Jest zwycięzca! Nie wiem tylko, czy to człowiek, czy zwierzęto jednak może, jak mawia Iwonek, zgodnie z nazwą: wilku.
O mało nikt nie zgadł, a przecież nagrody piękne wymyśliliśmy. W formie pochwały. Czyly przepiękne wręcz, szczytując Iwonka. I zmarnować o mały włos się nie poszło, do bubla wszystko by było.
Bubla? dziwi się Iwonek.
Synku, do kosza. Bubla. publa. Pubeli.
Można liczyć na Sanżil, choć tym razem to okoliczności, a wręcz zagranica. Bliska i znajoma Martinom. Jeszcze do tego dojdziemy, skąd ci on.
Wilku ten, któren pięknie zgadł.
Instynkt zwierzęcy zadziałał.
Szczerek ci to był, ten z zagadki Szczerek Ziemowit. Poprawnie: Ziemowit Szczerek. bardziej piastowsko-polsko-szczebrzeszyńsko nie można. Pan pisarz taki. Mądry i fajowy i falowy do tego. Na fali znaczy się, tłumaczy Ana.
Czy tak na fali, to nie wiem w sumie, nie na fali politycznej, za to publicystycznej w w Polsce A - jak najbardziej.
Czasami już tak mam, że lubię być z Polski A, upiera się dalej Ana Martin. Jak takiego Szczerka czytam. Ale obecnie cieszę się bardziej jeszcze, żem z Sanżila.
Bo i pod kod się tu możesz podłączyć, a nie w swojej Polsce A. Wszystko tu mamy, by bronić demokracji: kod, unię, Szczerka nawet.
Tylko gazeta cenę taką walnęła na łykend wysyłany za granicę, że nawet najwierniejsci abonenci, jak Stefan, odpuścili Szczerka w papierze, żali się Ana. Trudno, twardo twierdzi Roman. Będziemy działać w internecie. Najwyższa pora Ana, przywołuje do porządku ślubną. Internet istnieje połowę twego żywota, lat 20 z 40, to i z ekranów pora szczytywać to i owo, skoro czysta ojro zaśpiewali.
Ano.
Szczerka stamtąd szczytamy. Bo jednak coś tam w tej Brukseni naszej zauważył jednak słusznego i dziejącego się.
Na dowód cytat kolejny. Z dedykacją dla uważnego wilka. To nagroda za instynkt. Wilku, co w tym Luksemburgu grasuje, po lasach i łąkach, czyli tym, z czego Luksemburg się składa, zdaniem Any, i nie jest tym przerażony.
Abyśmy wszyscy tacy uważni byli.
------
Minąłem pola bitwy na wzgórzach Verdun, przejechałem przez dość przerażający Luksemburg, w którym nie było jak zaparkować, w ogóle igłę się ledwo dało wcisnąć.
Słuchałem w wiadomościach o stanie wyjatkowym w Brukseli.
------------
Co było dalej - doczytaliście w mediach sanżilowskich.
Tuesday, 26 January 2016
Monday, 25 January 2016
(385) różni w demokracji
Krążąc sobie przyjemnie wte i wewte busikiem na linii Łapy - Siemiatycze - Łomża- Berlin - Bruksela, i nic nie widząc za oknem - bo jak, skoro styczniowe ciemności, logika, men! - można by prawie pomyśleć, że cała Unia taka sama. Zero paszportów, zero przerw, jedzie się bez nerwów, co najwyżej ktoś się porzyga, pokłóci, pobije, wiadomo - życie. Samo. Nic takiego.
Po czym się wjeżdża po pańsku na Sanżil.
Płasko, autostradowo, byle jako. Jak jeden kraj.
Bo to jedna Unia.
Jedna, ale różna. Jak to szło? szpera w dziurach w pamięci Ana Martin. Jedność w różnorodności czy coś takiego. Sama pamiętam, jak tłumaczyłam. Dawno temu, ech. Nie w tym kraju, choć wyglądał jak ten tu. Z pogody przynajmniej, bo z bogactwa - to już nie. Znaczną nierówność da się tu zauważyć, i to wręcz nieuzbrojonym okiem, wiele nie trzeba, przytakuję.
Albo może to była różnorodność w jedności, podpowiada Roman.
Nie pamiętam. Na to samo wychodzi - że ciężko w to wierzyć, choć by się chciało całą sobą. Niby demokracja wszędzie taka sama - ale w Polsce A B i C już nie. I co na to Sanżil, pytam.
Zaraz zaraz, woła Ana Martin. Nie jesteśmy jedyni. Patrzcie, co znalazłam w zeszłorocznych gazetach zagrzebanych jakimś cudem pod tegorocznym śniegiem. Nie jesteśmy tacy sami, twierdzi prasa. Uff.
