Wednesday, 18 January 2017

miska

Zacznę przezornie od tego, że upadam też, mimo żem z niziny, a przynajmniej z tego, co na mapie w klasie wisiało na zielono.
Z niziny, niziny czyly, potwierdza Ana Martin, rozcierając ręce. A i na Sanżilu i w okolicznosciach nie ma co udawać, żeś wyżej.
Choć nosa zadzierać by można, i tym samy wspiąć się przynajmniej na wyżynę tego tam intelektu czy zachowania ą ę. Z nizin zaczęłam, przypominam, a więc pamiętajcie, ilem przeszła, w tym w górę. 
No i względem wyżyny chciałam jeszcze dodać, że startując z dołu, można zajść najwyżej. Po czym spaść.
Jak ta miska niejaka, co to ją se lebelż na lokalną miskę Belgii obwołali. Całkiem niedawno, ufam, choć bez tiwi to nic nie wiem, ale do tego to nikt Martinów nie przekona, by doinstalowali;w każdym razie  - jeszcze wszyscy pamiętają, jak miska wygląda, i nie musieli nerwowo guglać, jak to padł njus. Mys Belżik się to zwie w wymowie. 
Romanie Schotte, że spiszę z wolna powoli, bo trudne. O jej upadku z wyżyny na nizinę donoszę. Korona spadła.
Roman ma sławną imienniczkę, hi hi.
Brawo tato! krzyczy Iwonek.
Ta-tuj? dziwi się Groch, ale też klaszcze.
Bo ja nic nie wiem? zaciekawia się Roman spod roweru? Klocki Anie padły podobno, to i piszczy nieziemsko, a że Roman na czymś znać się musi, to leży plackiem i podobno reperuje.
Nie wiesz, bo tiwi nie masz.
Ty Ana też nie.
Fakt, owszem fakt autentyczny, za to lesłara czytamy, ujmuję się damsko-płciowo.
I tam to było? To coś o upadku. Korony itepe.
Rasistowskim, że dodam, dodaje Ana.
Że ścigać będą - uzupełniam.
Miskę? No co wy, gdzie wy żyjecie. Komu by się chciało? Pokażcie ją - podnosi się, stękając, Roman. No niezła miska. Mys prawdziwa. I cożeś ty naplotła dziewucho?
Nie dziewuchom naplotła do tego. Instagramowi. Zdjęcie skomentowała. Pana o ciemnej skórze brzydko nazwała. Słowem na en. Zabronionym.
To i ją pozwali, mimo że to słowo na en brzydkie, brzydsze niż sam feminizm na ef nawet, od razu usunęła.
A i ona niezbyt nie na en, ocenia fachowo Roman. Ładna, ciemna skóra. Chyba nie belżbelż, co?
Mys Belżik jest, to i belżbelż, co tam kolor. Najważniejsze, by nie obrażać innych. A ta się dopuściła tegoż.
I nie ma taryfy ulgowej, bo wymazała?
Bo ładna? Ładni tak samo upadają jak brzydcy, za którymi się nikt nie ujmuje, prycha trochę nieładnie ładna-nieładna Ana. I nikomu korona z głowy nie spada.
To ta pani do więzienia idzie, mamusiu?
Nie syneczku. Tylko powiedzą jej, by była miła bardziej. I na słowa uważała.
To dobrze chyba?
Bardzo chyba nawet. Popieram. I tak to miska szansę ma wskoczyć jeszcze znów na szczyt. W koronie, jak się pospieszy.
Błędy młodości chyba, bo złośliwie nie wygląda. Wybaczam. Ech.



