Jakby nie dość, że ostatnio na Sanżilu i w okolicznościach mamy sporo dźwięków w rodzaju: wozy policyjne, więzienne i helikoptery patrolowe, teraz doszedł nowy kłopot: mianowicie rozdźwięki.
Też mi nowość, prycha Ana Martin. Toż to ostatnio same rozdźwięki odnotowujemy. Społeczno-kulturalno-cywilizacyjne, by je ładnie nazwać. Niektóre kończą się wręcz wybuchowo. Czyli dźwięki i rozdźwięki razem.
Ale ten jest szczególny, bo dotyczy dzieci.
Co? ten rozdźwięk nowy?
Tak. Takim jednym ważnym, z siedzibą nie w Brukseni, tylko w samym Nowymjorku chyba, wyszło, że jeśli wziąć pod uwagę dzieciarnię szkolną w 35 najbogatszych krajach świata, to okazuje się, że oto w Belgii tym dzieciom wcale nie jest tak dobrze. Że ogółem trafiły dopiero na 29 miejsce.
Słabo coś, daj mi zerknąć, zaciekawia się Roman.
O-o, podnieca się Groch.
Ksenio, pokaż, wyrywa lalibr Iwonek.
Aha, aha, czyta Iwonek. Aha, czyta Roman. No nie wygląda to najlepiej.
Co? nie czyta, lecz pyta Ana.
Badanie międzynarodowe junisefu.
Juni co? syfu?
Nieładnie tak mówić, co mamuś, krzyczy Iwonek.
Unicef. Unicef Ksenio. Młodaś, to i układanek unicefu za dziecka nie miałaś, ani kartek świątecznych nie podziwiałaś. To był kawałek zachodu i koloru naszego dzieciństwa, co Roman? Może nawet mam gdzieś te kartki.
Przepiękne były mamusiu, dopytuje Iwonek?
Przepiękne synku.
W każdym razie to unicef, organizacja do spraw dzieci. I oto oni zbadali, jak się te dzieci mają, pod różnym kątem: szkoły, zadowolenia, zamożności, zdrowia. Wyszło, że o ile zamożność i zdrowie małych le i labelżów to taka średnia z najbogatszych i najzdrowszych, jednakże są na szarym końcu w wynikach nauczania oraz pod względem poczucia szczęścia.
Ale gdzie ten rozdźwięk? bo jakoś go nie znajduje Ana Martin.
Tu, o pacz.
Patrz, poprawia odruchowo Ana.
Nie w wymowie ten rozdźwięk Ano bynajmniej, odparowuje Roman. No dobra. Do rzeczy. Tu ci on: że Belgia dzierży rekord jeśli chodzi o nierówność wsród dzieci właśnie. Jedne są bardzo bogate i czują się dobrze, a inne - biedne albo rekordowo nieszczęśliwe. Nigdzie indziej nie osiągnięto tak wysokiego rozdźwięku miedzy tymi, co im dobrze, i tymi, co wcale im nie tak.
Rozumiem. Niepokoi, bo nie wiadomo, co z niego wyniknie.
Oraz - bo źle tym maluchom!
Na moje oko wynikną dźwięki. Jeszcze nie wiemy jakie, ale na pewno nie salwy śmiechu. Może nie wybuchy, ale pomruki. Niezadowolenia.
A potem przyjdzie nowe. Z pewnością dźwięczne.
Monday, 18 April 2016
Thursday, 14 April 2016
(419) stajnie stalle
Szczyty to Ukle, ogłasza z rana Ana Martin.
Szczyty bogactwa chyba. Oszustw podatkowych. Mieszczaństwa lub drobnomieszczaństwa. Snobowania się. Zadęcia. Ale także: ładnych domków bez tramwaju w zasięgu wzroku niestety. Parku Wolwendal w wymowie. Urokliwych uliczek, zgaduje kolejno Roman.
Tramwaj 92 tam jedzie, wpada na pomysł Iwonek. Do parku Bombendal jedzie ten tramwaj mamusiu.
Adaj, potwierdza Groch.
A nie. Nie wpadłbyś mój drogi. Ukle to szczyty zdziwienia. Mojego i niejednego Brukseńczyka.
A co się stało? tam się chyba mało dzieje?
Ależ skąd. Wymyślili coś, by wypromować na nowo dzielnicę.
Pozazdrościli Molenbekowi czy co, podśmiewam się.
Blisko blisko, gorąco gorąco. Otóż tak. Terroryści na Iklu.
Już i tam ich szukają?
Że co, krztuszę się chlebem z ziarnami z Polski A? Mówiłam, że ta zdrowa żywność niewiele warta i mnie wykończy tu jeszcze na obczyźnie, gdzie sami emi i imi.
Tak, policja przeprowadziła poważną akcję. I aresztowano 3 podejrzanych. Już siedzą sobie na Foreście, nam pod nosem zresztą.
Ale na Iklu na pewno ich znaleźli, upewnia się Roman?
Stoi jak wół. Rue de Stalle. To na Uklach, co?
Geograficznie i administracyjnie zgadza się, potwierdzam. Co to w ogóle, te stajnie?
Stalle, nie stajnie. Może geograficznie i administracyjnie tak, ale kulturowo, społecznie i finansowo - nie. Toż to zajezdnia tramwaju nr 4. Który przejeżdża ci on przez dworce północno-południowe, siedliska zła czyly, Sanżil, Forest, same straszne dzielnice. Owszem, sunie ci czwórka przez Ikel, ale jakoś tak nieśmiało bokiem. Kto by tam pomyślał, że Stalle to Ikel?
