tu pani pewnie nie trzyma.
Na szczęście! To co innego wzięli, wściekli musieli być. Golarki, bez ładowarek co prawda, ale i to opchną, jak ktoś głupi. Nożyczki. Takie rzeczy. I drzwi popsuli. Z asuransu przyszli, widzą, że 10 lat płacę, to żadna symulka.
I nic w ogóle pani nie słyszała?
Nic w ogóle! Drzwi do sypialni miałam wtedy zamknięte, bo ta mała psinka mi spać nie daje, ale syn był akurat, wolne miał, to i nocą na komputerze siedział. I on też nic nie słyszał. Dziwne, bo przecież to musiało trwać.
Pani ze sklepu też nad zakładem mieszka, jak pani.
Też! I też nic nie słyszała.
Policja była? chce wiedzieć zmartwiona Ana.
Cha cha cha, Mariola aż się zanosi. Była, ale co oni mogą? Złapią ich może cha cha. Chociaż nie powiem, mili byli, odciski chcieli wziąć nawet. Ja im na to jednak: bierzcie, ale za klientów zwracajcie. Przecież taki pył to wie pani, ile ja sprzątać będę? Z pół dnia. A kto mi za czesania odda?
Ech, jak nie to, to co innego.
Kochana, a przekręć klucz, jak wchodzisz, włamanie miałam, to drzwi się nie zamykają.
Monday, 28 November 2016
szomaż
Słońce zimowe, ale zawsze, piękne i błyszczące nawet jak mamusia, jak mawia Iwonek, wyszło z rana. Naładowana energią otwieram więc ci ja rodzimą gazetę lesłar, onaljn otwieram, bo na bardumatin i wyrywanie sobie papieru z hipsterami czasu nie starczy, otwieram więc onlajn i też widzę optymizm: w ciągu 23 lat nie zmienił się stan szomażu.
U Walonków ten brak zmian zaszedł. Bynajmniej nie na Sanżilu wprost, raczej w okolicznościach.
Tak to jużem dialekt francuski zapoznała, że tłumaczenia sama wykonuję.
I to kolejny pozytywny znak.
Ale z tym szomażem to nic pozytywnego w sumie, choć faktycznie język artykułu taki, że wydaje się, że należałoby podskakiwać z radości, kątempluje mi Ana Martin znad ramienia. Brak refleksji, czy co? zastanawia się.
A potem tylko gorzej: w Brukseni, czyli w naszych ściśle okolicznościach sanżilowskich, rośnie ci on stale. Szomaż ten. W te 23 statystyczne lata aż o 43%! By nam tu wszystkim na dzielnicy było bardziej przykro - by znów zacytować Iwonka - w tym czasie we Flandrii zmalał ci on o połowę.
P... Flamaki, już widzę komentarze pod postem i pod kościołem w niedzielę. Jak oni to robią? Polakom zabierają pewnie i oszczędzają na wszystkim, Flamuchy jedne! Bogate to, dobrze, że brzydcy przynajmniej.
No ale pracę mają.
Dobrze, że niedziela wczoraj była, to uszy ci pod kościołem nie zwiędną, widzi kolejny pozytyw Roman. Ksenio, a swoją drogą nie pisz takich słów, nie godzi się.
Już się poprawiam: we Flandrii poziom szomażu wynosi obecnie tylko 5,2%. Zmalał strasznie i pozytywnie.
Bo pracują! wzrusza ramionami Ana. A nie snują z kata w kąt, od baru do baru.
A gdzie leżą przyczyny wzrostu szomażu na Sanżilu i w okolicznościach? 43% sprawia niezłe wrażenie, co? Nie wiedziałem, że jest aż tak źle.
A w barzedumatin to niby ludzie pracy przesiadują?
W tym my dwie, kobiety pracy, by się pokajać?
My to rzadko i na szybko, inni ciągle, bywa. No.
Proszę bardzo, przyczyny szomażu przetłumaczę wam i wytłumaczę równie niefrasobliwym tonem, jak wymienione ci tu letką reką powody, rzuca się Ana. Pozytywnie i bezrefleksyjnie nieco wymienili. Po kolei idą:
U Walonków ten brak zmian zaszedł. Bynajmniej nie na Sanżilu wprost, raczej w okolicznościach.
Tak to jużem dialekt francuski zapoznała, że tłumaczenia sama wykonuję.
I to kolejny pozytywny znak.