Cytuję, co Ana szczytuje:
-------------
Holandia zresztą się taka wydawała. Belgia też. W Brukseli ekscentryczności jest, co kot napłakał, skuteczności, solenności i porządności za to od czorta. Właściwie to Zachód, jak zawsze, przypomniał mi PRL w wersji de luxe, gdzie po 18 wszystkie sklepy są pozamykane, a w przestrzeni publicznej nie może się wydarzyć i nic zaskakującego.
----------
Ojej, kto to napisał, macham rękami i rękoma. Ojej. Ojej. Myli się, oj myli. Gdzie jak gdzie, ale na Sanżilu i w okolicznościach to akurat nas zaskakują, że hej. Aż się matuś i ojce o mnie boją.
Kto się mył, Ksenio, chce wiedzieć Iwonek.
Mylił, synku. Zagadka!
Na sz się zaczyna. Na szcz nawet, jak szczery Polak prawdziwy. Nagrody wygrywa. Panisko. Z brodą. Jechał se i takie miał refleksje. Refleksy też zapewne, z autostrady
Na odpowiedzi czekamy do jutra. Nagrodą nie będzie piosenka!
Po czym się wjeżdża po pańsku na Sanżil.
Płasko, autostradowo, byle jako. Jak jeden kraj.
Bo to jedna Unia.
Jedna, ale różna. Jak to szło? szpera w dziurach w pamięci Ana Martin. Jedność w różnorodności czy coś takiego. Sama pamiętam, jak tłumaczyłam. Dawno temu, ech. Nie w tym kraju, choć wyglądał jak ten tu. Z pogody przynajmniej, bo z bogactwa - to już nie. Znaczną nierówność da się tu zauważyć, i to wręcz nieuzbrojonym okiem, wiele nie trzeba, przytakuję.
Albo może to była różnorodność w jedności, podpowiada Roman.
Nie pamiętam. Na to samo wychodzi - że ciężko w to wierzyć, choć by się chciało całą sobą. Niby demokracja wszędzie taka sama - ale w Polsce A B i C już nie. I co na to Sanżil, pytam.
Zaraz zaraz, woła Ana Martin. Nie jesteśmy jedyni. Patrzcie, co znalazłam w zeszłorocznych gazetach zagrzebanych jakimś cudem pod tegorocznym śniegiem. Nie jesteśmy tacy sami, twierdzi prasa. Uff.
Cytuję, co Ana szczytuje:
-------------
Holandia zresztą się taka wydawała. Belgia też. W Brukseli ekscentryczności jest, co kot napłakał, skuteczności, solenności i porządności za to od czorta. Właściwie to Zachód, jak zawsze, przypomniał mi PRL w wersji de luxe, gdzie po 18 wszystkie sklepy są pozamykane, a w przestrzeni publicznej nie może się wydarzyć i nic zaskakującego.
----------
Ojej, kto to napisał, macham rękami i rękoma. Ojej. Ojej. Myli się, oj myli. Gdzie jak gdzie, ale na Sanżilu i w okolicznościach to akurat nas zaskakują, że hej. Aż się matuś i ojce o mnie boją.
Kto się mył, Ksenio, chce wiedzieć Iwonek.
Mylił, synku. Zagadka!
Na sz się zaczyna. Na szcz nawet, jak szczery Polak prawdziwy. Nagrody wygrywa. Panisko. Z brodą. Jechał se i takie miał refleksje. Refleksy też zapewne, z autostrady
Na odpowiedzi czekamy do jutra. Nagrodą nie będzie piosenka!
Thursday, 21 January 2016
(384) karnawał
Karnawał trwa, fryzy nowe się robią na Sanżilu i w okolicach, gdzie by okiem nie luknąć. Tu facet z czepkiem od pasemek na papierosku zabija rozjaśnianie. Tu jakiś inny sprawdza piłkarski grzebień i dodaje żelu. Tu jakaś z kolei wykłóca się o kolor. Niełatwo być fryzjerką na Sanżilu, wzdycha Ana.
Oj niełatwo, potakuje Mariola, jakeśmy już u niej na Alsembergu były zlądowały po raz drugi, bo Ana Martin nie chce być jednak ósemką, a woli apgrejdować na siódemkę. Niech pani siada. Zrobię pani ten kolor, ja to dbam o swoje klientki. Tyle pań miałam, że w wigilię do wpół do piątej robiłam.