Tylko szaleniec.
Bo to prędzej stajnie.
Założę się, że gmina złoży kategoryczny sprzeciw. Bo Ukle to nie jakiś Molenbek w końcu. Tam żyją sami porządni ludzie. Sami nasi.
Nie nasi, lebelż, uściśla Ana Martin.
I dobrze, oddycham z ulgą. Bo to by dopiero było, doprawdy. Czy ten świat już naprawdę zwariował na tyle, że Ukle nie mogą być bogatym i spokojnym Iklem? Tylko stallami jakimiś?
Szczyty bogactwa chyba. Oszustw podatkowych. Mieszczaństwa lub drobnomieszczaństwa. Snobowania się. Zadęcia. Ale także: ładnych domków bez tramwaju w zasięgu wzroku niestety. Parku Wolwendal w wymowie. Urokliwych uliczek, zgaduje kolejno Roman.
Tramwaj 92 tam jedzie, wpada na pomysł Iwonek. Do parku Bombendal jedzie ten tramwaj mamusiu.
Adaj, potwierdza Groch.
A nie. Nie wpadłbyś mój drogi. Ukle to szczyty zdziwienia. Mojego i niejednego Brukseńczyka.
A co się stało? tam się chyba mało dzieje?
Ależ skąd. Wymyślili coś, by wypromować na nowo dzielnicę.
Pozazdrościli Molenbekowi czy co, podśmiewam się.
Blisko blisko, gorąco gorąco. Otóż tak. Terroryści na Iklu.
Już i tam ich szukają?
Że co, krztuszę się chlebem z ziarnami z Polski A? Mówiłam, że ta zdrowa żywność niewiele warta i mnie wykończy tu jeszcze na obczyźnie, gdzie sami emi i imi.
Tak, policja przeprowadziła poważną akcję. I aresztowano 3 podejrzanych. Już siedzą sobie na Foreście, nam pod nosem zresztą.
Ale na Iklu na pewno ich znaleźli, upewnia się Roman?
Stoi jak wół. Rue de Stalle. To na Uklach, co?
Geograficznie i administracyjnie zgadza się, potwierdzam. Co to w ogóle, te stajnie?
Stalle, nie stajnie. Może geograficznie i administracyjnie tak, ale kulturowo, społecznie i finansowo - nie. Toż to zajezdnia tramwaju nr 4. Który przejeżdża ci on przez dworce północno-południowe, siedliska zła czyly, Sanżil, Forest, same straszne dzielnice. Owszem, sunie ci czwórka przez Ikel, ale jakoś tak nieśmiało bokiem. Kto by tam pomyślał, że Stalle to Ikel?
Tylko szaleniec.
Bo to prędzej stajnie.
Założę się, że gmina złoży kategoryczny sprzeciw. Bo Ukle to nie jakiś Molenbek w końcu. Tam żyją sami porządni ludzie. Sami nasi.
Nie nasi, lebelż, uściśla Ana Martin.
I dobrze, oddycham z ulgą. Bo to by dopiero było, doprawdy. Czy ten świat już naprawdę zwariował na tyle, że Ukle nie mogą być bogatym i spokojnym Iklem? Tylko stallami jakimiś?
Wednesday, 13 April 2016
(418) strajk!
Że ponarzekam: wszystko schodzi na psy w tej Brukseni tej wiosny, albo się w proch lub niemoc obraca. I metro, i tramwaje, i zamachy. Ledwo się z jednego wygrzebaliśmy i coś tam odleciało z zawentemu, juz idą eseemesowe wieści z autobusu do szarlerła, że oto pasażerowie byli nam nie wylecieli, bo zastrajkowali kontrolerzy lotu.
Z zawentemu o tym samym donoszą. 15 lotów na godzinę zamiast 70.
Brawo, naprawdę doskonale i wyśmienicie.
W Belgii wszystko sprowadzono do poziomu gminy, każda sobie orze, jak może, i nie ogląda się na innych, skarżył się nawet taki jeden komisyjny Romanowi. Szefuje ci mu on, a jest z krwi lebelż, więc nie ma podejrzeń, że emi-imi jakiś niezadowolony, jak my, Sanżilaki z importu, nie przymierzając.
Co dokładnie miał na myśli ten szef, bo nie wiem?
Że w jego ojczyźnie belżyźnie - jest niezliczona ilość instytucji, instytutów, parlamentów, władz - a wszystko odpowiedzialne za mały wycinek. Nikt nie ma oglądu całości. Ta komórka za to, ta za tamto. A w kolejnej gminie już inaczej. Oszaleć można.
To i się kontrolerzy wzięli i zastrajkowali, co im tam. Oni akurat sa odpowiedzialni za kawałek kontroli, w swoim własnym mniemaniu, a nie za to, jak świat patrzy na Belgię - kraj. I co ten świat tak już negatywnego pisze.
W takiej Polsce A B i C oraz Hameryce nawet, potwierdzam.
Ech!
Do tego strajk bez zapowiedzi! Czyli problem dla całego świata jednakowoż naprawdę.
Czyly tak, wzdycham. Znów matuś nie dolecą do kogoś, bo do mnie to się moi i tak nie wybierali.
