Narysowałbym coś, nudzi się Iwonek.
Albo daj mi coś pieknego, mamusiu. Masz coś dla mnie?
A mam synku. Patrzcie, co zdobyłam.
Serduszka? Fajne! szepczę.
Znaczki? Na list zwykłe takie? O -o - Iwonek sam nie wie, czy się do końca cieszyć i kręci kartką w łapach.
I nagle jak nie krzyknie: jakie piękne kolorowe serca! zachwyca się. Błyszczące! Patrz Grochu, jakie złote i srebrne, o tu kawałek złoty widzę, z pajet takimi. Mamusiu Ksenio tatusiu, a co tu jest napisane na tych znaczkach?
Be jak Belgia. Dlaczego Belgia, skoro to polskie serca? dziwi się Roman.
A nie, niestety nie. Zaraz wyjaśnimy zagadkę.
Belgię już mamy. A tu co to za litery?
To po angielsku synku.
Aha, dziwne Ksenio, bo to takie piękne serca, jak te, co żeśmy je w niedzielę naklejali na buzek Grocha, jak grali ci panowie i panie z puszkami ubrani trochę jak mikołaje, też pięknie.
Masz rację synku. Bo to ta sama wielka orkiestra świątecznej pomocy. Na znaczkach.
Ale dlaczego tu nie piszą po polsku?
Bo to znaczki belgijskie synku.
A dlaczego nie polskie?
Bo poczta polska w tym roku nie wydała znaczków z serduszkami.
Dlaczego mamusiu?
Bo to Polska D synku. Taka niemiła trochę. Niemili panowie i mało pań do kupy nie chcieli wydać serduszek na znaczkach po polsku.
Ale niefajnie!
Nieeee, zgadza się Groch.
Czyly Sanżil i okoliczności uratowały honor światowej poczty, podsumowuje Roman. Aż się przejdę i więcej tego zakupię.
Kiedyś jeszcze na alegro sprzedamy, podsuwam.
Jakim alegro, świąteczno-orkiestrowej aukcji!
No właśnie. Brawo orkiestra, brawo Sanżil!
Wednesday, 18 January 2017
Tuesday, 17 January 2017
ałdik
Jak to z Elwirą było, pamiętacie? nie wiadomo skąd rzuca temat Ana, a może jednak wiadomo, bo za oknem daje po uszach podtjunowane auto. Wrrr. wrrr. wrrrr
Jak przez mgłę, udaje Roman, bo nie pamięta czyly. Przypomnijcie mi.
Chodzi o wóz?
Ano Ano.
To pokrótce: Elwira świetna niania i świetnie sobie sama radziła. Pracowała wieczorami, wiadomo, na Sanżilu i w okolicznościach nie ma zmiłuj się, rządzą kresze i maternele i tam są dzieci, a nie z Ksenią jakąś się bawią.
Wracając do pracowitej i robotnej Elwiry: nagle chłopak, zwany narzeczonym, mimo że Elwira lat 21, wpadł na pomysł, że oto ona wieczorami robić nie będzie.
O co chodziło?
A o co, wzrusza ramionami Ana Martin; o patriarchat, jak zawsze: że wieczorami ma w domu przy nim siedzieć i tiwi oglądać, jak to on z roboty wróci. Że jej pieniądze uciekają - nic to.
Piwo powinna podawać, podaje myśl Roman. Jak ty Ana zresztą.
Właśnie. I takie tam, Ana groźnie patrzy. Pod płaszczykiem bezpieczeństwa oczywiście narzeczony to chował, że lepiej po nocy nie chodzić samej.
Elwira bała się to powiedzieć patronkom, ale wydusiła.
I nie chodzi.
Nie chodziła. Znów chodzi. Bo oto pojawił się wóz!
Jaki wóz mamusiu?Wózek mój? Buzek?
Wóz synku, czyli auto.
Be-em-wu, niech zgadnę.
Też tak myślałam, jak stało i na wysokich obrotach robiło hałas na cały Sanżil, a może nawet okoliczności, jak ten tu zupełnie.
Podrasowana be-em-ka, ocenia fachowo Roman.
Wcale nie! Wiecie, jak marka?
No co, bo nie wiemy.
Ałdi.
Ałdik, krzywię się? Zwykłe ałdi? toż to szacun żaden się nie należy. Toż to wstyd w Polsce będzie się pokazać.
