Oj, było się młodym. Ile to lat temu?
Nie wiem, jak ty, ale ja nadal jestem młoda, unosi się Ana martin. I co z tego doprawdy, że zaraz kolejna rocznica, to co doprawdy, toż to młodość i tak.
A młodsza niż dziś raczej bym być nie chciała, no może ze względu na liczne strzykania w kościach tu i tam, to owszem. Ale z powodu głowy? Nigdy. uff, wszystkie grzechy i błędy młodości by jeszcze raz trzeba przerobić. Nie chcę!
Grzechy młodości to przerabiają właśnie w brukseńskich śmieciach, widzę w lesłarze. Choć dziwne: zwą to chorobą.
Bo jak się coś dzieje ze śmieciami, to choroba gotowa, może dlatego?
Polityka chora, to i śmieci chore. Wszystko zaczyna się od góry, od głowy. Jak te błędy młodości.
Co się dzieje w śmieciach? W naszych pubelach?
Wiele! Aż ciężko się nie nadąć i nie zakrzyknąć: co za głupki!
Bo my tu wszyscy, na Sanżilu i w okolicznościach, staramy się, jak możemy, wsadzamy wszystko jak należy, do żółtego, niebieskiego, białego, kartony do kartonów, zakrętki do zakrętek, dzień na śmieci takie, dzień na takie.
A potem co?
Co? Zabierają je odpowiednio i rozwożą?
Figa z makiem! Spalają wszystko razem!
Chyba sobie żartujesz, co to za absurd?
Ano taki, skandaliczny. Cała brukseńska proprete tym żyje. A że proprete należy do miasta - to i Bruksenia. A że gminy i miasto czekają wybory - próbnik dla całego kraju - no to jest poruszenie ogólnobelż. Polityczne, ale społeczne też, bo po co segregować, starać się, nosić, wynosić, odnosić - jak wszystko i tak razem ląduje?
Podobno system śmieciowy dotknęła choroba młodości. No ale pora na wyjście z okresu niemowlęcego, grzmi opozycja. Dlatego będzie komisja. Po tunelowej - pubelowa.
Tunelowo-pubelowo. Brzmi jak bajka chłopaków.
Ale to nie bajka, a jeśli już: nieczysta jakoś, nieproprete zupełnie, za to śmierdzi, że aż w tunelu czuć!
Thursday, 26 October 2017
Wednesday, 25 October 2017
w arlonie
Lapolis dwoi się i troi ostatnio, przed zmianą czasu jeszcze, by było co na koniec roku zapisać: tu złapią nowego Salama, tu kogoś, kto z nożem ganiał po Anessensie, tu wypiszą kilka mandatów i są sukcesy.
Lec rządzi i tak Ditru i Ditru. Nigdy się z tego nie wytłumaczą, gdzie byli, co robili, potrząsa głową, bo przecież nie włosiem, Roman. Ksenio, tyś młoda była, tam w Polsce B ówczesnej do szkolnictwa chadzałaś, ja po Polsce A kursowałem wte i we wte po wysokich sądach, ale Ana już na komisji robiła. Ana, pamiętasz, co to się działo?
Chodzi ci o ucieczkę Ditru z nyski? W Arlonie? W 2004 r.?
A jakże.
No tak. Straszliwe to w sumie było. Proces miał być koło Luksemburga, to pamiętam, jak prasa dzień i noc autostradą w lotniska waliła. Wydarzenie epokowe, można by rzec, gdyby nie przerażające okoliczności.
I tak się Belżik przejęła ta sławą okoliczności, światłami, zdjęciami, że jakoś zapomnieli o Ditru. Wywiad na prawo, wywiad na lewo, deszcz leje. Ditru rozejrzał się też wokół, że nikt nie pilnuje, tylko łapie swoje 5 minut sławy; więc hop! już go nie ma.