Ale z tym szomażem to nic pozytywnego w sumie, choć faktycznie język artykułu taki, że wydaje się, że należałoby podskakiwać z radości, kątempluje mi Ana Martin znad ramienia. Brak refleksji, czy co? zastanawia się.
A potem tylko gorzej: w Brukseni, czyli w naszych ściśle okolicznościach sanżilowskich, rośnie ci on stale. Szomaż ten. W te 23 statystyczne lata aż o 43%! By nam tu wszystkim na dzielnicy było bardziej przykro - by znów zacytować Iwonka - w tym czasie we Flandrii zmalał ci on o połowę.
P... Flamaki, już widzę komentarze pod postem i pod kościołem w niedzielę. Jak oni to robią? Polakom zabierają pewnie i oszczędzają na wszystkim, Flamuchy jedne! Bogate to, dobrze, że brzydcy przynajmniej.
No ale pracę mają.
Dobrze, że niedziela wczoraj była, to uszy ci pod kościołem nie zwiędną, widzi kolejny pozytyw Roman. Ksenio, a swoją drogą nie pisz takich słów, nie godzi się.
Już się poprawiam: we Flandrii poziom szomażu wynosi obecnie tylko 5,2%. Zmalał strasznie i pozytywnie.
Bo pracują! wzrusza ramionami Ana. A nie snują z kata w kąt, od baru do baru.
A gdzie leżą przyczyny wzrostu szomażu na Sanżilu i w okolicznościach? 43% sprawia niezłe wrażenie, co? Nie wiedziałem, że jest aż tak źle.
A w barzedumatin to niby ludzie pracy przesiadują?
W tym my dwie, kobiety pracy, by się pokajać?
My to rzadko i na szybko, inni ciągle, bywa. No.
Proszę bardzo, przyczyny szomażu przetłumaczę wam i wytłumaczę równie niefrasobliwym tonem, jak wymienione ci tu letką reką powody, rzuca się Ana. Pozytywnie i bezrefleksyjnie nieco wymienili. Po kolei idą:
- za wysokie zarobki
- niedopasowanie wykształcenia do zawodu - profil szkół a dostępna praca rozjeżdżają się
- brak mobilności pracowników
- za wysokie zasiłki, niezachęcające do podejmowania gorzej płatnych prac.
Ale to tylko prawda. Oficjalne nieprawdziwe tłumaczenie brzmi: kryzys. Niby-politycy niby-mędrcy głowami kiwają, zamiast się zabrać za szkoły.
Bo zakładają, że zmiana to niedobra zmiana by była.
Jak Polacy czyly.
Ale to nie Polska, to Sanżil. Może by się udało. Tylko że tu z kolei nikt nie próbuje. Czyly po staremu, czyly brak dobrej zmiany, czyly można odetchnąć.
Thursday, 24 November 2016
stragany
Jak świat dawien z dawna, grudzień w Brukseni to plezir diwer. Nie, nie różne, zimowe, de iwer z akcentem zwanym apostrofem, no mówię przecież. Plus przyjemność. Co daje zimowe przyjemności; zresztą raczej jesienne, zdaniem Romana, ale co robić, skoro taki klimat, co robić no naprawdę?
Udawać, że to zima. Tym bardziej, że pleziry startują w listopadzie, choć są grudniowe. Dokładnie jutro, a nie tam w żadne Andrzejki czy też wigilię Andrzejek. Po prostu w Katarzynki, a nie nawet w ich wigilię, by w ogóle mówić o jakimkolwiek święcie.
Umówmy się, że grudzień zaczyna się w piątek i do rzeczy Ksenio, pogania Ana Martin.
Bo chodzi o to, żem wyczytała, jeszcze przed plezirami, że szykuje się na nie nie tylko Bruksenia jako miasto, ale także terroryści jako wariaci. I zmartwiłam się, bo przecież wiadomo, że już rok temu stragany raczej nie zarobiły, stargane nerwy mieli tylko wszyscy z tego lokdałnu, bo tego nie wolno, tu nie wolno, tam za późno, tu uwaga; do tego metro nie jeździło wieczorami, inne stiby też zresztą nie, więc ci, co zwykli świętować pleziry wieczorami, w oparach grzanego wina albo innych procentów, nie mieliby jak wrócić, to i się nie ruszali z woluwów czy innych ukli. Nie przybyli, to i nie wydali. A stragany swoje haracze musiały zapłacić Brukseni.
Ech życie.
I jak se ci straganiarze przez cały rok narobili nadziei, że zamachy odbyły się w marcu, że na rocznicę Paryża nic nie było, to i może pleziry się jakoś zwrócą - masz babo placek, uderzają w nich zagrożeniem.
