Thursday, 28 June 2018

podsumowawszy

Idzie dobre. Ogólnie oprócz szczegółów. Nie lękajcie się.
Po pierwsze: słońce świeci, że hej. To już sami widzicie co dzień.
Po drugie: koniec roku szkolnego. Cieszy się dzieciarnia, że skończy się wstawanie, że będzie bawienie się. Cieszy się Ana, że zmniejszy się poziom nerwowości. Porannej i całodziennej, z tej pierwszej wynikającej.
Że będzie zmiana, i to niejedna - ale o tym we wrześniu, co Rita? mówi Ana w myślach do Rity.
No dobra: Rita i Fjotr, by było okej dżenderowo. Ale dacie czadu!
Po czecie: że jesienią znów se pokongresujemy i pokopiemy wendowo. Zapisy Ana zaraz puści, cieszcie się już!
Po czwarte wreszcie, i to sukces dla całej Brukseni: że w okolicznościach będzie dżenderowy budżet! Tak! Nie wiecie, co to jest? No, ja też nie wiedziałam przyznaje skromnie Ana, i przyznała to także Prezeska, jak jej to Ana była oznajmiła. A więc to taki budżet, gdzie myśli się o wszystkich mieszkankach i mieszkańcach miasta, nie tylko tych, co zawsze, czyly mężczyznach. Postęp, co?
Żeby to jednak tak nie było, że na Sanżilu i w okolicznościach to teraz już tylko dżender i w ogóle równość - znajdę i rysę, znajduje rysę Ana Martin: w Brukseni na 19 burmiszczów przypada no ile kobiet?
Żadna, zgaduje Roman ponuro, zupełnie jakby słońce mu nie przygrzało.
10 - uderzam w drugą stronę z nadzieją, a co tam, maks to maks!
Dwie! Tylko dwie! Wstyd.
To że średnia wieku burmiszczowskiego to 59 lat raptem - nawet nie wspominam. Najmłodszy ma 45 lat, najstarszy zaledwie 70. Wiekowa rozpiętość równa kosmicznej odległości między Uklami a Anderlechtem, które to reprezentują.
Średnio rządzą po - uwaga uwaga! - 12 lat. Dwa-naś-cie! Jest i taki, Pike niejaki, wstyd przyznać, z jakiej dzielnicy, bo z naszej ci on - który na wysokim stolcu władzy zasiada już prawie pół wieku.
Mocno się trzyma.
Za mocno, słychać po sanżilowskich kątach.
Starczy, mruczymy!
Obalą go czy nie?
Oba-li-my! My! Polacy też mogą! Zapisałaś się na listy wyborcze, Ksenio?
A jakże.
Idzie dobre. Ogólnie oprócz szczegółów. Nie lękajcie się.



Wednesday, 27 June 2018

ocieplenie

Z wielu rzeczy tak i owszem wypada nam się cieszyć w obecnym i bieżącym do tego jak chart do przodu roku, twierdzi Ana Martin.
Przynajmniej i bynajmniej raz ziściła się długoterminowa prognoza pogody na kilkanaście lat wręcz, co to ją Ana była wyczytała kilka lat temu, gdy biuro mieściło się jeszcze w barze dumatan, a nie w jadalni na czarnym rynku w omarszenłar, nieco niżej, ale nadal na Sanżilu, a jakże: a mianowicie, że Belgia Labelżik będzie jednym z tych krajów, które najbardziej skorzystają na ociepleniu klimatu. Mianowicie, że będzie tu ciepło i ładnie i że wszyscy będą chcieli tu mieszkać. Że se Roman ze Stefanem winnicę założą.
I że nawet lepolone nie będą mieli na co narzekać na deszcze i szarówę, to jest tylko w teorii znaczy się, bo w praktyce zawsze można.
No i proszę. Oto mamy wiosnę i lato, jakich nie widzieliby najstarsi górale, jakby tu nawet byli chcieli zamieszkać. Kto mi powie, kiedy ostatnio widział deszcze na Sanżilu, no kto?
My tu nie, a już zwłaszcza nie - Flandria, czyli wielkie Flamakowo. Przepraszam Ana, musiałam wytłumaczyć ludowi. W końcu co się liczy nieolyberalnie, jak nie wynik. Muszę dbać o czytelnictwo, no co, no co, rynek rządzi!
Wracając do F., że polecę wielką literą, by już nikogo nie obrażać: tam to już w ogóle nie pada, tylko żarówa daje prosto z nieba. Jeszcze czekają do lipca, ale będzie stan klęski żywiołowej, jak bumcykcyk, przepowiadają niegórale. Susza.
Ludzie jednakże ucieszeni, bo z życia korzystają. Nie ma jak dogodzić, rolnik chce czegoś innego niż taki hipster, co zrobić. Nie dogodzisz.
A polonia jak narzekała, tak narzeka.
Bo w Polsce D chłodniej. Można oddychać. Nie to, co ten belgijski skwar, że żyć się odechciewa.