Lec rządzi i tak Ditru i Ditru. Nigdy się z tego nie wytłumaczą, gdzie byli, co robili, potrząsa głową, bo przecież nie włosiem, Roman. Ksenio, tyś młoda była, tam w Polsce B ówczesnej do szkolnictwa chadzałaś, ja po Polsce A kursowałem wte i we wte po wysokich sądach, ale Ana już na komisji robiła. Ana, pamiętasz, co to się działo?
Chodzi ci o ucieczkę Ditru z nyski? W Arlonie? W 2004 r.?
A jakże.
No tak. Straszliwe to w sumie było. Proces miał być koło Luksemburga, to pamiętam, jak prasa dzień i noc autostradą w lotniska waliła. Wydarzenie epokowe, można by rzec, gdyby nie przerażające okoliczności.
I tak się Belżik przejęła ta sławą okoliczności, światłami, zdjęciami, że jakoś zapomnieli o Ditru. Wywiad na prawo, wywiad na lewo, deszcz leje. Ditru rozejrzał się też wokół, że nikt nie pilnuje, tylko łapie swoje 5 minut sławy; więc hop! już go nie ma.
Bo lapolis zostawiła otwarte drzwi furgonetki.
Jak to? uciekł?
A tak. Sobie chyłkiem wychynął w Arlon z suki policyjnej i już był w ogródku, już witał się z gąską...
W Arlon? Arlonie? Biegał tam normalnie? Za granicę nawiał prawie?
Całkiem sporo ubiegł. Na szczęście w Belgii, bo to by był problem, jakby koło Ikei, co wtedy jeszcze zresztą na granicy z Luksemburgiem nie stała, ubiegł. Problem międzynarodowy by był.
Ale złapali, pytam zaniepokojona.
Tak. Ale cały świat znów się śmiał z lapolis, choć to wcale nie do śmiechu historia była. Ja z dala od Sanżila jeszcze wtedy byłam, ale swoje pamiętam, nikomu w Belżik wesoło nie było.
I nie sądziłam, że Ditru wróci.
A tu proszę. Niby go nie, zamknięty na fest, a jednak jest.
Jak to? uciekł?
A tak. Sobie chyłkiem wychynął w Arlon z suki policyjnej i już był w ogródku, już witał się z gąską...
W Arlon? Arlonie? Biegał tam normalnie? Za granicę nawiał prawie?
Całkiem sporo ubiegł. Na szczęście w Belgii, bo to by był problem, jakby koło Ikei, co wtedy jeszcze zresztą na granicy z Luksemburgiem nie stała, ubiegł. Problem międzynarodowy by był.
Ale złapali, pytam zaniepokojona.
Tak. Ale cały świat znów się śmiał z lapolis, choć to wcale nie do śmiechu historia była. Ja z dala od Sanżila jeszcze wtedy byłam, ale swoje pamiętam, nikomu w Belżik wesoło nie było.
I nie sądziłam, że Ditru wróci.
A tu proszę. Niby go nie, zamknięty na fest, a jednak jest.
Tuesday, 24 October 2017
balony
Już miałam o Ditru, bo jest o czym, a tu nagle fejs mnie zaskoczył widokiem Any Martin z rana.Taka niespodzianka, nie wiadomo do końca, czy miła.
Jak se stoi na czarno na Szumanie, a w ręce dzierży balon.
W czarnej kurcie i w koszulce wiadomo jakiej, tej z organami na biało, co teraz bije rekordy popularności za kanałem londyńskim, odkąd tam wyjechała na konferencję.
Co oznacza, kurtka znaczy się, że równo rok temu było zimniej, niż dzisiaj.
Za to równo szaro.
I mżaweczka taka sama. I koszulka na Anie, bo akurat ma odczytać przed kamerą w dialekcie, dlaczego trzeba na czarno.
Więc leci w deszczu na nagranie, tylko że nie do nieba, lecz w eter.
Nieustannie.
Tylko balonów brak na niebie.
Jak se stoi na czarno na Szumanie, a w ręce dzierży balon.
W czarnej kurcie i w koszulce wiadomo jakiej, tej z organami na biało, co teraz bije rekordy popularności za kanałem londyńskim, odkąd tam wyjechała na konferencję.