Bo ja zawsze mam kilka umówionych i luki muszę zostawiać na innych, co przychodzą bez umówienia. Tak dawno salon mam, że tych starych klientów, co się nigdy nie umawiali, już nie zmienię. Dlatego mam teraz czas dla pani.
Proszę siadać.
Sama pani dziś, w sobotę karnawałową? zagaduje miło i sympatycznie Ana, jak to ona.
To ja pani nie mówiłam, że ta moja pracownica już zaciążyła?
Nie. Nic a nic.
Może jeszcze nie wiedziałam. Szok normalnie. Dotąd nie wierzę. Gdzie ja taką drugą znajdę? Świetna dziewczyna, jedyna z tych wszystkich, co to zaufać szło.
Ile lat ma, chce wiedzieć Ana.
Bo ja wiem? 22 chyba.
22 i już w ciąży, dziwię się nawet ja.
Też nie wiem, po co jej to było, wzrusza ramionami Mariola. Mówię jej, że 26 miałam i 28 i czas był, a ona swoje.
Ja to 10 więcej, wtrąca Ana.
...i że odchowałam, ciągnie niewzruszona Mariola, na ludzi normalnie. Bo ile ona mi popracuje jeszcze, zanim na zwolnienie pójdzie. Zresztą ona nawet ubezpieczenia nie ma!
A mąż jest, znaczy się ojciec?
Jest mąż nawet, we wrześniu ślub brali. Wykosztowali się, że hej, bo to góralskie wesele, mówiłam jej, że lepiej mieszkanie kupić, ale ona wie swoje. I proszę, w ciąży. On na kontrakcie jest, ale z Polski, to i nic tu nie może.
Bez sensu, na to Ana.
Bez sensu, potwierdza Mariola. Ani do szpitala, ani nic. I dla mnie problem. Wie pani, ile ja razy na urlopie byłam w tym roku? Jezu, ale się najeździłam. Uczciwa taka dziewczyna, wszystko wiedziała, co zrobić, i żadnego klienta mi nie wypuściła. A teraz co? Gdzie ja pracownika znajdę?
To i na bal nie pójdę, bo padnę, jakte balajaże pokończę. Ale co, na swoim robić trzeba.
Oj niełatwo, potakuje Mariola, jakeśmy już u niej na Alsembergu były zlądowały po raz drugi, bo Ana Martin nie chce być jednak ósemką, a woli apgrejdować na siódemkę. Niech pani siada. Zrobię pani ten kolor, ja to dbam o swoje klientki. Tyle pań miałam, że w wigilię do wpół do piątej robiłam.
Bo ja zawsze mam kilka umówionych i luki muszę zostawiać na innych, co przychodzą bez umówienia. Tak dawno salon mam, że tych starych klientów, co się nigdy nie umawiali, już nie zmienię. Dlatego mam teraz czas dla pani.
Proszę siadać.
Sama pani dziś, w sobotę karnawałową? zagaduje miło i sympatycznie Ana, jak to ona.
To ja pani nie mówiłam, że ta moja pracownica już zaciążyła?
Nie. Nic a nic.
Może jeszcze nie wiedziałam. Szok normalnie. Dotąd nie wierzę. Gdzie ja taką drugą znajdę? Świetna dziewczyna, jedyna z tych wszystkich, co to zaufać szło.
Ile lat ma, chce wiedzieć Ana.
Bo ja wiem? 22 chyba.
22 i już w ciąży, dziwię się nawet ja.
Też nie wiem, po co jej to było, wzrusza ramionami Mariola. Mówię jej, że 26 miałam i 28 i czas był, a ona swoje.
Ja to 10 więcej, wtrąca Ana.
...i że odchowałam, ciągnie niewzruszona Mariola, na ludzi normalnie. Bo ile ona mi popracuje jeszcze, zanim na zwolnienie pójdzie. Zresztą ona nawet ubezpieczenia nie ma!
A mąż jest, znaczy się ojciec?
Jest mąż nawet, we wrześniu ślub brali. Wykosztowali się, że hej, bo to góralskie wesele, mówiłam jej, że lepiej mieszkanie kupić, ale ona wie swoje. I proszę, w ciąży. On na kontrakcie jest, ale z Polski, to i nic tu nie może.
Bez sensu, na to Ana.
Bez sensu, potwierdza Mariola. Ani do szpitala, ani nic. I dla mnie problem. Wie pani, ile ja razy na urlopie byłam w tym roku? Jezu, ale się najeździłam. Uczciwa taka dziewczyna, wszystko wiedziała, co zrobić, i żadnego klienta mi nie wypuściła. A teraz co? Gdzie ja pracownika znajdę?
To i na bal nie pójdę, bo padnę, jakte balajaże pokończę. Ale co, na swoim robić trzeba.