Tuesday, 26 June 2018

fryzjerzy

Głupia ta Ana dosłownie jakaś, no słów po prostu brakuje.
Wiecie, co ona dziś z rana wymyśliła, czytając lalibr? 
Że w szampionacie zagrają fryzjerzy.
Fryzjerzy mamusiu? A nie zawodnicy? To jak to, oni już wszyscy przegrali i pojechali na wakacje? Z nożyczkami będą grać, w sęsie? W ogóle jak to możliwe? przecież mogą się nabić i płakać!
Płakać to i tak będzie ktoś, Polska lapoloń na ten przykład, jak do domu dziś ruszy, synkowie, wtrącił się na to Roman. Ale fryzjerzy? Faktycznie dziwne. 
Mówiłeś tatusiu, że to Belgia gra?
Belżik, cieszy się Groch. A ten drugi kraj? Co przegrają i będą smutni się nudzić?
Fryzjerzy, przecież mamusia mówi, głuchy jesteś Grochu czy co?
Przestań Iwciu! 
O te fryzury zapewne chodzi, myśli Ana na głos. Bo ten drugi kraj to Anglia. Ale czy belż, czy angle - włosy na boisku udziwniane już tak, że nie wiadomo wprost, co z tym zrobić jeszcze można, bo na oko wszystko wycięte, wygolone i wytatuowane. Byle oryginalniej przez y - wydyma pogardliwie wargi Ana. Byle lepsze zdjęcia i umowy reklamowe. Rewia mody na głowie normalnie.
Ale że redaktorzy tacy wrażliwi na tym punkcie, to doprawdy.
Ana, aleś ty niemądra! O tych kłofer w tekście ci chodzi?
Ano.
To nie fryzjerzy, tylko stratedzy.
Sratedzy? A co to mamusiu?
Stratedzy. Tacy ustawiacze czyly! Chodzi o to, że mecz nie będzie całkiem na serio, bo wiadomo, że obie drużyny awansują. Ale że ważne jest też potem, kto się spotka z kim, to ustawiacze różni i przeróznie będą kalkulowac, co się bardziej opłaca.
Stąd się wzięło fryzjerstwo. Bo będzie rozczesywanie, układanie i dzielenie włosa na czworo pewnie też.
Aż nie wyczeszą wyniku.
I będą szampionami, tatusiu!



Monday, 25 June 2018

matki

Środa to była ostatnia, Sanżil podzielił się na dwa.
Jak dla nas, kobiet niekopiących - był to dzień rozmów, mimo że w tle futbol, jak ostatnio w całym świecie i kosmosie, więc nie tylko u nas na Sanżilu i w okolicznościach, nie to, byśmy byli tacy wyjątkowi akurat, choć i to prawda zaprawdę.
Dobra, jakbyście były ciekawe i ciekawi też, to w tle Marokany grały z Portugalami, czyly Maroko z Portugalią, jak z miejsca poprawiła mnie Ana Martin.
Słusznie. Sama winnam pamiętać.
Takie tło może i właśnie sprawiło, że kobietom na ef, wszelkich kolorów i narodów, łatwiej było się porozumieć.
Bo oto doszło do pierwszego w historii przemówienia pani Arabki do pani nie-Arabki, czyly Any. I mnie w tle, jak ten futbol doprawdy.
Doszło do tego po dwóch latach wzajemnego uprzejmego jak najbardziej mijania się w parku, jedna w jedną stronę, druga w drugą, obie z dziećmi, z tym że ta nienasza domowa, nie-Ana czyly, już z czecim chadza, a Ana jakoś nie może, ciekawe czemu, starość czyżby.
Co widać gołym, nieuzbrojonym okiem.
I do tego do przemówienia doszło całkowicie naturalnie, Arabka dosiadła się do nas po prostu, jakeśmy tam debatowały nad poziomem akcji feministycznej na ef w Argentynie, owszem, taki kraj jest także i futbol też tam jest nawet; i stamtąd pochodzi femnistyczna rysowniczka z warkoczem, co to ją Ana przydybała i zapoznała.
Bo każda protestuje, na ile może.
Argentynka - uciekając od maczo, o ile dobrze zrozumiałam, i opiekując się niemieckimi dziećmi. To ci zmiana.
Pani Arabka natomiast protestuje na ten przykład wśród swoich przeciwko zabieraniu dzieci ze szkół. Mają się uczyć, twierdzi. Bo pani dzieciarnia, anina czyly - il parl tre bjan wotr lang, madam, felisitasjon.
Moi to po arabsku nie chcą, ja do nich po swojemu, a ci do mnie w francuszczyźnie. Do szkoły arabskiej chodzić nie chcą. Też protestują.
A pani chłopaki, kel aż ąt-il? Mianowicie piękna polszczyzna matczyzna z ich ust się dobywa, mimo że nienasza pani, prawda? 
Proszę, doceniła, a wcale nie wiedziała, że to polszczyzna.
Co też jest pouczające, jak to rzekła Ana, nasz polskocentryzm przesłania nam świat i prawdziwy sęs Sanżila.
Bo jest nam on tylko częściowo polski, a bardziej portugalsko-marokański właśnie, taki jak ten mecz w środowe południe, co świat podzielił.
I sprawił, że kobiety rozmawiały ponad granicami, bo przecież jeszcze aktorka miejscowa się napatoczyła, co to jej Groch poradził: Atąsjon madam, le bebe va tombe.
Pani się zaśmiała i wnet przystąpiła do międzynarodówki feministycznej, mianowicie narzucając temat karmienia. Bo bebe coś nie chce, a ona ma kasting, i co robić.
Ojej, zmartwiły się były wszystkie cztery międzynarodowo. Ojej. To problem. An problem. Un problema.
Ojej.
A Maroko szczelało Portugalom.