serduszka

Narysowałbym coś, nudzi się Iwonek.
Albo daj mi coś pieknego, mamusiu. Masz coś dla mnie?
A mam synku. Patrzcie, co zdobyłam.
Serduszka? Fajne! szepczę.
Znaczki? Na list zwykłe takie? O -o - Iwonek sam nie wie, czy się do końca cieszyć i kręci kartką w łapach.
I nagle jak nie krzyknie: jakie piękne kolorowe serca! zachwyca się. Błyszczące! Patrz Grochu, jakie złote i srebrne, o tu kawałek złoty widzę, z pajet takimi. Mamusiu Ksenio tatusiu, a co tu jest napisane na tych znaczkach?
Be jak Belgia. Dlaczego Belgia, skoro to polskie serca? dziwi się Roman.
A nie, niestety nie. Zaraz wyjaśnimy zagadkę.
Belgię już mamy. A tu co to za litery?
To po angielsku synku. 
Aha, dziwne Ksenio, bo to takie piękne serca, jak te, co żeśmy je w niedzielę naklejali na buzek Grocha, jak grali ci panowie i panie z puszkami ubrani trochę jak mikołaje, też pięknie.
Masz rację synku. Bo to ta sama wielka orkiestra świątecznej pomocy. Na znaczkach.
Ale dlaczego tu nie piszą po polsku?
Bo to znaczki belgijskie synku.
A dlaczego nie polskie?
Bo poczta polska w tym roku nie wydała znaczków z serduszkami.
Dlaczego mamusiu?
Bo to Polska D synku. Taka niemiła trochę. Niemili panowie i mało pań do kupy nie chcieli wydać serduszek na znaczkach po polsku.
Ale niefajnie!
Nieeee, zgadza się Groch.
Czyly Sanżil i okoliczności uratowały honor światowej poczty, podsumowuje Roman. Aż się przejdę i więcej tego zakupię. 
Kiedyś jeszcze na alegro sprzedamy, podsuwam.
Jakim alegro, świąteczno-orkiestrowej aukcji!
No właśnie. Brawo orkiestra, brawo Sanżil!

Tuesday, 17 January 2017

ałdik

Jak to z Elwirą było, pamiętacie? nie wiadomo skąd rzuca temat Ana, a może jednak wiadomo, bo za oknem daje po uszach podtjunowane auto. Wrrr. wrrr. wrrrr
Jak przez mgłę, udaje Roman, bo nie pamięta czyly. Przypomnijcie mi.
Chodzi o wóz?
Ano Ano.
To pokrótce: Elwira świetna niania i świetnie sobie sama radziła. Pracowała wieczorami, wiadomo, na Sanżilu i w okolicznościach nie ma zmiłuj się, rządzą kresze i maternele i tam są dzieci, a nie z Ksenią jakąś się bawią.
Wracając do pracowitej i robotnej Elwiry: nagle chłopak, zwany narzeczonym, mimo że Elwira lat 21, wpadł na pomysł, że oto ona wieczorami robić nie będzie.
O co chodziło?
A o co, wzrusza ramionami Ana Martin; o patriarchat, jak zawsze: że wieczorami ma w domu przy nim siedzieć i tiwi oglądać, jak to on z roboty wróci. Że jej pieniądze uciekają - nic to.
Piwo powinna podawać, podaje myśl Roman. Jak ty Ana zresztą.
Właśnie. I takie tam, Ana groźnie patrzy. Pod płaszczykiem bezpieczeństwa oczywiście narzeczony to chował, że lepiej po nocy nie chodzić samej.
Elwira bała się to powiedzieć patronkom, ale wydusiła.
I nie chodzi.
Nie chodziła. Znów chodzi. Bo oto pojawił się wóz!
Jaki wóz mamusiu?Wózek mój? Buzek?
Wóz synku, czyli auto.
Be-em-wu, niech zgadnę.
Też tak myślałam, jak stało i na wysokich obrotach robiło hałas na cały Sanżil, a może nawet okoliczności, jak ten tu zupełnie.
Podrasowana be-em-ka, ocenia fachowo Roman.
Wcale nie! Wiecie, jak marka?
No co, bo nie wiemy.
Ałdi.
Ałdik, krzywię się? Zwykłe ałdi? toż to szacun żaden się nie należy. Toż to wstyd w Polsce będzie się pokazać.
Może narzeczony o tym nie wie. Może u nich pod granicą to już ałdika przełkną. Ważne - że odkąd jest wóz, narzeczony chce się bujać. I nagle mu nie przeszkadza, że Elwira nocami pracuje.
Bo ją wozić można?
Jasne. I piwka nie bardzo można pić i tak, to już lepiej niech dziewczyny pozarabia, co tak bezczynnie będzie siedzieć.
Na czym skorzystają Rita i Stasiowa.
I tak to ałdik uratował Sanżila.