Akurat teraz zastrajkowali, jak cały świat patrzy, co ci lebelż tu jeszcze wymyślą, zżyma się Roman. I tak w kółko. Coś naprawią jako naród, nawet jeśli to tylko dobre wrażenie - od razu odzywa się jakaś niezaodwolona grupa.
To i tak nic, obwieszcza tryumfalnie Ana. Bo zbliża się inny strajk. Strażników w więzieniach.
W tym na Forest.
No, niech zaczerpnę świeżego powietrza, otwiera balkon Roman. Zaraz wracam.
Z zawentemu o tym samym donoszą. 15 lotów na godzinę zamiast 70.
Brawo, naprawdę doskonale i wyśmienicie.
W Belgii wszystko sprowadzono do poziomu gminy, każda sobie orze, jak może, i nie ogląda się na innych, skarżył się nawet taki jeden komisyjny Romanowi. Szefuje ci mu on, a jest z krwi lebelż, więc nie ma podejrzeń, że emi-imi jakiś niezadowolony, jak my, Sanżilaki z importu, nie przymierzając.
Co dokładnie miał na myśli ten szef, bo nie wiem?
Że w jego ojczyźnie belżyźnie - jest niezliczona ilość instytucji, instytutów, parlamentów, władz - a wszystko odpowiedzialne za mały wycinek. Nikt nie ma oglądu całości. Ta komórka za to, ta za tamto. A w kolejnej gminie już inaczej. Oszaleć można.
To i się kontrolerzy wzięli i zastrajkowali, co im tam. Oni akurat sa odpowiedzialni za kawałek kontroli, w swoim własnym mniemaniu, a nie za to, jak świat patrzy na Belgię - kraj. I co ten świat tak już negatywnego pisze.
W takiej Polsce A B i C oraz Hameryce nawet, potwierdzam.
Ech!
Do tego strajk bez zapowiedzi! Czyli problem dla całego świata jednakowoż naprawdę.
Czyly tak, wzdycham. Znów matuś nie dolecą do kogoś, bo do mnie to się moi i tak nie wybierali.
Akurat teraz zastrajkowali, jak cały świat patrzy, co ci lebelż tu jeszcze wymyślą, zżyma się Roman. I tak w kółko. Coś naprawią jako naród, nawet jeśli to tylko dobre wrażenie - od razu odzywa się jakaś niezaodwolona grupa.
To i tak nic, obwieszcza tryumfalnie Ana. Bo zbliża się inny strajk. Strażników w więzieniach.
W tym na Forest.
No, niech zaczerpnę świeżego powietrza, otwiera balkon Roman. Zaraz wracam.
Thursday, 7 April 2016
(417) fajterzy
Owszem, fajterzy. Nie, nie żadni frajerzy, upieram się przy swoim, choć taka Ana Martin twierdzi, że ci fajterzy to wielcy frajerzy. Może. Jedno pewne - zwani są zagranicznymi, choć pochodzą od nas, tu stąd, z Sanżila i okoliczności.
Ponieważ jednak pod gramatyczną nazwą zagramanicznych fajterów nikt ich nie rozpozna, wnet i nieunknienie podaję - litera po literze, głoska po głosce - nazwę obowiązującą ostatnio na całym świecie, w obliczu rosnącej popularności tychże to młodzieńców: f-o-r-e-i-g-n f-i-g-h-t-e-r-s. O wymowę prawdziwą oryginalnie przez y francuską zatroszczcie się we własnym zakresie, Any nie ma pod ręką, na jakiś film polsko-niepolski poleciała do wolubylysa, a Roman naprawia motor, jak każdy facet po czterdziestce, nawet taki komisyjny.
Rozumuję po odmianie, że ci fajterzy to głównie chłopaki. Z zagranicy, która jest zagranicą tam, w Syrii, bo u nas jest swojską dzielnicą, gdzie się jara trawę, trochę pohandluje, tu coś ukradnie, tu powłóczy i piwko obali.
Słowem - ze zdjęć młode jakieś, nieopierzone, jak to matuś nazywali. Broda się sypie dopiero, choć by gęstą chcieli. Niektórzy nawet całkiem całkiem. Ledwo ze szkół wyszli, na Molenbeku, Skarbku, Foreście, no bo żeby nie było, że wszystko, co rekordowe w Belgii, to u nas na Sanżilu od razu.
Z wiezień głównie wyszli, gdzie odsiadywali kary za drobne kradzieże, i gdzie ich zwerbowali, mówi Ana, co to właśnie była wróciła. Nikt się nimi nie interesował - szkoły, pracodawcy, opiekunowie, a i rodzice nie potrafili za bardzo pomóc - to i ktoś sprytny wziął się na pomysł i zaczął werbować po więzieniach. Każdy chce być zagospodarowany życiowo, ot co.
To i mają cel. Wojna.
Jako zagraniczni bojownicy, bo tak to tłumaczymy.
Są i dziewczęta, że się ujmę feministycznie, skoro Ana się już zjawiła, jeszcze bardziej feministyczna, bo prosto z manifestacji jakiejś tam kobiecej w Polsce. Fajterki, tak je nazwę.
Fajterki? Na cztery fajerki, woła wesoło wesoły Romek.
Fajterki fajterki, to już w wymowie międzynarodowej, nie wiesz, o czym ja tu piszę, to się nie mądrz, że też dumnie wypnę wargi.