Wednesday, 20 January 2016
(383) miljonów 9
Stib rozdaje. Miljony. Świta mi, że był taki prezydent jeden, w Polsce A B i C, bo na Sanżilu chyba jednak nie, który w zamian za głosy obiecał ludowi miljony. Nie, nie był to ten, co liczba jego 40 i 4, a miljon się nazywa, tylko taki prawdziwy, z wąsem wręcz. Niemowlęciem byłam, ale trochę coś tam w tiwi zawsze podejrzałam. Wąsa miał, powtarzam. Wiecie może, jak się nazywał? O mam, Kazik chyba.
Kazik to o nim śpiewał. A prezydent to Lechu.`
Kazik nie o nim śpiewał, tylko o tych miljonach. Co to ich nikt nie ujrzał, a każdy miał sto dostać. Ana, tak to było, co?
Chyba tak. Nie wiem, ani przez chwilę na nie nie liczyłam.
To i się nie przeliczyłaś, jak Kazik, kiwam głową.
Nie sądzę, by i on liczył. Może jakiś lud nieświadomy zagrożeń, co i w ostatnich wyborach pięknie dał wyraz swojej nieświadomości. Normalni ludzie na cuda nie liczą.
Chyba że w święta! Stib rozdaje. Widzicie? To się zdarza, szczególnie w Belgii.
E tam, nic nie rozdaje, tylko im miljonów przybyło. Kliknięć. Piknięć. Nie sto co prawda, ale dziewięć.
Zawsze coś.
Dziewięć baniek? Skąd niby?
Z bramek.
Tych do przechodzenia?
Tak. O tyle wzrosły wpływy z biletów, odkąd teoretycznie trzeba zapikać, by się przejechać.
Wolne żarty!
Tak, a wszystko przez przeciskanie się.
Jakim cudem?
Właśnie cudów już nie ma, mimo że wiadomość podali na święta. Bo wcześniej było tak, że cudownym trafem na 1 bilet często podróżowały dwie osoby. Albo więcej, jak szczupłe, dodaję ze znawstwem, sama widziałam. No właśnie. A teraz podobno ludzie mniej chcą, by się ktoś pod nich podpinał, bo w końcu na pewno nie wchodzą za darmo i nie chcą nikomu fundować jazdy bez trzymanki; ponadto wcześniej bramki były często otwarte, teraz są głównie zamknięte.
A na takim port de al, że dodam, halle w pisowni - dobudowali nawet nowe, do metra.
No właśnie. Czyli ciężej oszukać. Do tego dochodzi, że pasażerowie czują się podobno bezpieczniej. Jest więcej patroli. I licznik pika pik pik, i uzbierał 9 miljonów.
Piękna liczba, prawie jak w amerykańskiej loterii, gdzie są to jednakże miliardy. Ale dobre i to. Jak tak dalej pójdzie, to nawet korki znikną na Albercie, bo ludzie znikną w tramwaju w tunelu.
Tylko jednego można być pewnym: że komisyjni z fur nie zrezygnują. Tu żadne miljony nie pomogą. Tu stib mógłby podziałać.
Kazik to o nim śpiewał. A prezydent to Lechu.`
Kazik nie o nim śpiewał, tylko o tych miljonach. Co to ich nikt nie ujrzał, a każdy miał sto dostać. Ana, tak to było, co?
Chyba tak. Nie wiem, ani przez chwilę na nie nie liczyłam.
To i się nie przeliczyłaś, jak Kazik, kiwam głową.
Nie sądzę, by i on liczył. Może jakiś lud nieświadomy zagrożeń, co i w ostatnich wyborach pięknie dał wyraz swojej nieświadomości. Normalni ludzie na cuda nie liczą.
Chyba że w święta! Stib rozdaje. Widzicie? To się zdarza, szczególnie w Belgii.
E tam, nic nie rozdaje, tylko im miljonów przybyło. Kliknięć. Piknięć. Nie sto co prawda, ale dziewięć.
Zawsze coś.
Dziewięć baniek? Skąd niby?
Z bramek.
Tych do przechodzenia?
Tak. O tyle wzrosły wpływy z biletów, odkąd teoretycznie trzeba zapikać, by się przejechać.
Wolne żarty!
Tak, a wszystko przez przeciskanie się.
Jakim cudem?
Właśnie cudów już nie ma, mimo że wiadomość podali na święta. Bo wcześniej było tak, że cudownym trafem na 1 bilet często podróżowały dwie osoby. Albo więcej, jak szczupłe, dodaję ze znawstwem, sama widziałam. No właśnie. A teraz podobno ludzie mniej chcą, by się ktoś pod nich podpinał, bo w końcu na pewno nie wchodzą za darmo i nie chcą nikomu fundować jazdy bez trzymanki; ponadto wcześniej bramki były często otwarte, teraz są głównie zamknięte.