Monday, 16 January 2017

młodość

Młodość, młodość, młodość wszędzie, młodości, co to skrzydła podała tej i owej, temu i owemu, co w międzyczasie tę to ją byli utracili. 
Ech, czasy młodości, to były czasy, wtedy się żyło.
Takie zdania i inne wybrzmiewały wprost głosowo, albo przynajmniej w cichym westchnieniu w sobotę wieczór, jak to była nam zjechała na Sanżil i okoliczności, wręcz do Tysiąca samego, pewna Ana.
Anja nawet.
O pięknym nazwisku z iksem, bardzo pasującym to tych okoliczności Sanżila, co to mówią tym drugim dialektem, gdzie w co drugim nazwisku iks uświadczysz, a niejednokrotnie w duecie z kolejnym lub trójce z k.
Działo się to teraz, w nowym 2017 r, ale nie ukrywajmy, była to wizyta z przeszłości. Taki skok w czasie.Tak twierdzi Ana Martin, która była się tam zjawiła, poprowadziła, ale nie wzruszyła za bardzo, bo Ana z iksem nigdy jej idolką nie była. Za czarna, na oko. Za pomalowana, w tym na oku. A na uchu - za ostra i za mroczna. No nie dla Any po prostu takie gitary i śpiewy, gdzie tam Ani z iksem do takiego dżordża, co też w międzyczasie już nie zaśpiewa, oj nie.
Za to jak najbardziej  dla szerokiej rzeszy fanek i fanów, co to karnie się byli stawili na spotkaniu, zasiedli, wypili, drobne i mniej drobne do puszki na orkiestrę wrzucili, no a potem koszulki i płyty zakupili i po autografy się ustawili.
Ze łzą w oku, bo to nie one i oni, lecz młodość ich stała. Która była upłynęła w Polsce A B i C, obecnie Polsce D na przetrwaniu.
Na słuchaniu Any z iksem i innych takich podobnych utworów z kaset i magnetofonów upłynęła, co to je Roman zbiera jako ciekawostki z przeszłości. Sprzed mojego narodzenia, zaryzykuję.
Tak od siebie dodam, że miła ta Anja z iksem cała, ciekawie pomalowana. Mówić lubi. A że głos ma - to ho ho, fajnie było i ciekawie.
Kawałek młodości po prostu.
Bo ta młodość zawsze jakaś taka inna.
Daleka, to i lepsza może się wydawać
Nie lepsza. Sanżil jest najlepszy, decyduje Ana. Tu i teraz. 