Może narzeczony o tym nie wie. Może u nich pod granicą to już ałdika przełkną. Ważne - że odkąd jest wóz, narzeczony chce się bujać. I nagle mu nie przeszkadza, że Elwira nocami pracuje.
Bo ją wozić można?
Jasne. I piwka nie bardzo można pić i tak, to już lepiej niech dziewczyny pozarabia, co tak bezczynnie będzie siedzieć.
Na czym skorzystają Rita i Stasiowa.
I tak to ałdik uratował Sanżila.
Jak przez mgłę, udaje Roman, bo nie pamięta czyly. Przypomnijcie mi.
Chodzi o wóz?
Ano Ano.
To pokrótce: Elwira świetna niania i świetnie sobie sama radziła. Pracowała wieczorami, wiadomo, na Sanżilu i w okolicznościach nie ma zmiłuj się, rządzą kresze i maternele i tam są dzieci, a nie z Ksenią jakąś się bawią.
Wracając do pracowitej i robotnej Elwiry: nagle chłopak, zwany narzeczonym, mimo że Elwira lat 21, wpadł na pomysł, że oto ona wieczorami robić nie będzie.
O co chodziło?
A o co, wzrusza ramionami Ana Martin; o patriarchat, jak zawsze: że wieczorami ma w domu przy nim siedzieć i tiwi oglądać, jak to on z roboty wróci. Że jej pieniądze uciekają - nic to.
Piwo powinna podawać, podaje myśl Roman. Jak ty Ana zresztą.
Właśnie. I takie tam, Ana groźnie patrzy. Pod płaszczykiem bezpieczeństwa oczywiście narzeczony to chował, że lepiej po nocy nie chodzić samej.
Elwira bała się to powiedzieć patronkom, ale wydusiła.
I nie chodzi.
Nie chodziła. Znów chodzi. Bo oto pojawił się wóz!
Jaki wóz mamusiu?Wózek mój? Buzek?
Wóz synku, czyli auto.
Be-em-wu, niech zgadnę.
Też tak myślałam, jak stało i na wysokich obrotach robiło hałas na cały Sanżil, a może nawet okoliczności, jak ten tu zupełnie.
Podrasowana be-em-ka, ocenia fachowo Roman.
Wcale nie! Wiecie, jak marka?
No co, bo nie wiemy.
Ałdi.
Ałdik, krzywię się? Zwykłe ałdi? toż to szacun żaden się nie należy. Toż to wstyd w Polsce będzie się pokazać.
Może narzeczony o tym nie wie. Może u nich pod granicą to już ałdika przełkną. Ważne - że odkąd jest wóz, narzeczony chce się bujać. I nagle mu nie przeszkadza, że Elwira nocami pracuje.
Bo ją wozić można?
Jasne. I piwka nie bardzo można pić i tak, to już lepiej niech dziewczyny pozarabia, co tak bezczynnie będzie siedzieć.
Na czym skorzystają Rita i Stasiowa.
I tak to ałdik uratował Sanżila.
Monday, 16 January 2017
młodość
Młodość, młodość, młodość wszędzie, młodości, co to skrzydła podała tej i owej, temu i owemu, co w międzyczasie tę to ją byli utracili.
Ech, czasy młodości, to były czasy, wtedy się żyło.
Takie zdania i inne wybrzmiewały wprost głosowo, albo przynajmniej w cichym westchnieniu w sobotę wieczór, jak to była nam zjechała na Sanżil i okoliczności, wręcz do Tysiąca samego, pewna Ana.
Anja nawet.
O pięknym nazwisku z iksem, bardzo pasującym to tych okoliczności Sanżila, co to mówią tym drugim dialektem, gdzie w co drugim nazwisku iks uświadczysz, a niejednokrotnie w duecie z kolejnym lub trójce z k.
Działo się to teraz, w nowym 2017 r, ale nie ukrywajmy, była to wizyta z przeszłości. Taki skok w czasie.Tak twierdzi Ana Martin, która była się tam zjawiła, poprowadziła, ale nie wzruszyła za bardzo, bo Ana z iksem nigdy jej idolką nie była. Za czarna, na oko. Za pomalowana, w tym na oku. A na uchu - za ostra i za mroczna. No nie dla Any po prostu takie gitary i śpiewy, gdzie tam Ani z iksem do takiego dżordża, co też w międzyczasie już nie zaśpiewa, oj nie.