Ale przecież w Brukseni nikt dotąd nie odwołał zagrożenia, przypomina Ana Martin.
Roman, obowiązuje trzeci stopień, tak?
Tak, ale Kseni chodzi o to, że prasa pisze faktycznie, że są przecieki, że rąbnie na świątecznym targu. Bomba mianowicie. Do tego dochodzi, że w sumie nie wiadomo dlaczego, czyly czy pod wpływem przecieków, czy jakimś innym, U-łeS-A zaleciły, by Hamerykanie omijali Bruksenię.
To się nazywa sabotaż, uświadamia nam Ana Martin.
Może i sabotaż, może i nie. Kto tam zna tajniaków.
Na pewno nie przysporzy to plezirom klientów, wzdycha Ana. Ale co tam, nie można popadać w paranoję; trzeba żyć, co? ja tam mam zamiar ruszyć na Bursę na początek sezonu. Chłopaki zobaczą, co to ślizgawka. Bombki pooglądamy; dekoracje; pjadinę zjemy. Raz kozie śmierć, choć przysłowia nie są mądrością narodu, jak widać. Ale co, ktoś musi!
Wednesday, 23 November 2016
hejcik
A że wczoraj o eszewinie jednym takim było na ef, co czarnoprotestowo się Anie Martin przysłuchiwał i innym dziewczynom na ef bez granic, i to w niedzielę o 10, i co to moim kolegą jest po piórze (komputerowym, umownym), bo bloguje jako uri nijaki - pisany z francuskimi frykasami wymowy oczywiście, więc inaczej, same znajdźcie albo sami - to i dzisiaj tematykę pociągnę.
Bo popełniłam grzech zaniechania tematu, a ciekawy ci on, więc wracam. Doń.
Pamiętacie jeszcze, jak to w karfurze nie za daleko od nas zakładników brali? Z miesiąc temu, jesienią już ciemnawą i wietrzystą. To już brzmi nie tego owego. Ale największy szok miał nadejść, gdy lapolis ujawniła nieco faktów i po dzielnicy gruchnęła wieść, że napadł na lud był nie kto inny, jak lokalne królewiątko.
Mianowicie syn jednego z eszewinów właśnie.
O nazwisku stąd, czy stamtąd, chciał wiedzieć Fjotr, jakeśmy go z Aną przydybały pod żłobkiem dnia następnego.
Ana nie wiedziała tego wówczas, co się rzadko zdarza, taka niewiedza czyly, ale teraz już wiemy: nazwisko zdecydowanie stamtąd.
Niestety.
I co.
I to. Jak w Polsce D.
Czyly jest hejt?
Jest. Hejcik - w porównaniu do tego, co by się w Polsce D działo. Rasistowski i klasowy w parze, mówi Roman nowocześnie, a nawet post. Na niego i na ojców, jakby nożownik dzieckiem był i ojce za niego do śmierci odpowiadali. A to przecież głupota własna, u dorosłego takiego, co?
Prawda. To pojedynczy przypadek. Nie uogólniajmy.
Mi to dymisją ojców śmierdzi, rusza nosem Ana. Choć ojce od razu odcięli się od syna, drugiego w kolejce do dziedzictwa, mówiąc, że niezrównoważony - nie widzę, by mu to uszło politycznym płazem.
Ja też nie. W Polsce D już by w błocie leżał, i tak ma szczęście, że na Sanżilu i w okolicznościach robi, nawet bliskich, bo Fore za rogiem.
W ogóle nie wiadomo, co o tym myśleć wszystkim. Jak dla mnie - kołujące helikoptery to złowróżbny znak, że zima będzie ciężka. Za to eszewin przysłuchujący się Polkom na ef - daje nadzieję, że damy radę.
Słońce świeci.
Oby do świąt.
Bo popełniłam grzech zaniechania tematu, a ciekawy ci on, więc wracam. Doń.
Pamiętacie jeszcze, jak to w karfurze nie za daleko od nas zakładników brali? Z miesiąc temu, jesienią już ciemnawą i wietrzystą. To już brzmi nie tego owego. Ale największy szok miał nadejść, gdy lapolis ujawniła nieco faktów i po dzielnicy gruchnęła wieść, że napadł na lud był nie kto inny, jak lokalne królewiątko.
Mianowicie syn jednego z eszewinów właśnie.
O nazwisku stąd, czy stamtąd, chciał wiedzieć Fjotr, jakeśmy go z Aną przydybały pod żłobkiem dnia następnego.