Thursday, 12 January 2017

absenteizm

Absenteizm, no co, nie znaliście takiego słowa?
Ja też zresztą nie, więc okej!
Ale poznałam przy okazji nowego, co naszło z 2017, a szczególnie w poniedziałek jeden z drugim, co to się były odznaczyły na czerwono w kalendarzu absenteizmów 
belgijskich.
Już tłumaczę: z badań wyszło, że 11 pierwszych poniedziałków roku - każdego roku, czyli co roku - znajduje się na czerwonej liście, a nie czarnej nawet, dni z największymi absenteizmami.
Co jest nie wiem czym. Ale się dowiem. Roman. Końcówka, jak feminizm na ef, czyly już dobrze na wstępie.
Absenteizm? Pięknie nazwane, cmoka Roman cmok cmok.
Cmok cmok, ruszają ustami zgodnie Iwonek z Grochem.
Absencje to nieobecności.
Absą to jak prezą, tylko jak nie ma kogoś, tłumaczy Iwonek.
Aaaa, rozumiem. Czyli nieobecności. 
Z tym że nie w szkole, tylko w pracy.
To dorośli też są absą? dziwi się Iwonek.
I to jak jeszcze synku! Na całego, że ho ho. I mówisz, że aż 11 pierwszych poniedziałków roku znajduje się na wykazie dni z największym poziomem nieobecności?
Ano tak tu piszą, Ano i Romanie.
No ciekawe bardzo. 
Łatwo wytłumaczyć. I ciemno, i wilgotno, i chorowicie. I nie chce się. Po łykendzie i w ogóle. Wszystko się dobrze składa, by nie iść do pracy. Części się przynajmniej chce pójść do lekarza, a niektórzy to tylko dzwonią i śpią dalej.
Też bym tak nieraz zrobił, wyrywa się Romanowi.
Ja też i ty Grochu też, narzuca swe zdanie bratu Iwonek.
Patrzcie, ile w tym raporcie w ogóle ciekawych informacji o zachowaniach ludzi. Np. to, że poniedziałki to dni z największą ilością nieobecności w tygodniu - ponad 7%. 
Drugi jest piątek, niech zgadnę? zgaduje Ana.
Zgadłaś!
Skąd wiedziałaś, mamusiu?
Mój sekret, uśmiecha się tajemniczo Ana Martin. Mama jest czarodziejką.
E tam, żadna czarodziejka, tylko piątek to łykend, zdejmuje czar Roman. Co dalej wybadali?
Ano to, że im większa firma, tym więcej nieobecności. Jeśli zatrudniono 4 pracowników - średnia absenteizmów to mniej niż 5%. Gdy pracuje 100-200 osób- już 7%. A ponad 1000 osób to w ogóle hulaj dusza - 11%.
Też łatwo wytłumaczyć, tłumaczy Roman. Dużo osób - mniej kontroli. A więcej chorób. Bakterii i takich tam. Łatwiej udawać i zniknąć.
Być absą czyly. No no, pięknie się 2017 zaczyna.

Wednesday, 11 January 2017

sanżos

No i proszę, kto wygrywa w pierwszym noworocznym konkursie?
Ja! wrzeszczy Iwonek.
Nie, ja! stara się go przekrzyczeć Groch.
Ja, ja, ja - udaje Ana Martin.
Nie mama, ja! prostuje i protestuje Iwonek. 
Mamo, tato, ja!
Spokój, zarządzam. Wygrywa Sanżos.
Kto? głupieje Iwonek. Sannikola chyba Ksenio?
Nie, Sanżos.
Ho-ho, godzi się Groch.
Nie żaden ho-ho, tylko dzielnica Sanżos. 
Święty Józef czyli, tłumaczy Ana Martin. Też świątecznie. Może być.
Co wygrywa ten pan Józef? I że to żużef mówiłaś, a teraz Józef mama mówi, to ja nic nie wiem już, skarży się Iwonek.
Abo żuż nie wiesz, wyrywa się Romanowi.
Co? nie dosłyszy Iwonek.
Dziecka mi nie zwodźcie na manowce, ujmuje się po męsku za synami Roman. O co chodzi Ksenio?
O raport z lesłara i ertebeefa, o tu, pokazuję.
Ciekawe, o emi-imi noworocznie. Dobry temat. I jakże na czasie. 
Żakże, żartuje se dalej Ana. Jartuje albo jartuże. Uff, ciężko z tym polskim, już-żuż przestaję.
Tak, z okazji zamachów, nowego roku, emi-imigrantów powstał oto łączony projekt, w którym zbadano, z kogo składa się nie tylko Sanżil i okoliczności, ale i Belgia. No i wyszło, że w ciągu 20 lat podwoiła się liczba osób z cudzoziemskim pochodzeniem. W 2015 r. dało to 2,3 mln mieszkańców Belgii urodzonych z obcym paszportem. 
Obcym czyli niebelgijskim, tak?
Tak.
Dużo. Dujo.
No ale to do zobaczenia na ulicach jest, prawda? Nic nowego.
Nowe jest może to, że by pocieszyć naród, że nie tak całkiem ci inni atakują, w lesłarze podkreślają prawie że na czerwono, że te osoby urodzone gdzie indziej są co prawda z gdzie indziej, ale w Ojropie. Nie spoza niej. 
Przed zamachami chyba by tak nie pisali, co? zastanawia się Ana.
Nie skąd czyly są? głupieję.
Ojej, no, nie z Maroka czy Turcji.
Oprócz Sanżosa zwycięzcy właśnie! triumfuję. Bo oto dochodzimy do sedna sprawy. Sanżos wygrał bowiem noworoczny konkurs na gminę z największą liczbą emi-imi. Aż 74% mieszkańców ma tu inny paszport.
Albo miało.
W ogóle w tym konkursie wygrywa Bruksenia, duże miasta, regiony przygraniczne. Przybywają ludzie zewsząd.
To dobrze. Kolorowo. A nie tak, jak w Polsce D. Gdzie po prostu jest inaczej.
No tak. Ale taki Sanżos przez to niedofinansowany. Niedouczony. Bieduje.
Dwie strony medalu, jak zawsze.
Emi-imi - to znów będzie nasz-wasz nowy rok. Na Sanżosie i w okolicznościach.