A na takim port de al, że dodam, halle w pisowni - dobudowali nawet nowe, do metra.
No właśnie. Czyli ciężej oszukać. Do tego dochodzi, że pasażerowie czują się podobno bezpieczniej. Jest więcej patroli. I licznik pika pik pik, i uzbierał 9 miljonów.
Piękna liczba, prawie jak w amerykańskiej loterii, gdzie są to jednakże miliardy. Ale dobre i to. Jak tak dalej pójdzie, to nawet korki znikną na Albercie, bo ludzie znikną w tramwaju w tunelu.
Tylko jednego można być pewnym: że komisyjni z fur nie zrezygnują. Tu żadne miljony nie pomogą. Tu stib mógłby podziałać.
Tuesday, 19 January 2016
(382) na uwięzi
Nie znasz dnia ani godziny, to jedyne pewne, co nas czeka w życiu. Wszystkich, bez wyjątku. Jesteśmy więźniami czasu. Do tego niektórzy z nas w więzieniu. Jedni na Sanżilu, inni na Foreście, jeszcze inni pomiędzy - na Berkendalu. I teraz czeka ich rewolucja. W postaci megawięzienia.
Które to w wielkich bólach i skandalach powstaje w Haren. Kosztuje podatników już 53 miljony ojro, a do porządnego wyposażenia cel w więźniów i inne urządzenia nadal daleko. Nawet nikt jeszcze nie myśli, jak ich tam wszystkich przeprowadzić i sprawiedliwie poumieszczać, zgodnie ze starszeństwem pewnie. To ci dopiero będzie historia na całą Bruksenię, Belgię, Ojropę i dalej, wyżej, w kosmosie.
Faktycznie skandal się kroi, potwierdza komisyjnie Roman. Jak dotąd jedyne, co wiadomo, to że zakupiono teren za owe 53 miljony. Teraz trzeba coś z nim zrobić. I tu wszedł element kłótni między ministerstwami (sprawiedliwość i budynki publiczne przeciwko sprawom wewnętrznym, a i sprawkom zapewne, dodaję ze znawstwem), partia przeciwko partii, wiezień przeciwko więźniowi. Oko za oko, ząb za ząb, a i tak wszystko weźmie w łeb niedługo.
Trochę poszli w koszty, nie ulega wątpliwości, zerka na cyfry Ana Martin. Widzicie, to co ja? Że to megawięzienie, pod którą to nazwą oficjalnie funkcjonuje, mogłoby kosztować nawet miliard dwieście? Trochę dużo, co?
Nieźle, co? entuzjazmuje się Iwonek. Ile to waży mamusiu, miliard?
Bardzo dużo, synku. Roman, skąd się to wzięło?
Ano słynne niby sprawiedliwe przetargi, mające zawsze wyłonić najlepszą ofertę. Napatrzyłem się na to na komisji, a i tak nie mam dostepu do szczegółów. W przypadku Haren wygrała niejaka firma kafaso. Cafasso, Ksenia, to dla guglujących. Ma zbudować więzienie na 1200 luksusowych miejsc na owym terenie za 53 miljony. Potem Bruksenia ma spłacać dług. Obecnie wynosiłoby to bagatela 49 miljonów rocznie, ale są obawy, że nawet 60. Co daje ponad miliard w ciągu ćwierćwiecza.
Piękna suma, marzy mi się.
Co za przepiękna suma, rozkłada ręce w zachwycie Iwonek. Prawda tatusiu?
Chyba ciężko znaleźć kogoś, komu się nie podoba. Chyba że sam płaci. Jak ci z Brukseni.
Które to w wielkich bólach i skandalach powstaje w Haren. Kosztuje podatników już 53 miljony ojro, a do porządnego wyposażenia cel w więźniów i inne urządzenia nadal daleko. Nawet nikt jeszcze nie myśli, jak ich tam wszystkich przeprowadzić i sprawiedliwie poumieszczać, zgodnie ze starszeństwem pewnie. To ci dopiero będzie historia na całą Bruksenię, Belgię, Ojropę i dalej, wyżej, w kosmosie.
Faktycznie skandal się kroi, potwierdza komisyjnie Roman. Jak dotąd jedyne, co wiadomo, to że zakupiono teren za owe 53 miljony. Teraz trzeba coś z nim zrobić. I tu wszedł element kłótni między ministerstwami (sprawiedliwość i budynki publiczne przeciwko sprawom wewnętrznym, a i sprawkom zapewne, dodaję ze znawstwem), partia przeciwko partii, wiezień przeciwko więźniowi. Oko za oko, ząb za ząb, a i tak wszystko weźmie w łeb niedługo.