A o czym?
O kim raczej. Mianowicie o fajterach - młodzieży, co się udaje na wojnę na wschodzie bliskim i dalekim. Z Sanżila itepe itede jadą. Niejednokrotnie wracają.
W wersji żywej lub umarłej, niestety, dorzuca swoje Roman, co też był podreperował co trzeba lub nie, zdaniem Any.
Belgia dzierży palmę pierwszeństwa, jeśli chodzi o liczbę zagramanicznych fajterów w Syrii i gdziekolwiek. 41 na milion naliczyli spece, ogłaszam tryumfalnie.
Podkreślę prędko raz jeszcze, że nie wszyscy są z Sanżila, a nawet Brukseni. Ale ogólnie - w dużej mierze nasi ci oni, lebelż i labelż też, jak naliczono. Owszem, zdarzają się też wyjezdni z innych okoliczności, w rodzaju Dania, Szwecja, Australia lub Austria, nie pamiętam, co bliżej bliskiego wschodu, a co dalej dalekiego, ale gdzie im tam do nas cyfrowo.
22-28-31 - takie kolejno osiągnęli rezultaty. A od nas proszę: wyjechało między 420-516 osób. W tym 47 kobiet. 180-260 nadal jest za granicą.
Walczy?
Niektórzy. Bo 60-70 poległo na pewno. Tak to smutno wygląda.
Dzierży Belgia tę palemkę zwycięską, oj dzierży. Choć by nie chciała być pierwsza wcale.
I nowi jadą, wracają, walczą i giną.
Kończę, bo smutnooo.
Ponieważ jednak pod gramatyczną nazwą zagramanicznych fajterów nikt ich nie rozpozna, wnet i nieunknienie podaję - litera po literze, głoska po głosce - nazwę obowiązującą ostatnio na całym świecie, w obliczu rosnącej popularności tychże to młodzieńców: f-o-r-e-i-g-n f-i-g-h-t-e-r-s. O wymowę prawdziwą oryginalnie przez y francuską zatroszczcie się we własnym zakresie, Any nie ma pod ręką, na jakiś film polsko-niepolski poleciała do wolubylysa, a Roman naprawia motor, jak każdy facet po czterdziestce, nawet taki komisyjny.
Rozumuję po odmianie, że ci fajterzy to głównie chłopaki. Z zagranicy, która jest zagranicą tam, w Syrii, bo u nas jest swojską dzielnicą, gdzie się jara trawę, trochę pohandluje, tu coś ukradnie, tu powłóczy i piwko obali.
Słowem - ze zdjęć młode jakieś, nieopierzone, jak to matuś nazywali. Broda się sypie dopiero, choć by gęstą chcieli. Niektórzy nawet całkiem całkiem. Ledwo ze szkół wyszli, na Molenbeku, Skarbku, Foreście, no bo żeby nie było, że wszystko, co rekordowe w Belgii, to u nas na Sanżilu od razu.
Z wiezień głównie wyszli, gdzie odsiadywali kary za drobne kradzieże, i gdzie ich zwerbowali, mówi Ana, co to właśnie była wróciła. Nikt się nimi nie interesował - szkoły, pracodawcy, opiekunowie, a i rodzice nie potrafili za bardzo pomóc - to i ktoś sprytny wziął się na pomysł i zaczął werbować po więzieniach. Każdy chce być zagospodarowany życiowo, ot co.
To i mają cel. Wojna.
Jako zagraniczni bojownicy, bo tak to tłumaczymy.
Są i dziewczęta, że się ujmę feministycznie, skoro Ana się już zjawiła, jeszcze bardziej feministyczna, bo prosto z manifestacji jakiejś tam kobiecej w Polsce. Fajterki, tak je nazwę.
Fajterki? Na cztery fajerki, woła wesoło wesoły Romek.
Fajterki fajterki, to już w wymowie międzynarodowej, nie wiesz, o czym ja tu piszę, to się nie mądrz, że też dumnie wypnę wargi.
A o czym?
O kim raczej. Mianowicie o fajterach - młodzieży, co się udaje na wojnę na wschodzie bliskim i dalekim. Z Sanżila itepe itede jadą. Niejednokrotnie wracają.
W wersji żywej lub umarłej, niestety, dorzuca swoje Roman, co też był podreperował co trzeba lub nie, zdaniem Any.
Belgia dzierży palmę pierwszeństwa, jeśli chodzi o liczbę zagramanicznych fajterów w Syrii i gdziekolwiek. 41 na milion naliczyli spece, ogłaszam tryumfalnie.
Podkreślę prędko raz jeszcze, że nie wszyscy są z Sanżila, a nawet Brukseni. Ale ogólnie - w dużej mierze nasi ci oni, lebelż i labelż też, jak naliczono. Owszem, zdarzają się też wyjezdni z innych okoliczności, w rodzaju Dania, Szwecja, Australia lub Austria, nie pamiętam, co bliżej bliskiego wschodu, a co dalej dalekiego, ale gdzie im tam do nas cyfrowo.
22-28-31 - takie kolejno osiągnęli rezultaty. A od nas proszę: wyjechało między 420-516 osób. W tym 47 kobiet. 180-260 nadal jest za granicą.
Walczy?
Niektórzy. Bo 60-70 poległo na pewno. Tak to smutno wygląda.
Dzierży Belgia tę palemkę zwycięską, oj dzierży. Choć by nie chciała być pierwsza wcale.