Ana nie wiedziała tego wówczas, co się rzadko zdarza, taka niewiedza czyly, ale teraz już wiemy: nazwisko zdecydowanie stamtąd.
Niestety.
I co.
I to. Jak w Polsce D.
Czyly jest hejt?
Jest. Hejcik - w porównaniu do tego, co by się w Polsce D działo. Rasistowski i klasowy w parze, mówi Roman nowocześnie, a nawet post. Na niego i na ojców, jakby nożownik dzieckiem był i ojce za niego do śmierci odpowiadali. A to przecież głupota własna, u dorosłego takiego, co?
Prawda. To pojedynczy przypadek. Nie uogólniajmy.
Mi to dymisją ojców śmierdzi, rusza nosem Ana. Choć ojce od razu odcięli się od syna, drugiego w kolejce do dziedzictwa, mówiąc, że niezrównoważony - nie widzę, by mu to uszło politycznym płazem.
Ja też nie. W Polsce D już by w błocie leżał, i tak ma szczęście, że na Sanżilu i w okolicznościach robi, nawet bliskich, bo Fore za rogiem.
W ogóle nie wiadomo, co o tym myśleć wszystkim. Jak dla mnie - kołujące helikoptery to złowróżbny znak, że zima będzie ciężka. Za to eszewin przysłuchujący się Polkom na ef - daje nadzieję, że damy radę.
Słońce świeci.
Oby do świąt.
Tuesday, 22 November 2016
eszewinowie dla kobiet
Czy polityka jest po stronie kobiet, czy nie jest, myślałam cały łykend za Aną Martin, czy to na warsztatach na ef, czy to w czasie próby bycią kobietą na Uklach, czy to na spotkaniu ze śmietanką polityczną. Tak, bywam! Owszem!
Fotosy na dowód rzuciłam na fejsa, ale by nadać opowiedniej godności i klasy mojemu postowi, opublikuję także akt polityczny.
Bo w łykend wcale to ale wcale nie byłyśmy same. Osamotnione na ef. Była z nami moc. Polityczna. Belż. Oficjalnie!
W postaci eszewina z Brukseni Tysiaka o nazwisku i imieniu zdecydowanie stamtąd, czyli nie z Polski D, za to z niektórych okoliczności Sanżila jak najbardziej, o niebieskookim wyglądzie - tureckiego paszy-baszy, jak to ocenia Roman po zdjęciu. Specjalisty od małych dzieci i równych szans, nie dosłyszałam czyich, ale chyba dzieci, kobiet i mężczyzn nawet też.
A owszem, potwierdza Ana Martin, zadał sobie trudu, by wstać w niedzielę na 10 rano i przyjść do belgijskiego domu rodzinnego, bo jak tu tłumaczyć inaczej mezą de la famij? Na spotkanie działaczek z Sanżila i okoliczności polono-belż? Z czarnym plakatem na reklamie i stowarzyszeniem bez granic w roli głównej?
Tak właśnie.
A przecież nie musiał, polityk taki jeden. Myślę, bo to ja Ksenia, już tak odważnie na ef myślę - myślę, że nie musiał, w Polsce D takiej niby-politycy, jak ich zwie Ana Martin, na przykład na spotkania kobiet rzadko trafiają, ci męskooosobowi, a na spotkania o tematyce ef, czarnoprotestowej - to już w ogóle nie.
Przyszedł, słuchał, a nawet się wypowiadał, gdy występowała Ana Martin, oczywiście w czarnym z rogami była z napisem coś tam o swoim ciele w angielszczyźnie, same i sami wiecie, widzieliście na fotosach w prasie ogólnoświatowej. I na oko rozumiał, i popierał słowa Any o niknących prawach kobiet, bo głową kiwał; chyba że u paszy-baszy w matczyźnie jest tak, jak po bułgarsku, czyli niezrozumiale na odwrót, ale chyba nie? Bo po co? Zesztą gdzie Turcja na mapie, a gdzie Bułgaria!
To koło siebie akurat, pacz tu, podśmiewa się Roman.
Co nie zmienia, ciągnę niezrażona, bo te na ef, i ogólnie kobiety wszelkie, się nie dają już zbić z drogi uwagom Romana czy innego paszy-baszy, do którego Roman wizerunkowo pasuje nawet bardziej niż eszewin: że wychodzi na to, że Bruksenia, eszewinowie, polityka belż, opowiada się po stronie kobiecej na ef, jak nigdzie w świecie, a w Polsce D - to już na pewno, że powtórzę dla lepszego efektu.