Co oznacza, kurtka znaczy się, że równo rok temu było zimniej, niż dzisiaj.
Za to równo szaro.
I mżaweczka taka sama. I koszulka na Anie, bo akurat ma odczytać przed kamerą w dialekcie, dlaczego trzeba na czarno.
Więc leci w deszczu na nagranie, tylko że nie do nieba, lecz w eter.
Nieustannie.
Tylko balonów brak na niebie.
Monday, 23 October 2017
ditru
Słuchajcie moi mili, koniec października, a ja oczom swoim nie wierzę. Bo dopiero co pisałam o pomyłkach spermowych, wczoraj w Brukseni odwiedziłam protesty przeciwko błędom lekarskim, a nie myśl sobie Roman czy Ano Martin jedna, to aż 20 tysiaków w Belgii, ho ho; potem doszło, że stanie tek, czyli autobusy TEC, czyly jeździć nie będzie jak do pracy pod Bruksenię i w okoliczności.
A dziś z rana, zimnego już, bo lato się ostatecznie skończyło - aż mnie zmroziło, choć takiej zimy to aż nie ma, mimo że narzekający Polacy z Sanżila oczywiście już w lamenta uderzyli - nie no, tegom to się nie spodziewała.
Patrz bowiem Roman na tego tu, i pomyśl sobie, co z nim chcą zrobić.
Kto to?
Ten tu?
Hmm.
Nie no, ten zbrodniarz?
Ano. Ditru.
Tak piszą, a raczej czytają. Piszą: Dutroux.
A co o nim.Właśnie to, co mnie zmroziło. Bo już dialektem na tyle władam, że rozumiem. Rozumiem, że znalazł się adwokat, który będzie wnosiło jego zwolnienie z więzienia po badaniach psychiatrycznych.
Co? Narodowego więźnia numer 1, numero uno, znienawidzonego chyba bardziej niż Salamalejkum, chcą zwolnić przedterminowo?
No znalazł się taki jeden, co będzie teraz karierę na tym robił.
Nie wiedzą już, na czym wypłynąć, ci adwokaci, doprawdy.
Nie myślą, co to oznacza, ot co. Kasa kasa i kasa.
Co to na to naród?
Wieść dopiero gruchnęła. Jutro opis dam, jak przetrawię, obiecuję!
No to jesień gorąca jednak, choć zimna już.
Ciekawe, co jutro się pojawi. Aż się boją lesłara czy libra.
A dziś z rana, zimnego już, bo lato się ostatecznie skończyło - aż mnie zmroziło, choć takiej zimy to aż nie ma, mimo że narzekający Polacy z Sanżila oczywiście już w lamenta uderzyli - nie no, tegom to się nie spodziewała.
Patrz bowiem Roman na tego tu, i pomyśl sobie, co z nim chcą zrobić.
Kto to?
Ten tu?
Hmm.
Nie no, ten zbrodniarz?
Ano. Ditru.
Tak piszą, a raczej czytają. Piszą: Dutroux.
A co o nim.Właśnie to, co mnie zmroziło. Bo już dialektem na tyle władam, że rozumiem. Rozumiem, że znalazł się adwokat, który będzie wnosiło jego zwolnienie z więzienia po badaniach psychiatrycznych.
Co? Narodowego więźnia numer 1, numero uno, znienawidzonego chyba bardziej niż Salamalejkum, chcą zwolnić przedterminowo?
No znalazł się taki jeden, co będzie teraz karierę na tym robił.
Nie wiedzą już, na czym wypłynąć, ci adwokaci, doprawdy.
Nie myślą, co to oznacza, ot co. Kasa kasa i kasa.
Co to na to naród?
Wieść dopiero gruchnęła. Jutro opis dam, jak przetrawię, obiecuję!
No to jesień gorąca jednak, choć zimna już.
Ciekawe, co jutro się pojawi. Aż się boją lesłara czy libra.