Za to jak najbardziej dla szerokiej rzeszy fanek i fanów, co to karnie się byli stawili na spotkaniu, zasiedli, wypili, drobne i mniej drobne do puszki na orkiestrę wrzucili, no a potem koszulki i płyty zakupili i po autografy się ustawili.
Ze łzą w oku, bo to nie one i oni, lecz młodość ich stała. Która była upłynęła w Polsce A B i C, obecnie Polsce D na przetrwaniu.
Na słuchaniu Any z iksem i innych takich podobnych utworów z kaset i magnetofonów upłynęła, co to je Roman zbiera jako ciekawostki z przeszłości. Sprzed mojego narodzenia, zaryzykuję.
Tak od siebie dodam, że miła ta Anja z iksem cała, ciekawie pomalowana. Mówić lubi. A że głos ma - to ho ho, fajnie było i ciekawie.
Kawałek młodości po prostu.
Bo ta młodość zawsze jakaś taka inna.
Daleka, to i lepsza może się wydawać
Nie lepsza. Sanżil jest najlepszy, decyduje Ana. Tu i teraz.
Ech, czasy młodości, to były czasy, wtedy się żyło.
Takie zdania i inne wybrzmiewały wprost głosowo, albo przynajmniej w cichym westchnieniu w sobotę wieczór, jak to była nam zjechała na Sanżil i okoliczności, wręcz do Tysiąca samego, pewna Ana.
Anja nawet.
O pięknym nazwisku z iksem, bardzo pasującym to tych okoliczności Sanżila, co to mówią tym drugim dialektem, gdzie w co drugim nazwisku iks uświadczysz, a niejednokrotnie w duecie z kolejnym lub trójce z k.
Działo się to teraz, w nowym 2017 r, ale nie ukrywajmy, była to wizyta z przeszłości. Taki skok w czasie.Tak twierdzi Ana Martin, która była się tam zjawiła, poprowadziła, ale nie wzruszyła za bardzo, bo Ana z iksem nigdy jej idolką nie była. Za czarna, na oko. Za pomalowana, w tym na oku. A na uchu - za ostra i za mroczna. No nie dla Any po prostu takie gitary i śpiewy, gdzie tam Ani z iksem do takiego dżordża, co też w międzyczasie już nie zaśpiewa, oj nie.
Za to jak najbardziej dla szerokiej rzeszy fanek i fanów, co to karnie się byli stawili na spotkaniu, zasiedli, wypili, drobne i mniej drobne do puszki na orkiestrę wrzucili, no a potem koszulki i płyty zakupili i po autografy się ustawili.
Ze łzą w oku, bo to nie one i oni, lecz młodość ich stała. Która była upłynęła w Polsce A B i C, obecnie Polsce D na przetrwaniu.
Na słuchaniu Any z iksem i innych takich podobnych utworów z kaset i magnetofonów upłynęła, co to je Roman zbiera jako ciekawostki z przeszłości. Sprzed mojego narodzenia, zaryzykuję.
Tak od siebie dodam, że miła ta Anja z iksem cała, ciekawie pomalowana. Mówić lubi. A że głos ma - to ho ho, fajnie było i ciekawie.
Kawałek młodości po prostu.
Bo ta młodość zawsze jakaś taka inna.
Daleka, to i lepsza może się wydawać
Nie lepsza. Sanżil jest najlepszy, decyduje Ana. Tu i teraz.
Thursday, 12 January 2017
absenteizm
Absenteizm, no co, nie znaliście takiego słowa?
Ja też zresztą nie, więc okej!
Ale poznałam przy okazji nowego, co naszło z 2017, a szczególnie w poniedziałek jeden z drugim, co to się były odznaczyły na czerwono w kalendarzu absenteizmów
belgijskich.
Już tłumaczę: z badań wyszło, że 11 pierwszych poniedziałków roku - każdego roku, czyli co roku - znajduje się na czerwonej liście, a nie czarnej nawet, dni z największymi absenteizmami.
Co jest nie wiem czym. Ale się dowiem. Roman. Końcówka, jak feminizm na ef, czyly już dobrze na wstępie.
Absenteizm? Pięknie nazwane, cmoka Roman cmok cmok.
Cmok cmok, ruszają ustami zgodnie Iwonek z Grochem.
Absencje to nieobecności.
Absą to jak prezą, tylko jak nie ma kogoś, tłumaczy Iwonek.
Aaaa, rozumiem. Czyli nieobecności.
Z tym że nie w szkole, tylko w pracy.