I życzmy sobie, by świecili przykładem nie tylko dla okoliczności Sanżila. Kobiety dla kobiet, mężczyźni dla kobiet, eszewinowie dla kobiet!
Fotosy na dowód rzuciłam na fejsa, ale by nadać opowiedniej godności i klasy mojemu postowi, opublikuję także akt polityczny.
Bo w łykend wcale to ale wcale nie byłyśmy same. Osamotnione na ef. Była z nami moc. Polityczna. Belż. Oficjalnie!
W postaci eszewina z Brukseni Tysiaka o nazwisku i imieniu zdecydowanie stamtąd, czyli nie z Polski D, za to z niektórych okoliczności Sanżila jak najbardziej, o niebieskookim wyglądzie - tureckiego paszy-baszy, jak to ocenia Roman po zdjęciu. Specjalisty od małych dzieci i równych szans, nie dosłyszałam czyich, ale chyba dzieci, kobiet i mężczyzn nawet też.
A owszem, potwierdza Ana Martin, zadał sobie trudu, by wstać w niedzielę na 10 rano i przyjść do belgijskiego domu rodzinnego, bo jak tu tłumaczyć inaczej mezą de la famij? Na spotkanie działaczek z Sanżila i okoliczności polono-belż? Z czarnym plakatem na reklamie i stowarzyszeniem bez granic w roli głównej?
Tak właśnie.
A przecież nie musiał, polityk taki jeden. Myślę, bo to ja Ksenia, już tak odważnie na ef myślę - myślę, że nie musiał, w Polsce D takiej niby-politycy, jak ich zwie Ana Martin, na przykład na spotkania kobiet rzadko trafiają, ci męskooosobowi, a na spotkania o tematyce ef, czarnoprotestowej - to już w ogóle nie.
Przyszedł, słuchał, a nawet się wypowiadał, gdy występowała Ana Martin, oczywiście w czarnym z rogami była z napisem coś tam o swoim ciele w angielszczyźnie, same i sami wiecie, widzieliście na fotosach w prasie ogólnoświatowej. I na oko rozumiał, i popierał słowa Any o niknących prawach kobiet, bo głową kiwał; chyba że u paszy-baszy w matczyźnie jest tak, jak po bułgarsku, czyli niezrozumiale na odwrót, ale chyba nie? Bo po co? Zesztą gdzie Turcja na mapie, a gdzie Bułgaria!
To koło siebie akurat, pacz tu, podśmiewa się Roman.
Co nie zmienia, ciągnę niezrażona, bo te na ef, i ogólnie kobiety wszelkie, się nie dają już zbić z drogi uwagom Romana czy innego paszy-baszy, do którego Roman wizerunkowo pasuje nawet bardziej niż eszewin: że wychodzi na to, że Bruksenia, eszewinowie, polityka belż, opowiada się po stronie kobiecej na ef, jak nigdzie w świecie, a w Polsce D - to już na pewno, że powtórzę dla lepszego efektu.
I życzmy sobie, by świecili przykładem nie tylko dla okoliczności Sanżila. Kobiety dla kobiet, mężczyźni dla kobiet, eszewinowie dla kobiet!
Sunday, 20 November 2016
przewiało
Jedno nie ulega wątpliwości: przewiało to na solidnie w ten pamiętny listopadowy łykend.
Jakby już nie wystarczyło, że wszędzie trzeba było świętować feministyczne warsztaty na ef, upychać je wśród dziecięcych urodzin, kryć się pod instalowanymi dekoracjami świątecznymi gdzieniegdzie spadającymi na ulicę - to jeszcze spać się potem nie dało, tyle wrażeń i i hałasów, jak mawia Iwonek.
Co mi przypomniało, że rok żyjemy już z żołnierzami pod pachą, bo warsztaty na ef o dżender zostały zorganizowane w jubileuszowy łykend po pierwszym kongresie też na ef, co to go skrócić trzeba było, bo właśnie szło nie wiadomo co, wiadomo tylko to, że od nas, z sanżilowskich okoliczności na Molenbeku.
Teraz już wiadomo, że byli to terroryści na te i potem było jeszcze bardziej niemiło, choć słońce na niebie.
Na kongresie wiało tylko nadzieją, za to mroziło porządnie, i informacjami, i ciszą na ulicach, i śniegiem nawet prawdziwym, co to w czasach królowania Polski A B i C jeszcze takie jedne na ef mogły podziwiać zza okiem ambasady, bo teraz to już raczej nie.