Thursday, 21 June 2018

opona

Spektakl dla mam - tak rok temu Gdańska nazwała to, co to rozgrywało się przed naszymi matkowymi oczyma na placu zabaw.
Markoni, znacie. Zabawy - dla najmłodszych, a siłka na wolnym powietrzu - dla starszych.
Tak to bowiem sprytnie tu u nas w okolicznościach pomyśleli, że i dziatwa ma uciechę, a dorośli - miejsce do ćwiczeń. Modnie, międzypokoleniowo, multikulti, rowery i takie tam. Bruksenia całą gębą, stolica świata wręcz - a to tylko Forest.
Nawet mamy przedstawienia.
I wystawienia. Się.
Ktoś się wystawia na Markonim, pyta takim tonem, jakby sam się chciał wystawić - Roman.
Młodzi panowie. Ciała swe wystawiają.
Na słońce?
Na jakie słońce. Na spojrzenia matek!
No co wy! Kiedy jak gdzie?
Nie co wy, tylko tak. Codziennie przy ładnej pogodzie. Po odbiorze dzieci, czyli w sam raz na podwieczorek. I to nie my, tylko Gdańska to pierwsza dosadnie ujęła, oznajmiamy solidarnie. Spektakl dla mam i już.
A kto gra mamusiu w tym spektaklu? - bo i najmłodsi dosłyszeli. Czy ja to widziałem? I Groch?
Synku, ten pan, co tak ćwiczy bez koszulki.
Aha, ten, co go rok nie było, a teraz pojawił się po roku jakby? W sęsie trochę go nie było? W nowych włosach i z drugim panem?
Jaki, jaki, chce wiedzieć Groch. Ten z oponą i linami, jak tatuś na filmie?
Groszku - tak, ten pan, co wczoraj rzucał oponą, aż ziemia robiłą bum bum, jak to się mówi mamusiu?
Ziemia dudniła.
Oponą? Jaką oponą? Co wy opowiadacie maluchy?
A tak, prawdę mówią. Na siłkę oponę przytargali. Nie pytaj nas skąd.
Mamusiu, mamusiu, wcale nie z targu opona, tylko z ciężarówki! Kamjon się mówi!
Racja, to racja. Niech będzie - przyturlali. Oponę tę. Huk szedł, że hej.
A oni bum bum.
A matki: zerk - zerk.
A dzieci: nie wiedzą, o co chodzi.
Spektakl pełną gębą. Po prostu Bruksenia.

Wednesday, 20 June 2018

allez!