To dorośli też są absą? dziwi się Iwonek.
I to jak jeszcze synku! Na całego, że ho ho. I mówisz, że aż 11 pierwszych poniedziałków roku znajduje się na wykazie dni z największym poziomem nieobecności?
Ano tak tu piszą, Ano i Romanie.
No ciekawe bardzo.
Łatwo wytłumaczyć. I ciemno, i wilgotno, i chorowicie. I nie chce się. Po łykendzie i w ogóle. Wszystko się dobrze składa, by nie iść do pracy. Części się przynajmniej chce pójść do lekarza, a niektórzy to tylko dzwonią i śpią dalej.
Też bym tak nieraz zrobił, wyrywa się Romanowi.
Ja też i ty Grochu też, narzuca swe zdanie bratu Iwonek.
Patrzcie, ile w tym raporcie w ogóle ciekawych informacji o zachowaniach ludzi. Np. to, że poniedziałki to dni z największą ilością nieobecności w tygodniu - ponad 7%.
Drugi jest piątek, niech zgadnę? zgaduje Ana.
Zgadłaś!
Skąd wiedziałaś, mamusiu?
Mój sekret, uśmiecha się tajemniczo Ana Martin. Mama jest czarodziejką.
E tam, żadna czarodziejka, tylko piątek to łykend, zdejmuje czar Roman. Co dalej wybadali?
Ano to, że im większa firma, tym więcej nieobecności. Jeśli zatrudniono 4 pracowników - średnia absenteizmów to mniej niż 5%. Gdy pracuje 100-200 osób- już 7%. A ponad 1000 osób to w ogóle hulaj dusza - 11%.
Też łatwo wytłumaczyć, tłumaczy Roman. Dużo osób - mniej kontroli. A więcej chorób. Bakterii i takich tam. Łatwiej udawać i zniknąć.
Być absą czyly. No no, pięknie się 2017 zaczyna.
Ja też zresztą nie, więc okej!
Ale poznałam przy okazji nowego, co naszło z 2017, a szczególnie w poniedziałek jeden z drugim, co to się były odznaczyły na czerwono w kalendarzu absenteizmów
belgijskich.
Już tłumaczę: z badań wyszło, że 11 pierwszych poniedziałków roku - każdego roku, czyli co roku - znajduje się na czerwonej liście, a nie czarnej nawet, dni z największymi absenteizmami.
Co jest nie wiem czym. Ale się dowiem. Roman. Końcówka, jak feminizm na ef, czyly już dobrze na wstępie.
Absenteizm? Pięknie nazwane, cmoka Roman cmok cmok.
Cmok cmok, ruszają ustami zgodnie Iwonek z Grochem.
Absencje to nieobecności.
Absą to jak prezą, tylko jak nie ma kogoś, tłumaczy Iwonek.
Aaaa, rozumiem. Czyli nieobecności.
Z tym że nie w szkole, tylko w pracy.
To dorośli też są absą? dziwi się Iwonek.
I to jak jeszcze synku! Na całego, że ho ho. I mówisz, że aż 11 pierwszych poniedziałków roku znajduje się na wykazie dni z największym poziomem nieobecności?
Ano tak tu piszą, Ano i Romanie.
No ciekawe bardzo.
Łatwo wytłumaczyć. I ciemno, i wilgotno, i chorowicie. I nie chce się. Po łykendzie i w ogóle. Wszystko się dobrze składa, by nie iść do pracy. Części się przynajmniej chce pójść do lekarza, a niektórzy to tylko dzwonią i śpią dalej.
Też bym tak nieraz zrobił, wyrywa się Romanowi.
Ja też i ty Grochu też, narzuca swe zdanie bratu Iwonek.
Patrzcie, ile w tym raporcie w ogóle ciekawych informacji o zachowaniach ludzi. Np. to, że poniedziałki to dni z największą ilością nieobecności w tygodniu - ponad 7%.
Drugi jest piątek, niech zgadnę? zgaduje Ana.
Zgadłaś!
Skąd wiedziałaś, mamusiu?
Mój sekret, uśmiecha się tajemniczo Ana Martin. Mama jest czarodziejką.
E tam, żadna czarodziejka, tylko piątek to łykend, zdejmuje czar Roman. Co dalej wybadali?