W rocznicę jest natomiast głośniej, mianowicie od wichury, od której pęka głowa. Do tego nie wiadomo, co robić, bo targ na Fladze częściowo się zwinął, las kambr też nieczynny, place zabaw zamknięte na 4 spusty, ludzie boją się nosa wytknąć, by ich nie porwały te porywy do 100 km na godzinę - tak Ana diagnozowała wczoraj z rana świat, gdy w egipskich ciemnościach, choć na Sanżilu, zasiadła do sieciowania przed wydarzeniami na ef.
Których - jak przed rokiem - w Brukseni spadł deszcz obfitości. Jedno z rana na Tysiaku, z eszewinami i śmietanką polityczną na ef w rolach słuchaczek, a naszych czarnoprotestujących - w rolach głównych. Po południo to towarzystwo wzięło nogi za pas, popychane zresztą wiatrem, i przeniosło się na Ukle, gdzie królowały kobiety pod tytułem być kobietą.
Trochę inaczej to wyglądało, niż impreza, na której zwykła przebywać Ana, ale koncercik, facet na scenie, kabarecik w wietrzne niedzielne popołudnie - dlaczego nie. Inaczej, niż chce żyć Ana, ale można i tak, być kobietą albo tą drugą płcią nawet.
Any komentarz: należałoby zamienić: na ef, by ciągle kształcić, no ale cóż, małymi kroczkami, jak radzi taka jedna z polityki. Te bez granic wolą duże kroki, stąd kongresy, ale niech będzie i tak.
Póki co, wieje nadal. Ludzie siedzą po domach. Jak rok temu dokładnie. Strach wyjść.
Jakby już nie wystarczyło, że wszędzie trzeba było świętować feministyczne warsztaty na ef, upychać je wśród dziecięcych urodzin, kryć się pod instalowanymi dekoracjami świątecznymi gdzieniegdzie spadającymi na ulicę - to jeszcze spać się potem nie dało, tyle wrażeń i i hałasów, jak mawia Iwonek.
Co mi przypomniało, że rok żyjemy już z żołnierzami pod pachą, bo warsztaty na ef o dżender zostały zorganizowane w jubileuszowy łykend po pierwszym kongresie też na ef, co to go skrócić trzeba było, bo właśnie szło nie wiadomo co, wiadomo tylko to, że od nas, z sanżilowskich okoliczności na Molenbeku.
Teraz już wiadomo, że byli to terroryści na te i potem było jeszcze bardziej niemiło, choć słońce na niebie.
Na kongresie wiało tylko nadzieją, za to mroziło porządnie, i informacjami, i ciszą na ulicach, i śniegiem nawet prawdziwym, co to w czasach królowania Polski A B i C jeszcze takie jedne na ef mogły podziwiać zza okiem ambasady, bo teraz to już raczej nie.
W rocznicę jest natomiast głośniej, mianowicie od wichury, od której pęka głowa. Do tego nie wiadomo, co robić, bo targ na Fladze częściowo się zwinął, las kambr też nieczynny, place zabaw zamknięte na 4 spusty, ludzie boją się nosa wytknąć, by ich nie porwały te porywy do 100 km na godzinę - tak Ana diagnozowała wczoraj z rana świat, gdy w egipskich ciemnościach, choć na Sanżilu, zasiadła do sieciowania przed wydarzeniami na ef.
Których - jak przed rokiem - w Brukseni spadł deszcz obfitości. Jedno z rana na Tysiaku, z eszewinami i śmietanką polityczną na ef w rolach słuchaczek, a naszych czarnoprotestujących - w rolach głównych. Po południo to towarzystwo wzięło nogi za pas, popychane zresztą wiatrem, i przeniosło się na Ukle, gdzie królowały kobiety pod tytułem być kobietą.
Trochę inaczej to wyglądało, niż impreza, na której zwykła przebywać Ana, ale koncercik, facet na scenie, kabarecik w wietrzne niedzielne popołudnie - dlaczego nie. Inaczej, niż chce żyć Ana, ale można i tak, być kobietą albo tą drugą płcią nawet.
Any komentarz: należałoby zamienić: na ef, by ciągle kształcić, no ale cóż, małymi kroczkami, jak radzi taka jedna z polityki. Te bez granic wolą duże kroki, stąd kongresy, ale niech będzie i tak.
Póki co, wieje nadal. Ludzie siedzą po domach. Jak rok temu dokładnie. Strach wyjść.
Subscribe to:
Posts (Atom)