I nowi jadą, wracają, walczą i giną.
Kończę, bo smutnooo.
(416) reklamówka
I znów się trafiło. Wirus. Zmiana por roku,wiadomo, nie pomaga. No ale żeby po Wanderkinderze ganiać o 6 rano w ferie, zwane wszędzie na Sanżilu wakacjami po prostu, to już przesada. O 4 rano to dzwony biły ze dwa tygodnie temu, tym, co świętowali oczywiście, bo jeszcze wolno świąt nie obchodzić - nawet w Polsce A B i C.
A w uszach dzwoni na Sanżilu tej wiosny wszystkim bynajmniej nie cisza. Sama widziałam, jak maili pasażerowie wózków sobie uszy zatykają, bo od 22 marca od sygnałów karetek, pompje i policyjnych oszaleć można.
W ten sposób najmłodsi od pierwszych chwil uczą się, że bo każdemu bije ten dzwon.
Dobrze, że nie zabija przynajmniej. Ten wirus ci on. Też by mógł, a co. Nie to ostatnio przeżyliśmy u siebie.
Ale już powoli wszystko wraca do normy, w marcu jak w garcu lub garncu, jak twierdzą co niektóre polonistki w rodzaju Any Martin, kwiecień plecień, tu wątpliwości gramatycznych nie ma - a więc jeden dzień słońce, drugi deszcz. Wraz z pogodą - jeden dzień piaskownica, drugiego wirus.
Co pociąga za sobą nieuchronnie wizyty w Kawelu. Żeby to z rana - z nocy!
Szłam więc o tej szóstej, ferie przypominam. I myślałam, że nikogo na nas na Wanderkinderze nie będzie. No bo jak: metro nie jeździ tam tak czy owak. Jakby jeździło - to i tak od 7. Ferie, przypominam. Wakacje. Nikt się nie spieszy, tylko ja gnam.
Tak myślałam. Ale gdzie tam! Nagle w gwiaździstym porządku ze wszystkich ulic w rodzaju Czerczil itepeitede zaczęli byli wypełzywać panowie.
Ksenio, panie też tam były, chce wiedzieć Iwonek. Jakaś jedna albo jakieś dwie, uzupełnia skrupulatnie.
Właśnie nie było! Tylko panowie. Swojscy tacy z wyglądu. Czyly najpierw fryzura, bo najkrócej: brak. Fryzury znaczy się. Brak grzebienia nawet, za to szarawe nieobcięte włosy, podgolone co najwyżej - jak najbardziej. Kolor: szary. W tej to barwie: dresy lub ewentualnie dżinsy. I szarawo-białe buty.
Od farby, gipsu czy żyproków, niech zgadnę, zgaduje Roman.
Faktycznie.
Do tego kurtka: Brudna, byle jaka.
No ale jak się ubierać na budowę, rozkłada ręce Ana Martin. Za nią Groch rozkłada, myśląc, że jedzonko się skończyło widać, a to tylko budowa.
Faktycznie znowu.
Bo ci panowie to na budowę ciągnęli czyly, zgaduje Roman.
Brawo, jesteś błyskotliwy, na to Ana.
Błyszczący tatusiu, podchwytuje Iwonek.
Ale najfajniejszy był ten szelest.
Szelest czego?
Plastiku. Z plastikowych toreb. Reklamówek. Bo każdy pan szary niósł w ręku reklamówkę. karfur, aldi, lidl, stoktorka - rożne marki się przewijały, a raczej powiewały. Tyle dostrzegłam w porannym mroku. Jedno wiem, i sama to zgadłam - w środku było to samo.
Mianowicie?
Kanapki na dniówkę, a co niby. napój kolorowy zapewne. Piwo ewentualnie na potem. Chociaż piwo to raczej po powrocie na dzielnice pod sklepem powinno być, choć w Brukseni można chyba i pić w środku, u takiego Pawła przykładowo kartek, że spożycie alkoholu wzbronione i zabronione, brak.
Czyly nie wszystko na dzielnicy stanęło, zgaduje Roman po raz kolejny. Budowy idą.
Brawo facet.
To dobrze, co?
Dobrze. Kolejne światełko w tunelu.
Że życie toczy się mimo wszystko. Fajnie. Może i metro się potoczy wkrótce. I samolot pokołuje. I jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie.
A w uszach dzwoni na Sanżilu tej wiosny wszystkim bynajmniej nie cisza. Sama widziałam, jak maili pasażerowie wózków sobie uszy zatykają, bo od 22 marca od sygnałów karetek, pompje i policyjnych oszaleć można.
W ten sposób najmłodsi od pierwszych chwil uczą się, że bo każdemu bije ten dzwon.
Dobrze, że nie zabija przynajmniej. Ten wirus ci on. Też by mógł, a co. Nie to ostatnio przeżyliśmy u siebie.
Ale już powoli wszystko wraca do normy, w marcu jak w garcu lub garncu, jak twierdzą co niektóre polonistki w rodzaju Any Martin, kwiecień plecień, tu wątpliwości gramatycznych nie ma - a więc jeden dzień słońce, drugi deszcz. Wraz z pogodą - jeden dzień piaskownica, drugiego wirus.
Co pociąga za sobą nieuchronnie wizyty w Kawelu. Żeby to z rana - z nocy!