Ano to, że im większa firma, tym więcej nieobecności. Jeśli zatrudniono 4 pracowników - średnia absenteizmów to mniej niż 5%. Gdy pracuje 100-200 osób- już 7%. A ponad 1000 osób to w ogóle hulaj dusza - 11%.
Też łatwo wytłumaczyć, tłumaczy Roman. Dużo osób - mniej kontroli. A więcej chorób. Bakterii i takich tam. Łatwiej udawać i zniknąć.
Być absą czyly. No no, pięknie się 2017 zaczyna.
Wednesday, 11 January 2017
sanżos
No i proszę, kto wygrywa w pierwszym noworocznym konkursie?
Ja! wrzeszczy Iwonek.
Nie, ja! stara się go przekrzyczeć Groch.
Ja, ja, ja - udaje Ana Martin.
Nie mama, ja! prostuje i protestuje Iwonek.
Mamo, tato, ja!
Spokój, zarządzam. Wygrywa Sanżos.
Kto? głupieje Iwonek. Sannikola chyba Ksenio?
Nie, Sanżos.
Ho-ho, godzi się Groch.
Nie żaden ho-ho, tylko dzielnica Sanżos.
Święty Józef czyli, tłumaczy Ana Martin. Też świątecznie. Może być.
Co wygrywa ten pan Józef? I że to żużef mówiłaś, a teraz Józef mama mówi, to ja nic nie wiem już, skarży się Iwonek.
Abo żuż nie wiesz, wyrywa się Romanowi.
Co? nie dosłyszy Iwonek.
Dziecka mi nie zwodźcie na manowce, ujmuje się po męsku za synami Roman. O co chodzi Ksenio?
O raport z lesłara i ertebeefa, o tu, pokazuję.
Ciekawe, o emi-imi noworocznie. Dobry temat. I jakże na czasie.
Żakże, żartuje se dalej Ana. Jartuje albo jartuże. Uff, ciężko z tym polskim, już-żuż przestaję.
Tak, z okazji zamachów, nowego roku, emi-imigrantów powstał oto łączony projekt, w którym zbadano, z kogo składa się nie tylko Sanżil i okoliczności, ale i Belgia. No i wyszło, że w ciągu 20 lat podwoiła się liczba osób z cudzoziemskim pochodzeniem. W 2015 r. dało to 2,3 mln mieszkańców Belgii urodzonych z obcym paszportem.
Obcym czyli niebelgijskim, tak?
Tak.
Dużo. Dujo.
No ale to do zobaczenia na ulicach jest, prawda? Nic nowego.
Nowe jest może to, że by pocieszyć naród, że nie tak całkiem ci inni atakują, w lesłarze podkreślają prawie że na czerwono, że te osoby urodzone gdzie indziej są co prawda z gdzie indziej, ale w Ojropie. Nie spoza niej.
Przed zamachami chyba by tak nie pisali, co? zastanawia się Ana.
Nie skąd czyly są? głupieję.
Ojej, no, nie z Maroka czy Turcji.
Oprócz Sanżosa zwycięzcy właśnie! triumfuję. Bo oto dochodzimy do sedna sprawy. Sanżos wygrał bowiem noworoczny konkurs na gminę z największą liczbą emi-imi. Aż 74% mieszkańców ma tu inny paszport.
Albo miało.
W ogóle w tym konkursie wygrywa Bruksenia, duże miasta, regiony przygraniczne. Przybywają ludzie zewsząd.
To dobrze. Kolorowo. A nie tak, jak w Polsce D. Gdzie po prostu jest inaczej.
No tak. Ale taki Sanżos przez to niedofinansowany. Niedouczony. Bieduje.
Dwie strony medalu, jak zawsze.
Emi-imi - to znów będzie nasz-wasz nowy rok. Na Sanżosie i w okolicznościach.
Ja! wrzeszczy Iwonek.
Nie, ja! stara się go przekrzyczeć Groch.
Ja, ja, ja - udaje Ana Martin.
Nie mama, ja! prostuje i protestuje Iwonek.
Mamo, tato, ja!
Spokój, zarządzam. Wygrywa Sanżos.
Kto? głupieje Iwonek. Sannikola chyba Ksenio?
Nie, Sanżos.
Ho-ho, godzi się Groch.
Nie żaden ho-ho, tylko dzielnica Sanżos.
Święty Józef czyli, tłumaczy Ana Martin. Też świątecznie. Może być.
Co wygrywa ten pan Józef? I że to żużef mówiłaś, a teraz Józef mama mówi, to ja nic nie wiem już, skarży się Iwonek.