Tuesday, 10 January 2017

łapanka

Teraz pozostaje już tylko kwestia akumulatora, podrzuciła temat Ana, jak żeśmy się w sobotni - pokrólewski - ranek uporali już z kwestią akumulacji śniegu.
Jak to, budzi się powoli Roman, nie to, by chciał, ale dzieciarnia powyżej ósmej nie dośpi, to i zwlec się musi.
No bo zimno od tygodnia, zaczyna niewinnie Ana Martin. A Groch z Iwonkiem dzielnie wczoraj kierowali autem na parkingu. Jak się po Ksenię na nasjonala podskoczyło i czekało. Może i zapomnieli potem to i owo wyłączyć, kubusia z płyty przykładowo, dodaje jeszcze bardziej niewinnie. A rodzice, to jest ja, i ty, nieobecny, ale zawsze rodzic, nie sprawdzili. To może i akumulator leży i kwiczy.
Ana, a dlaczego nie sprawdziłyście?
Ano nie wiem, duma Ana.
Ano, nie wiem, dlaczego Ana, skruszonam.
No i co teraz będzie?
Łapanka na ulicy! Jak w wakacje.
Co w wakacje łapałem?
Pamiętasz Iwonku, jak pan nad morzem auto nam kablami ratował? To i dziś takiego pana musimy znaleźć, by pojechać do jednej cioci.
Tego samego łapać będziemy? dziwi się iwonek. A to daleko nie było, to morze?
Daleko, prawda.
To może inny będzie jechał ulicami z kablami i go złapię o tak?
Może, jak ma opony śniegowe. Bo my chyba nie.
Co, to opon też nie zmieniłyście z Ksenią? jak żeście umówione były? Roman ma taki szok normalnie, że aż z łoża wyskakuje i to od razu przytomny nawet.
No nie, jakoś nie.
I jak teraz pojedziemy gdziekolwiek, denerwuje się Roman.
Roman, spokojnie, uspokaja Ana Martin ślubnego, coraz to starszego, to i nerwowszego,  po tych czech królach zresztą. Dokładnie i wnikliwie przestudiowałam prognozę pogody i widzę, że ta akumulacja 1-2 cm to maksymum opadów na razie. Nie ma co zmieniać. Opon czy trybu życia. A te resztki to do nocy rozjeżdżą i na woluwy aligancko się zajedzie.
Zaprognozowała i rację miała, bo dziś już tylko deszcz nasz brukseński.
Wóz trochę brudny stoi tylko, ale wiadomo, jak to na Sanżilu, cudów nie ma, nawet w nowym roku.