Szłam więc o tej szóstej, ferie przypominam. I myślałam, że nikogo na nas na Wanderkinderze nie będzie. No bo jak: metro nie jeździ tam tak czy owak. Jakby jeździło - to i tak od 7. Ferie, przypominam. Wakacje. Nikt się nie spieszy, tylko ja gnam.
Tak myślałam. Ale gdzie tam! Nagle w gwiaździstym porządku ze wszystkich ulic w rodzaju Czerczil itepeitede zaczęli byli wypełzywać panowie.
Ksenio, panie też tam były, chce wiedzieć Iwonek. Jakaś jedna albo jakieś dwie, uzupełnia skrupulatnie.
Właśnie nie było! Tylko panowie. Swojscy tacy z wyglądu. Czyly najpierw fryzura, bo najkrócej: brak. Fryzury znaczy się. Brak grzebienia nawet, za to szarawe nieobcięte włosy, podgolone co najwyżej - jak najbardziej. Kolor: szary. W tej to barwie: dresy lub ewentualnie dżinsy. I szarawo-białe buty.
Od farby, gipsu czy żyproków, niech zgadnę, zgaduje Roman.
Faktycznie.
Do tego kurtka: Brudna, byle jaka.
No ale jak się ubierać na budowę, rozkłada ręce Ana Martin. Za nią Groch rozkłada, myśląc, że jedzonko się skończyło widać, a to tylko budowa.
Faktycznie znowu.
Bo ci panowie to na budowę ciągnęli czyly, zgaduje Roman.
Brawo, jesteś błyskotliwy, na to Ana.
Błyszczący tatusiu, podchwytuje Iwonek.
Ale najfajniejszy był ten szelest.
Szelest czego?
Plastiku. Z plastikowych toreb. Reklamówek. Bo każdy pan szary niósł w ręku reklamówkę. karfur, aldi, lidl, stoktorka - rożne marki się przewijały, a raczej powiewały. Tyle dostrzegłam w porannym mroku. Jedno wiem, i sama to zgadłam - w środku było to samo.
Mianowicie?
Kanapki na dniówkę, a co niby. napój kolorowy zapewne. Piwo ewentualnie na potem. Chociaż piwo to raczej po powrocie na dzielnice pod sklepem powinno być, choć w Brukseni można chyba i pić w środku, u takiego Pawła przykładowo kartek, że spożycie alkoholu wzbronione i zabronione, brak.
Czyly nie wszystko na dzielnicy stanęło, zgaduje Roman po raz kolejny. Budowy idą.
Brawo facet.
To dobrze, co?
Dobrze. Kolejne światełko w tunelu.
Że życie toczy się mimo wszystko. Fajnie. Może i metro się potoczy wkrótce. I samolot pokołuje. I jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie.
Wednesday, 6 April 2016
(415) kary
Myślałam, że kary boskie i nieboskie nas w tym roku spotkały już wszystkie, a że były to bombowe niespodzianki wcale nieprimaaprilisowe - to chyba nie ulega żadnej wątpliwości, nawet najmniejszej.
I że punkt, zwany kumulacyjnym, którego to słowa się przy okazji nauczyłam na nowo, bo gdzie totolotek, a gdzie Bruksenia z Sanżilem na czele - przypadł na 22 marca, kiedy to Sanżil niestety musiał ustąpić z pozycji żółto-czerowno-czarnokoszulkowego lidera innym dzielnicom, nawet spoza Brukseni. Na zet jak z. Smutno było,sami wiecie, co tam wam będę oczy mydlić, że wesoło nam.
I oto okazało się, że niektórzy naprawdę potrafią dostrzec grozę sytuacji, jak to czasami piszą w mądrych książkach Any Martin, a nawet Romana. Mianowicie wsparcie psychologiczne lub inne psychiczne przyszło ze strony ciężarowców.
Takich panów, co podnoszą ciężary? i choćby przyszło tysiąc atletów?
Nie Iwonku, nie takich. Takich panów, co jeżdżą ciężarówkami, zwanymi kamionami. Narodowości belż. Protestujących, że zniszczą ich firmy z Polski A B i C między innymi, co ceny obniżają.
Jak to w globalizacji, wymądrzam się, ale mądrze, co?
O, zaciekawia się Roman. Na razie wydawało mi się, że głównie będą utrudniać, w związku z podniesieniem opłat. Co widać było na granicy belż-nederlanc. Widzieli i odczuli to na własnej skórze, a może raczej aucie, ci, co starali się dojechać na lotnisko, by lecieć do Polski A. I pasem awaryjnym musieli objeżdżać.
Polak i Polka potrafią, od małej matuś z ojcami uczyli, ale po co na nielegalu tak sunąć, pytam ja?
Trzeba było Ksenio. Bo ciężarowcy stanęli w poprzek autostrady i do Polski A byśmy nie dotarli różowym samolotem.
Ale czytam ja tu, że sami się zorientowali, że ich protesty dają w kość głównie ludności, zwykłej takiej, jak my, a nie jakimś tam politykom, co i tak na sygnale jeżdżą, awaryjnym nawet. I pojęli jakoś, że ta ludność i tak ostatnio wymęczona 22 marca. I że się jej nie należy takie stanie albo łamanie przepisów.
Więc choć już byli utrudnili i mają utrudniać, goł finisz, jak mówią, co zdaniem Any Martin nie ma sensu głębszego nawet po angielsku, to jednak będą finiszować protesty głównie tak, by normalny lud miał jakieś tam szanse przejazdu na lotnisko do Polski A.