Abo żuż nie wiesz, wyrywa się Romanowi.
Co? nie dosłyszy Iwonek.
Dziecka mi nie zwodźcie na manowce, ujmuje się po męsku za synami Roman. O co chodzi Ksenio?
O raport z lesłara i ertebeefa, o tu, pokazuję.
Ciekawe, o emi-imi noworocznie. Dobry temat. I jakże na czasie.
Żakże, żartuje se dalej Ana. Jartuje albo jartuże. Uff, ciężko z tym polskim, już-żuż przestaję.
Tak, z okazji zamachów, nowego roku, emi-imigrantów powstał oto łączony projekt, w którym zbadano, z kogo składa się nie tylko Sanżil i okoliczności, ale i Belgia. No i wyszło, że w ciągu 20 lat podwoiła się liczba osób z cudzoziemskim pochodzeniem. W 2015 r. dało to 2,3 mln mieszkańców Belgii urodzonych z obcym paszportem.
Obcym czyli niebelgijskim, tak?
Tak.
Dużo. Dujo.
No ale to do zobaczenia na ulicach jest, prawda? Nic nowego.
Nowe jest może to, że by pocieszyć naród, że nie tak całkiem ci inni atakują, w lesłarze podkreślają prawie że na czerwono, że te osoby urodzone gdzie indziej są co prawda z gdzie indziej, ale w Ojropie. Nie spoza niej.
Przed zamachami chyba by tak nie pisali, co? zastanawia się Ana.
Nie skąd czyly są? głupieję.
Ojej, no, nie z Maroka czy Turcji.
Oprócz Sanżosa zwycięzcy właśnie! triumfuję. Bo oto dochodzimy do sedna sprawy. Sanżos wygrał bowiem noworoczny konkurs na gminę z największą liczbą emi-imi. Aż 74% mieszkańców ma tu inny paszport.
Albo miało.
W ogóle w tym konkursie wygrywa Bruksenia, duże miasta, regiony przygraniczne. Przybywają ludzie zewsząd.
To dobrze. Kolorowo. A nie tak, jak w Polsce D. Gdzie po prostu jest inaczej.
No tak. Ale taki Sanżos przez to niedofinansowany. Niedouczony. Bieduje.
Dwie strony medalu, jak zawsze.
Emi-imi - to znów będzie nasz-wasz nowy rok. Na Sanżosie i w okolicznościach.
Tuesday, 10 January 2017
łapanka
Teraz pozostaje już tylko kwestia akumulatora, podrzuciła temat Ana, jak żeśmy się w sobotni - pokrólewski - ranek uporali już z kwestią akumulacji śniegu.
Jak to, budzi się powoli Roman, nie to, by chciał, ale dzieciarnia powyżej ósmej nie dośpi, to i zwlec się musi.
No bo zimno od tygodnia, zaczyna niewinnie Ana Martin. A Groch z Iwonkiem dzielnie wczoraj kierowali autem na parkingu. Jak się po Ksenię na nasjonala podskoczyło i czekało. Może i zapomnieli potem to i owo wyłączyć, kubusia z płyty przykładowo, dodaje jeszcze bardziej niewinnie. A rodzice, to jest ja, i ty, nieobecny, ale zawsze rodzic, nie sprawdzili. To może i akumulator leży i kwiczy.
Ana, a dlaczego nie sprawdziłyście?
Ano nie wiem, duma Ana.
Ano, nie wiem, dlaczego Ana, skruszonam.
No i co teraz będzie?
Łapanka na ulicy! Jak w wakacje.
Co w wakacje łapałem?
Pamiętasz Iwonku, jak pan nad morzem auto nam kablami ratował? To i dziś takiego pana musimy znaleźć, by pojechać do jednej cioci.
Tego samego łapać będziemy? dziwi się iwonek. A to daleko nie było, to morze?
Daleko, prawda.
To może inny będzie jechał ulicami z kablami i go złapię o tak?
Może, jak ma opony śniegowe. Bo my chyba nie.
Co, to opon też nie zmieniłyście z Ksenią? jak żeście umówione były? Roman ma taki szok normalnie, że aż z łoża wyskakuje i to od razu przytomny nawet.
No nie, jakoś nie.
I jak teraz pojedziemy gdziekolwiek, denerwuje się Roman.