Thursday, 19 October 2017
dna - adn
Po tym wszystkim, przez co ostatnio przeszły Sanżil i okoliczności - terroryści, rozmowy o ojtanazjach, marsze w sprawie kobiet, czarne protesty, protesty wszelkie inne, strajki - tego nam tylko brakowało w sumie - afery ze spermą.
Czego, że przeproszę bardzo, krztuszę się wytwornym rogalem od samego Pola, Paula w pisowni, co to je jednak zdecydowanie lepsze robi, rogale, znaczy się, niż większość emi-imi piekarzy z Madu, Sanżosa czyly, gdzie właśnie z Aną przebywamy, szykując się z takimi różnymi światowymi kobietami do podsumowania takiego jednego światowego marszu.
Przyznaję się do tej wyższości kultury francuskiej w tym względzie całkowicie bez bicia. Najlepsze krłasanty są z Francji i tyle.
Maślane. Dobrze się kruszą, co się nazywa rozpływaniem w ustach w języku reklamy.
Afery ze spermą, powtarza Ana Martin, a mi wpada do gardła kolejny polowy okruszek.
Wiedziałam, że tak to się musi skończyć. W końcu za miedzą, w Holandii, gdzie dialekt ten sam, co na Sanżilu, tylko to ten drugi, nie od krłasantów, ale boterhamów, już od lat prasa i inne media społecznościowe i starego rodzaju huczą o oszustwach, do jakich doszło przy sztucznych zapłodnieniach od dawców w bankach spermy. O licznych siostrach i bratach lub braciach, porozrzucanych po całym kraju i nieznających się nawzajem. O tych, co myślą, że są siostrami i bratami czy braćmi, a nimi nie są, o czym nie dowiedzieli się nie tylko od swoich rodziców, co nawet nimi nie są biologicznie, ale i od tych, co zarządzają bankami.
Albo dowiedzieli, co gorsza, od tych, co im się wydawało, że na ulicy widzieli ich klona jakby, a ci nie wierzyli. Póki sami nie zobaczyli
O poszukiwaniach bez końca.
O tragediach.
I o tym Ksenio moja, zaczyna się mówić w Belgii. Lalibr donosi z rana, że są już 2 przypadki udowodnienia oszustwa. I połączenia ze sobą sióstr i bratów przyrodnich, braci też.
Ale , moja Ksenio, to i tak nic w porównaniu z prawdziwym wymiarem tej sprwy. Mianowicie, że ludzie chcą wiedzieć, kim są, a tak naprawdę - każdy i każda teraz może się dziwić i zacząć szukać.
Gdzie czyly?
W międzynarodowych bazach DNA-, deena, zwanego w dialekcie od krłasantów ADN, adeenem. Potem wynajmuje się detektywów, potem się dziwi, potem płacze.
W końcu sąd. Ale że w Belgii to nowość - jeszcze nie wiadomo, co gdzie kiedy.
Jakby jesień gorąca nie wystarczyła, która się zresztą dziś kończy, to jeszcze zima.
I lato.
Lata całe wręcz, moja Ksenio.
Nie ma ucieczki od prawdy, moja Ksenio. W tym najgorszej.
Czego, że przeproszę bardzo, krztuszę się wytwornym rogalem od samego Pola, Paula w pisowni, co to je jednak zdecydowanie lepsze robi, rogale, znaczy się, niż większość emi-imi piekarzy z Madu, Sanżosa czyly, gdzie właśnie z Aną przebywamy, szykując się z takimi różnymi światowymi kobietami do podsumowania takiego jednego światowego marszu.
Przyznaję się do tej wyższości kultury francuskiej w tym względzie całkowicie bez bicia. Najlepsze krłasanty są z Francji i tyle.
Maślane. Dobrze się kruszą, co się nazywa rozpływaniem w ustach w języku reklamy.
Afery ze spermą, powtarza Ana Martin, a mi wpada do gardła kolejny polowy okruszek.