Trochę poszli w koszty, nie ulega wątpliwości, zerka na cyfry Ana Martin. Widzicie, to co ja? Że to megawięzienie, pod którą to nazwą oficjalnie funkcjonuje, mogłoby kosztować nawet miliard dwieście? Trochę dużo, co?
Nieźle, co? entuzjazmuje się Iwonek. Ile to waży mamusiu, miliard?
Bardzo dużo, synku. Roman, skąd się to wzięło?
Ano słynne niby sprawiedliwe przetargi, mające zawsze wyłonić najlepszą ofertę. Napatrzyłem się na to na komisji, a i tak nie mam dostepu do szczegółów. W przypadku Haren wygrała niejaka firma kafaso. Cafasso, Ksenia, to dla guglujących. Ma zbudować więzienie na 1200 luksusowych miejsc na owym terenie za 53 miljony. Potem Bruksenia ma spłacać dług. Obecnie wynosiłoby to bagatela 49 miljonów rocznie, ale są obawy, że nawet 60. Co daje ponad miliard w ciągu ćwierćwiecza.
Piękna suma, marzy mi się.
Co za przepiękna suma, rozkłada ręce w zachwycie Iwonek. Prawda tatusiu?
Chyba ciężko znaleźć kogoś, komu się nie podoba. Chyba że sam płaci. Jak ci z Brukseni.
Monday, 18 January 2016
(381) biały płaszcz
Jest! Nic innego nie wypadało wykrzyknąć w piątek rano o 6.30, kiedy to dorośli wstają do szkoły, a dzieci mogą sobie jeszcze poleżeć. Jest! Śnieg w Brukseni, jak długa, szeroka i okrągła. Pierwszy i zapewne jedyny.
Jeeeeest, krzyczały dzieci w ciemnościach na ulicach.
Uff - najbardziej odpuściło jednak redaktorom w lesłarze i lalibr. Nie na darmo już w czwartek wyprodukowali artykuły, jak to się wypada zachować w śniegowy weekend. Pewni na pewno być nie mogli, zresztą co jest pewnie dziś, niejeden hipster z Sanżila by potwierdził znad late zwanego tu ruskim mlekiem. Jednak. Udało się. postawili na dobrego konia. Piekne te artykuły w prasie dziś. Pozwólcie, że skorzystam z ich poetyckiej frazy, jak to dziś rano zauważyła Ana Martin.
Okazuje się bowiem, że wraz z pierwszym puchem szaleństwo ogarnia nie tylko amatorów białego szaleństwa, ale i redaktorów. Roman pojął tę zależność jeszcze w XX wieku. Tak, tyle niektórzy żyją, owszem.
Bo to prawda wszystko, potwierdza Roman. Zacytujmy więc frazę śniegową belż, Ana, tłumacz!
Śnieg pada łagodnie na wysokościach - ewentualna wersja: belgijskie wzniesienia - wyżyny.
Biały płaszcz rozpościera się coraz bardziej, choć powinno być: grubnieje lub tyje.
Prognoza uszczęśliwia amatorów śniegu.
E tam, że się wtrącę dygresyjnie - jakiego śniegu? Białego szaleństwa ma być!
Mało doświadczenia mają widać, kątempluje Ana. Lecę dalej:
Zimowe opady.
Okazja, by obuć się w narty. Ho ho ho, kątempluje Roman -wyższa szkoła jazdy. Idzie luty, podkuj buty! że też sobie pozwolę.
Porwać sanki i udać się w kierunku stoków.
Sunąć bardziej stromymi ośnieżonymi stokami.
Większość stacji odpowiada chórem. (jakich stacji mamusiu, chce wiedzieć Iwonek; synku , po francusku miejsca, gdzie się jeździ na nartach, to stacje, choć nie pociągowe; po co tak głupio się nazywa? nie wierzy Iwonek; nie wie Ana też).
I tyle z poezji.
Reszta prozą będzie. Prozą życia, na to Ana Martin, o co jej chodzi- jak zwykle ciężko miarkować.
!5-20 cm trzeba, by jeździć. To dużo, jak na Belgię. Bo w czwartek spadły 2 cm, nawet powyżej 600 m. Czyli nadal brakowało co najmniej 13. Hmm...duże wyzwanie na weekend.
Jeeeeest, krzyczały dzieci w ciemnościach na ulicach.