Roman, spokojnie, uspokaja Ana Martin ślubnego, coraz to starszego, to i nerwowszego, po tych czech królach zresztą. Dokładnie i wnikliwie przestudiowałam prognozę pogody i widzę, że ta akumulacja 1-2 cm to maksymum opadów na razie. Nie ma co zmieniać. Opon czy trybu życia. A te resztki to do nocy rozjeżdżą i na woluwy aligancko się zajedzie.
Zaprognozowała i rację miała, bo dziś już tylko deszcz nasz brukseński.
Wóz trochę brudny stoi tylko, ale wiadomo, jak to na Sanżilu, cudów nie ma, nawet w nowym roku.
Jak to, budzi się powoli Roman, nie to, by chciał, ale dzieciarnia powyżej ósmej nie dośpi, to i zwlec się musi.
No bo zimno od tygodnia, zaczyna niewinnie Ana Martin. A Groch z Iwonkiem dzielnie wczoraj kierowali autem na parkingu. Jak się po Ksenię na nasjonala podskoczyło i czekało. Może i zapomnieli potem to i owo wyłączyć, kubusia z płyty przykładowo, dodaje jeszcze bardziej niewinnie. A rodzice, to jest ja, i ty, nieobecny, ale zawsze rodzic, nie sprawdzili. To może i akumulator leży i kwiczy.
Ana, a dlaczego nie sprawdziłyście?
Ano nie wiem, duma Ana.
Ano, nie wiem, dlaczego Ana, skruszonam.
No i co teraz będzie?
Łapanka na ulicy! Jak w wakacje.
Co w wakacje łapałem?
Pamiętasz Iwonku, jak pan nad morzem auto nam kablami ratował? To i dziś takiego pana musimy znaleźć, by pojechać do jednej cioci.
Tego samego łapać będziemy? dziwi się iwonek. A to daleko nie było, to morze?
Daleko, prawda.
To może inny będzie jechał ulicami z kablami i go złapię o tak?
Może, jak ma opony śniegowe. Bo my chyba nie.
Co, to opon też nie zmieniłyście z Ksenią? jak żeście umówione były? Roman ma taki szok normalnie, że aż z łoża wyskakuje i to od razu przytomny nawet.
No nie, jakoś nie.
I jak teraz pojedziemy gdziekolwiek, denerwuje się Roman.
Roman, spokojnie, uspokaja Ana Martin ślubnego, coraz to starszego, to i nerwowszego, po tych czech królach zresztą. Dokładnie i wnikliwie przestudiowałam prognozę pogody i widzę, że ta akumulacja 1-2 cm to maksymum opadów na razie. Nie ma co zmieniać. Opon czy trybu życia. A te resztki to do nocy rozjeżdżą i na woluwy aligancko się zajedzie.
Zaprognozowała i rację miała, bo dziś już tylko deszcz nasz brukseński.
Wóz trochę brudny stoi tylko, ale wiadomo, jak to na Sanżilu, cudów nie ma, nawet w nowym roku.
Monday, 9 January 2017
akumulacja
Akumulacja. Tak to nazwali. I rację mieli, bo dobry akumulator nam się przydał w ten łykend. Pierwszy ci on był noworoczny, poświąteczny niby, a tak cichy, jakby ci czej królowie dopiero co zjechać mieli. Urodzinowo, a jakże, do Romana. Co to imienia jednak królewskiego nie ma, za to cesarskie, ale nie polskie, tylko inne, greckie na przykład. Jak to ten święty mikołaj nie uwłaczając nikomu.
Miałby akurat wyjątkowo się jak poślizgać, bośmy śnieg mieli. I lód. Takiego orła niejeden wywinął, że wszystkich świętych zobaczył, nie tylko mikołaja
Ale to można było wywnioskować potem. Z rana było biało. Co stwierdziłam około szóstej w sobotę, a Ana Martin nawet o 5.45, bo się była zbudziła pod wpływem snów. No bo przecież nie od tego jednego centymetra białego, co to nam było napadało.
Zrobiła się z tego mała akumulacja stwierdzeń więc, stwierdziła Ana Martin około siódmej, gdy to w ciszy przeddziecięcej zasiadła do lektury prognozy na meteobelżik.
Tak, bo chciałam zobaczyć, co oni zrobili z tą poetycką zapowiedzią akumulacji sprzed kilku dni, stwierdziła i potwierdziła.
Kiedyś to były noworczne akumulacje milionów w lotku totku, zwanym teraz lottem chyba, przypomniał sobie cesarsko-królewski Roman.