Sanżil i okoliczności powariowały na równi z resztą świata, obwieszcza Ana Martin. Żeby nie można se już normalnie pogadać, by się nie zachwycać jakimś tam penaltim?
Megazachwycać, jak mówi Sąsiadek, ups, mega psze-pra-sza-my!
No dobra, też trochę żeśmy z tego medialnego ryku skorzystali w poniedziałek, nie powiem, niech już będzie, że coś z tego nie wyszło na plusa.
Mianowicie brak kolejek pod ratuszem. Tak, naszym sanżilowskim pałacem, najpiękniejszym w  całej Brukseni i okolicy, owszem tu, a gdzieżby targ gdzie indziej niby, jak nie tu, no gdzie?
Było tak, żeśmy se późno na targ poszli, wszystko przez motor Romana, który - feministki na ef to wiedzą - wcale nie mknie, jak na reklamie, tylko głupio stoi w brukseńskim korku, nie to co tramwaj; a więc jak już w dwójkę zjechali na dzielnicę, motor, na nim Roman, nie na odwrót - to wyruszyliśmy pod ratusz.
Ana złorzeczy, że późno, że będzie stanie. Niby mijamy jakichś ludzi pomalowanych, niby trąbią na potęgę - ale Ana twardo zła, nie łapie, co się dzieje w okolicznościach.
A to lebelż, ale! Aleeee! Allez!
Roman milczy skruszony. Motor mu bokiem wychodzi, widzę.
Ja się wyłączam.
Chłopaki wesoło podskakują, wiadomo, szykuje się piadina iwonkowo-groszkowa, w liczbie dwóch.
A tu niespodzianka.
Wcale a wcale nie czeba było czekać. Dziwna pustka. Nikt nie pali, nikt nie pije. Aleeee! Allez!
Paczymy na zegar, sprawdzamy.
Szósta, a nawet pół po.
Dziwne.
Miny targowców nietęgie.
Pytamy dziewczyn, co zacz się dzieje, a one  - uśmiechnięte, lecz widać, że i wściekłe nieco na futbol, jak Ana zupełnie, w końcu też femnistki: tu se pa Ana? Le szampjona! Ludzie oszaleli. Do barów pognali, zamiast pić i palić na świeżym powietrzu.
O jezu, kibicują, o jezu, narzeka Ana. Allez! No to nic, nie martwcie się, pewnie zaraz przyjdą. Głodni i głośni. My tymczasem skorzystamy i bez kolejki zakupimy produkty.
I tak się stało. Napłynęli po czech golach, którymi Belgia zmiotła Panią Me, zwaną też Panamem. Kto? Naród, nie ten naród, za to lebelż i labelż wspólnie, a wraz z nimi dziatwa, co to ją na bogato w szkołach obmalowali.
Wszyscy głodni i głośni.
Allez!
I od razu sanżilowska norma. Uff. Można odetchnąć.
A naród, ten naród - we wtorek grał. I przegrał.
Jakoś Ana nie płakała. Za to szloch kibolstwa szedł, oj szedł po Sanżilu i echem się odbijał, i czkawką.
Allez!

Tuesday, 19 June 2018

edycja

Mam zamiar cię wydać, informuje Anę Niebieskooka. Rozgrywa się to bynajmniej nie na Sanżilu, bynajmniej nie za rogiem, za to mianowicie w matczyźnie, bo tam żeśmy trafiły. Na spotkanie tych na ef. Kongresowe. Na ef.
To już wiecie, gdzie żeśmy zjechały. Do kraju na pe. Tego kraju znaczy się, w którym nigdy i wszystko, albo nic lub nikt. Ale nigdy lub zawsze, to akurat pewniak.
Co? zdumiewa się Ana znad rozbabranego plecaka do Niebieskookiej; dodaję od razu, że sama była ci ona niebieskooka niegdyś, a dziś jakby mniej, starość nie radość, mnie też to czeka, oko zblednie i mi. 
Co więc? Mnie wydać? Jak to? zdumiewa się jeszcze raz, bo niby skąd- jak- gdzie- jakim cudem wreszcie mają ją znać w tym kraju właśnie.
Ano, ciebie Ano. Podoba mi się, jak piszesz. Naprawdę.
Ale jak to, co ja piszę niby, no co?
Bloga.
Ale jakiego bloga? Kseni bloga?
Pewnie. 
Kochana, toż to nie ja, Ana czyly. To Ksenia przecież. To przez nią wszystko, o, tam stoi, pacz se - Ksenia w całej krasie.
Ksasie.
Bruksenia, jak się paczy.
Tak, to ja owszem piszę, zgłaszam się.
Dobra, to cię wydamy, cieszy się Niebieskooka. Jeszcze lepiej, co będziemy aniną starość promować. Młodość! Ksenia! Bruksenia!
To sama przyszłość!
I w ogóle to żadne wydanie, tylko edycja. Tak na marginesie bynajmniej.