Jak to nazwać, duma Ana.
Światełko w tunelu, wynajduję. Pasuje, tym bardziej, że w tunelach też się stoi.
Ludzkie to światełko nawet. Cieplej i milej się zrobiło.
I że punkt, zwany kumulacyjnym, którego to słowa się przy okazji nauczyłam na nowo, bo gdzie totolotek, a gdzie Bruksenia z Sanżilem na czele - przypadł na 22 marca, kiedy to Sanżil niestety musiał ustąpić z pozycji żółto-czerowno-czarnokoszulkowego lidera innym dzielnicom, nawet spoza Brukseni. Na zet jak z. Smutno było,sami wiecie, co tam wam będę oczy mydlić, że wesoło nam.
I oto okazało się, że niektórzy naprawdę potrafią dostrzec grozę sytuacji, jak to czasami piszą w mądrych książkach Any Martin, a nawet Romana. Mianowicie wsparcie psychologiczne lub inne psychiczne przyszło ze strony ciężarowców.
Takich panów, co podnoszą ciężary? i choćby przyszło tysiąc atletów?
Nie Iwonku, nie takich. Takich panów, co jeżdżą ciężarówkami, zwanymi kamionami. Narodowości belż. Protestujących, że zniszczą ich firmy z Polski A B i C między innymi, co ceny obniżają.
Jak to w globalizacji, wymądrzam się, ale mądrze, co?
O, zaciekawia się Roman. Na razie wydawało mi się, że głównie będą utrudniać, w związku z podniesieniem opłat. Co widać było na granicy belż-nederlanc. Widzieli i odczuli to na własnej skórze, a może raczej aucie, ci, co starali się dojechać na lotnisko, by lecieć do Polski A. I pasem awaryjnym musieli objeżdżać.
Polak i Polka potrafią, od małej matuś z ojcami uczyli, ale po co na nielegalu tak sunąć, pytam ja?
Trzeba było Ksenio. Bo ciężarowcy stanęli w poprzek autostrady i do Polski A byśmy nie dotarli różowym samolotem.
Ale czytam ja tu, że sami się zorientowali, że ich protesty dają w kość głównie ludności, zwykłej takiej, jak my, a nie jakimś tam politykom, co i tak na sygnale jeżdżą, awaryjnym nawet. I pojęli jakoś, że ta ludność i tak ostatnio wymęczona 22 marca. I że się jej nie należy takie stanie albo łamanie przepisów.
Więc choć już byli utrudnili i mają utrudniać, goł finisz, jak mówią, co zdaniem Any Martin nie ma sensu głębszego nawet po angielsku, to jednak będą finiszować protesty głównie tak, by normalny lud miał jakieś tam szanse przejazdu na lotnisko do Polski A.
Jak to nazwać, duma Ana.
Światełko w tunelu, wynajduję. Pasuje, tym bardziej, że w tunelach też się stoi.
Ludzkie to światełko nawet. Cieplej i milej się zrobiło.
Monday, 4 April 2016
(414) forest z ubogiego rogalika
Już niejeden filozof zauważył, i to nie ostatnio wcale, tylko już w latach 80., nawet, że świat tak przyspieszył, że liczy sie tylko nowe nowe nowe. Nawet nie nowoczesne już, tylko od rau ponowoczesne.
Jak to pasuje do Molenbeka! Który nie jest już nowoczesny, czyli atrakcyjny.
Potrzeba nam coś ponowoczesnego. Na szczęście trafiło się Fore. Zwane Forestem lub Vorstem w pisowni. Co razem daje Forest. Las, pomyślałby niejeden lub pomyślała niejedna.
A wcale nie!
Forest to nowy Molenbek. Tak mówi prasa i inne media ponowoczesno-nowoczesne.
No tak, kolejna sensacja, inaczej się nie da, kręci nosem Ana Martin. Wszystko niby tak samo, jak przed obławą, a jednak inaczej już.
Ale słuchajcie, między Forestem a Molenbekiem są różnice przecież, nie bądźmy takie lub tacy. Już samo to, że Forest jest na górze i na dole, to nic, pikuś?
Owszem, potwierdza komisyjnie Roman. Forest górny i dolny. Jeden na wysokości 100 metrów nad morzem, drugi niżej, a jeśli chodzi o bogactwo - to nawet poniżej poziomu morza.
Depresja czyli, kątempluje Ana.
Pełna depresja w marcowo-kwietniowym słońcu, bo jak inaczej wytłumaczyć to, co się stało?
Tym chociażby, że na górze bogato i hipstersko fajnie, late w knajpie i te sprawy, a na Sandenisie - stare domy, złe szkoły, brak perspektyw i pracy. Dwa światy. Dwa lasy. Każdy to widzi.
Nie każdy czy każda, protestuję. Oto pani z rządu dzielnicowego mówi, że Forest na pewno nie jest żadnym Molenbekiem, chociażby dlatego, że nie ma w nim czy na nim takich skupisk narodowościowych, jak na Molenbeku. 55 tysięcy luda i najbardziej zielona dzielnica Brukseni. W tych 55 tysiącach - 33% to emigranci. Którzy stali się leśnymi migrantami. Emi zawsze idzie w parze z imi w końcu.