Jak Lotta z Kubusia Puchatka? o nie! dziwuje się Iwonek, który też już był wychynął z ciemności legowiska. Przeddziecięce się kończy, westchnął Roman; hejże hola przecież już siódma i czy, to co chcecie, z pretensją nijaką się odzywam.
Oho, znów pada i nawet po szybach daje, stwierdziła Ana o siódmej zero pięć. Kiedy to już byłyśmy przeczytałyśmy w nowinach fejsbukowych, że w polskich górach tacy Lapaże to wręcz i naprawdę dwadzieścia pięć na minusie mają.
My w Brukseni oficjalnie tylko dwójka na minusie o 6.43, ale dobre i to. W akumulacji z Tatrami daję to minus dwadzieścia siedem. Nieźle, jak na noworczną Ojropę.
Ciekawe, jak by wyglądała akumulacja śniegowa.
No, na Sanżilu to już na dwa centymetry idzie. Co daje maksymum zapowiedzianej akumulacji. Śniegu.
Bo o lodzie to jeszcze nie wiedziałyśmy.
W tym dniu czy na cały 2017 rok? podśmiewuję się.
Ha, kto wie? Trasy zjazdowe w Ardenach otwarte. W prasie dobre rady, jak się zachowywać na nartach takich i owakich. To może i dłużej się utrzyma?
Ojej, a czy amatorzy białego szaleństwa i wielbiciele białego puchu o tym wiedzą? pytam przejęta. To oni co roku cieszą się na zimę w końcu.
I ja się cieszę na bałwana, cieszy się Iwonek.
I ja, krzyczy Groch.
Nie ma to jak noworoczna akumulacja.
Miałby akurat wyjątkowo się jak poślizgać, bośmy śnieg mieli. I lód. Takiego orła niejeden wywinął, że wszystkich świętych zobaczył, nie tylko mikołaja
Ale to można było wywnioskować potem. Z rana było biało. Co stwierdziłam około szóstej w sobotę, a Ana Martin nawet o 5.45, bo się była zbudziła pod wpływem snów. No bo przecież nie od tego jednego centymetra białego, co to nam było napadało.
Zrobiła się z tego mała akumulacja stwierdzeń więc, stwierdziła Ana Martin około siódmej, gdy to w ciszy przeddziecięcej zasiadła do lektury prognozy na meteobelżik.
Tak, bo chciałam zobaczyć, co oni zrobili z tą poetycką zapowiedzią akumulacji sprzed kilku dni, stwierdziła i potwierdziła.
Kiedyś to były noworczne akumulacje milionów w lotku totku, zwanym teraz lottem chyba, przypomniał sobie cesarsko-królewski Roman.
Jak Lotta z Kubusia Puchatka? o nie! dziwuje się Iwonek, który też już był wychynął z ciemności legowiska. Przeddziecięce się kończy, westchnął Roman; hejże hola przecież już siódma i czy, to co chcecie, z pretensją nijaką się odzywam.
Oho, znów pada i nawet po szybach daje, stwierdziła Ana o siódmej zero pięć. Kiedy to już byłyśmy przeczytałyśmy w nowinach fejsbukowych, że w polskich górach tacy Lapaże to wręcz i naprawdę dwadzieścia pięć na minusie mają.
My w Brukseni oficjalnie tylko dwójka na minusie o 6.43, ale dobre i to. W akumulacji z Tatrami daję to minus dwadzieścia siedem. Nieźle, jak na noworczną Ojropę.
Ciekawe, jak by wyglądała akumulacja śniegowa.
No, na Sanżilu to już na dwa centymetry idzie. Co daje maksymum zapowiedzianej akumulacji. Śniegu.
Bo o lodzie to jeszcze nie wiedziałyśmy.
W tym dniu czy na cały 2017 rok? podśmiewuję się.
Ha, kto wie? Trasy zjazdowe w Ardenach otwarte. W prasie dobre rady, jak się zachowywać na nartach takich i owakich. To może i dłużej się utrzyma?
Ojej, a czy amatorzy białego szaleństwa i wielbiciele białego puchu o tym wiedzą? pytam przejęta. To oni co roku cieszą się na zimę w końcu.
I ja się cieszę na bałwana, cieszy się Iwonek.
I ja, krzyczy Groch.
Nie ma to jak noworoczna akumulacja.
Subscribe to:
Posts (Atom)