Uff - najbardziej odpuściło jednak redaktorom w lesłarze i lalibr. Nie na darmo już w czwartek wyprodukowali artykuły, jak to się wypada zachować w śniegowy weekend. Pewni na pewno być nie mogli, zresztą co jest pewnie dziś, niejeden hipster z Sanżila by potwierdził znad late zwanego tu ruskim mlekiem. Jednak. Udało się. postawili na dobrego konia. Piekne te artykuły w prasie dziś. Pozwólcie, że skorzystam z ich poetyckiej frazy, jak to dziś rano zauważyła Ana Martin.
Okazuje się bowiem, że wraz z pierwszym puchem szaleństwo ogarnia nie tylko amatorów białego szaleństwa, ale i redaktorów. Roman pojął tę zależność jeszcze w XX wieku. Tak, tyle niektórzy żyją, owszem.
Bo to prawda wszystko, potwierdza Roman. Zacytujmy więc frazę śniegową belż, Ana, tłumacz!
Śnieg pada łagodnie na wysokościach - ewentualna wersja: belgijskie wzniesienia - wyżyny.
Biały płaszcz rozpościera się coraz bardziej, choć powinno być: grubnieje lub tyje.
Prognoza uszczęśliwia amatorów śniegu.
E tam, że się wtrącę dygresyjnie - jakiego śniegu? Białego szaleństwa ma być!
Mało doświadczenia mają widać, kątempluje Ana. Lecę dalej:
Zimowe opady.
Okazja, by obuć się w narty. Ho ho ho, kątempluje Roman -wyższa szkoła jazdy. Idzie luty, podkuj buty! że też sobie pozwolę.
Porwać sanki i udać się w kierunku stoków.
Sunąć bardziej stromymi ośnieżonymi stokami.
Większość stacji odpowiada chórem. (jakich stacji mamusiu, chce wiedzieć Iwonek; synku , po francusku miejsca, gdzie się jeździ na nartach, to stacje, choć nie pociągowe; po co tak głupio się nazywa? nie wierzy Iwonek; nie wie Ana też).
I tyle z poezji.
Reszta prozą będzie. Prozą życia, na to Ana Martin, o co jej chodzi- jak zwykle ciężko miarkować.
!5-20 cm trzeba, by jeździć. To dużo, jak na Belgię. Bo w czwartek spadły 2 cm, nawet powyżej 600 m. Czyli nadal brakowało co najmniej 13. Hmm...duże wyzwanie na weekend.
Thursday, 14 January 2016
(380) co wolno wojewodzie
Co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie, wzdycham dziś, czytając lalibr.
Wciąż na nowo mam dowody, że polskie przysłowia są także mądrością narodów na poziomie międzynarodowym, nawet jeśli na Sanżilu pozostał z nich tylko smród, bo wojewody nie zaznali. Pod tym względem Polska na pewno doszła do Unii, weszła w nią wręcz z tupetem i przytupem, i tej zasługi nikt jej nie odbierze.
Nadużywają władzy czyly znów, tłumaczy na swoje Roman po komisyjnemu; tak? Kto?
Tak, zdarza się na Sanżilu i w okolicznościach. Na szczęście gazety o tym piszą z oburzeniem i mniej przechodzi, niż w tzw. kraju. Na oko teoretycznie. Tym razem chodzi o Eterbek, czyli nie sam Sanżil na szczęście. Mianowicie jedna z pań radnych posiada tam kamienicę. Na samych Terwurach, jak to się mówi po polsku.
O, to ta ardeko piękna, niedaleko od lekarki dzieci!
Od pani, co robi szczepionki po polsku, chce wiedzieć Iwonek.
Tak synku.
A co to ardeko, że się podłączę pod sesję pytań.
Art deco. Styl w sztuce. Sprzed ponad 100 lat. Dużo tego stoi po Brukseni, w tym u nas na Sanżilu najwięcej. A ta jedna ostała się na Terwurach.
To dobrze, chyba, co?
Dobrze, gdyby nie stała w atrakcyjnym miejscu. A pani radna ma do niej prawa i zwietrzyła świetny interes. Mianowicie, że zanim kamienicę wpiszą do rejestru zabytków - czyli pewnikiem w ciągu 2016 r . - ona kamienicę wyburzy, teren sprzeda, i zarobi.
Albo nawet już sprzedała wstępnie, uzupełnia Roman, skąd inaczej w lalibr by wiedzieli, że ma tu stanąć blok ultranowoczesny, jak piszą, z 13 mieszkaniami i 14 garażami?
Pewnie już coś tam podpisali. Co wolno wojewodzie w końcu.