Ale w ostatnich czasach nie są już oni imi, tymi nimi imi, lecz raczej cudzoziemcami lub obcokrajowcami czasami.
Stara emigracja i nowa, tak idzie podział; znad jednego morza głównie, co nie oznacza, że z tej samej wysokości, czy depresja, czy nie.
Czyly?
Stare emigranty to Włochy, Hiszpania, Portugalia, Grecy. Nowe - Maroko. A co to, od dziś mieszkasz na Sanżilu, czy co, że tak cie to dziwi, dziwi się z kolei zdziwieniu ślubnej Roman.
W sumie nie. Okoliczności ludzkie i geograficzne są, jakie są, w tym u nas.
Bo to w sumie okolicznościowo bardzo blisko Sanżila. Mianowicie ten sam rogalik. Ubogi ci on.
Rogalik? zwariuje z wami, denerwuje się nieco.
Jaki rogalik Ksenio, wtrąca swe ubogie czy grosze Iwonek. Płasą rogali czy krłasą?
Krłasą powr. W pisowni: croissant pauvre. Czyli dzielnice biedy: Molenbek, Anderlecht, Sanżos, no i właśnie fragmenty Skarbka, Forestu i nasze sanżilowskie. Te same problemy, bo ten sam brak pieniędzy i inwestycji. Beznadzieja. Depresja.
I nawet ulica Rogalikowa się znajduje na Foreście, przypomina sobie Ana. Koło Wilsa. Superlokalizacja! I ulica słynna, spektakl o niej powstał.
Jednego z mieszkańców. Emi-imi.
Lokalizacja lokalizacją, a okolice-okolicznościami.
Niedaleko pada bomba od okoliczności, resztę znacie, nie opisuję.
Jak to pasuje do Molenbeka! Który nie jest już nowoczesny, czyli atrakcyjny.
Potrzeba nam coś ponowoczesnego. Na szczęście trafiło się Fore. Zwane Forestem lub Vorstem w pisowni. Co razem daje Forest. Las, pomyślałby niejeden lub pomyślała niejedna.
A wcale nie!
Forest to nowy Molenbek. Tak mówi prasa i inne media ponowoczesno-nowoczesne.
No tak, kolejna sensacja, inaczej się nie da, kręci nosem Ana Martin. Wszystko niby tak samo, jak przed obławą, a jednak inaczej już.
Ale słuchajcie, między Forestem a Molenbekiem są różnice przecież, nie bądźmy takie lub tacy. Już samo to, że Forest jest na górze i na dole, to nic, pikuś?
Owszem, potwierdza komisyjnie Roman. Forest górny i dolny. Jeden na wysokości 100 metrów nad morzem, drugi niżej, a jeśli chodzi o bogactwo - to nawet poniżej poziomu morza.
Depresja czyli, kątempluje Ana.
Pełna depresja w marcowo-kwietniowym słońcu, bo jak inaczej wytłumaczyć to, co się stało?
Tym chociażby, że na górze bogato i hipstersko fajnie, late w knajpie i te sprawy, a na Sandenisie - stare domy, złe szkoły, brak perspektyw i pracy. Dwa światy. Dwa lasy. Każdy to widzi.
Nie każdy czy każda, protestuję. Oto pani z rządu dzielnicowego mówi, że Forest na pewno nie jest żadnym Molenbekiem, chociażby dlatego, że nie ma w nim czy na nim takich skupisk narodowościowych, jak na Molenbeku. 55 tysięcy luda i najbardziej zielona dzielnica Brukseni. W tych 55 tysiącach - 33% to emigranci. Którzy stali się leśnymi migrantami. Emi zawsze idzie w parze z imi w końcu.
Ale w ostatnich czasach nie są już oni imi, tymi nimi imi, lecz raczej cudzoziemcami lub obcokrajowcami czasami.
Stara emigracja i nowa, tak idzie podział; znad jednego morza głównie, co nie oznacza, że z tej samej wysokości, czy depresja, czy nie.
Czyly?
Stare emigranty to Włochy, Hiszpania, Portugalia, Grecy. Nowe - Maroko. A co to, od dziś mieszkasz na Sanżilu, czy co, że tak cie to dziwi, dziwi się z kolei zdziwieniu ślubnej Roman.
W sumie nie. Okoliczności ludzkie i geograficzne są, jakie są, w tym u nas.
Bo to w sumie okolicznościowo bardzo blisko Sanżila. Mianowicie ten sam rogalik. Ubogi ci on.
Rogalik? zwariuje z wami, denerwuje się nieco.
Jaki rogalik Ksenio, wtrąca swe ubogie czy grosze Iwonek. Płasą rogali czy krłasą?
Krłasą powr. W pisowni: croissant pauvre. Czyli dzielnice biedy: Molenbek, Anderlecht, Sanżos, no i właśnie fragmenty Skarbka, Forestu i nasze sanżilowskie. Te same problemy, bo ten sam brak pieniędzy i inwestycji. Beznadzieja. Depresja.
I nawet ulica Rogalikowa się znajduje na Foreście, przypomina sobie Ana. Koło Wilsa. Superlokalizacja! I ulica słynna, spektakl o niej powstał.
Jednego z mieszkańców. Emi-imi.
Lokalizacja lokalizacją, a okolice-okolicznościami.
Niedaleko pada bomba od okoliczności, resztę znacie, nie opisuję.
Subscribe to:
Posts (Atom)