Ale uwaga, tu nie Polska A B czy C, tu Belgia. Lud się organizuje w akcję społeczną. Podpisują petycje, by nie niszczyć kraju. By pokazać, że wielki kapitał to nie wszystko.
A nie po to, by utrzeć nosa politykom?
To pewnie też. Nie zaszkodzi. Niech się uczą. Czego nie wolno smrodowi, to i wojewodowi. Tak powinno brzmieć to przysłowie, może nawet być z taką odmianą.
A pani do dymisji!
Czekajcie, nie ferujcie wyroków, póki nic nie wiadomo. To też typowo polskie, oskarżanie bez dowodów. Może pani pójdzie po rozum do głowy i odpuści. Pewnie i tak ma niejedną kamienicę i te pieniądze nie są jej aż tak potrzebne.
Budżet się u niej dopina czyly, rozumuję.
Ano, jak się ma kamienicę ardeko na Terwurach, to z pewnością, uśmiecha się Ana.
To po co jej ta cała awantura, dziwię się.
Jak ktoś ma dużo nie znaczy, że nie może mieć więcej, jest też takie przysłowie, bardzo międzynarodowe. Choć pytanie po co jest jak najbardziej uzasadnione. Zobaczymy, co da akcja. Skończyła się w tym tygodniu. Trwa liczenie głosów.
Wciąż na nowo mam dowody, że polskie przysłowia są także mądrością narodów na poziomie międzynarodowym, nawet jeśli na Sanżilu pozostał z nich tylko smród, bo wojewody nie zaznali. Pod tym względem Polska na pewno doszła do Unii, weszła w nią wręcz z tupetem i przytupem, i tej zasługi nikt jej nie odbierze.
Nadużywają władzy czyly znów, tłumaczy na swoje Roman po komisyjnemu; tak? Kto?
Tak, zdarza się na Sanżilu i w okolicznościach. Na szczęście gazety o tym piszą z oburzeniem i mniej przechodzi, niż w tzw. kraju. Na oko teoretycznie. Tym razem chodzi o Eterbek, czyli nie sam Sanżil na szczęście. Mianowicie jedna z pań radnych posiada tam kamienicę. Na samych Terwurach, jak to się mówi po polsku.
O, to ta ardeko piękna, niedaleko od lekarki dzieci!
Od pani, co robi szczepionki po polsku, chce wiedzieć Iwonek.
Tak synku.
A co to ardeko, że się podłączę pod sesję pytań.
Art deco. Styl w sztuce. Sprzed ponad 100 lat. Dużo tego stoi po Brukseni, w tym u nas na Sanżilu najwięcej. A ta jedna ostała się na Terwurach.
To dobrze, chyba, co?
Dobrze, gdyby nie stała w atrakcyjnym miejscu. A pani radna ma do niej prawa i zwietrzyła świetny interes. Mianowicie, że zanim kamienicę wpiszą do rejestru zabytków - czyli pewnikiem w ciągu 2016 r . - ona kamienicę wyburzy, teren sprzeda, i zarobi.
Albo nawet już sprzedała wstępnie, uzupełnia Roman, skąd inaczej w lalibr by wiedzieli, że ma tu stanąć blok ultranowoczesny, jak piszą, z 13 mieszkaniami i 14 garażami?
Pewnie już coś tam podpisali. Co wolno wojewodzie w końcu.
Ale uwaga, tu nie Polska A B czy C, tu Belgia. Lud się organizuje w akcję społeczną. Podpisują petycje, by nie niszczyć kraju. By pokazać, że wielki kapitał to nie wszystko.
A nie po to, by utrzeć nosa politykom?
To pewnie też. Nie zaszkodzi. Niech się uczą. Czego nie wolno smrodowi, to i wojewodowi. Tak powinno brzmieć to przysłowie, może nawet być z taką odmianą.
A pani do dymisji!
Czekajcie, nie ferujcie wyroków, póki nic nie wiadomo. To też typowo polskie, oskarżanie bez dowodów. Może pani pójdzie po rozum do głowy i odpuści. Pewnie i tak ma niejedną kamienicę i te pieniądze nie są jej aż tak potrzebne.
Budżet się u niej dopina czyly, rozumuję.
Ano, jak się ma kamienicę ardeko na Terwurach, to z pewnością, uśmiecha się Ana.
To po co jej ta cała awantura, dziwię się.
Jak ktoś ma dużo nie znaczy, że nie może mieć więcej, jest też takie przysłowie, bardzo międzynarodowe. Choć pytanie po co jest jak najbardziej uzasadnione. Zobaczymy, co da akcja. Skończyła się w tym tygodniu. Trwa liczenie głosów.
Subscribe to:
Posts (Atom)