Wiedziałam, że tak to się musi skończyć. W końcu za miedzą, w Holandii, gdzie dialekt ten sam, co na Sanżilu, tylko to ten drugi, nie od krłasantów, ale boterhamów, już od lat prasa i inne media społecznościowe i starego rodzaju huczą o oszustwach, do jakich doszło przy sztucznych zapłodnieniach od dawców w bankach spermy. O licznych siostrach i bratach lub braciach, porozrzucanych po całym kraju i nieznających się nawzajem. O tych, co myślą, że są siostrami i bratami czy braćmi, a nimi nie są, o czym nie dowiedzieli się nie tylko od swoich rodziców, co nawet nimi nie są biologicznie, ale i od tych, co zarządzają bankami.
Albo dowiedzieli, co gorsza, od tych, co im się wydawało, że na ulicy widzieli ich klona jakby, a ci nie wierzyli. Póki sami nie zobaczyli
O poszukiwaniach bez końca.
O tragediach.
I o tym Ksenio moja, zaczyna się mówić w Belgii. Lalibr donosi z rana, że są już 2 przypadki udowodnienia oszustwa. I połączenia ze sobą sióstr i bratów przyrodnich, braci też.
Ale , moja Ksenio, to i tak nic w porównaniu z prawdziwym wymiarem tej sprwy. Mianowicie, że ludzie chcą wiedzieć, kim są, a tak naprawdę - każdy i każda teraz może się dziwić i zacząć szukać.
Gdzie czyly?
W międzynarodowych bazach DNA-, deena, zwanego w dialekcie od krłasantów ADN, adeenem. Potem wynajmuje się detektywów, potem się dziwi, potem płacze.
W końcu sąd. Ale że w Belgii to nowość - jeszcze nie wiadomo, co gdzie kiedy.
Jakby jesień gorąca nie wystarczyła, która się zresztą dziś kończy, to jeszcze zima.
I lato.
Lata całe wręcz, moja Ksenio.
Nie ma ucieczki od prawdy, moja Ksenio. W tym najgorszej.
Wednesday, 18 October 2017
czerwone
Kto z rana wczoraj wyjrzał za okno - ta się zdziwiła i ten też. W niebo trza było patrzeć, w niebo. Bo na nim cuda się działy.
Co niby, dziwi się nieco spóźniony, bo dzień po całości wydarzeń, Roman. Nic dziwnego, że się dziwi - gdy wypadało zerkać w górę, on już zasiadał na wysokiej komisji, a wcześniej sunął se stibem w tunelu. Na Malbek zresztą, bez komentarza zresztą, co to za stacja, sami znacie.
Jak było, Ksenio? Bo według mnie szaro było, choć słońce miało dawać czadu, jak przez wszystkie ostatnie dni, choć według tradycjnie narzekających polskich Sanżilaków pada w tej Belgii tylko i pada?
Otóż ani nie padało, ani nie świeciło, oznajmia Ana Martin. Na niebie znalazła się natomiast wielgachna czerwona kula.
Czerowne słońce mamusiu? Co to? Naprawdę? chcą wiedzieć chłopaki. Czy możesz nam to pokazać na swoim telefonie lub na komputerze, a jak nie czerwoną kulę - to bajkę przynajmniej?
Pokażę wam zdjęcie, które sama zrobiłam, znad prania, co to jem wieszała około 9 i nagle mnie olśniło, choć nie słońce, tylko myśl w głowie, że coś się tu nie zgadza. Podniosłam se głowę w stronę Uklów - a tam na szarym tle wisi czerwone. Kuliste. To coś.
Ano, ja to się bałam nawet, przyznaję dziś otwarcie, jak żeśmy już wszyscy sprawdzili, że czerwone na powrót stało się żółtym. Jak koniec świata to wyglądało, że się klnę jak bumcykcyk, ni mniej, ni więcej.
Nawet żem do matuli nadała wiadomość, że niech się szykują na cuda. Matule i ojce nie wiedzieli, o czym ja gadam, bo w Łapach nic podobnego nie widzieli, tylko dodali, że koniec świata to oni mają od dawna w Polsce D, a na zachodzie i tak inaczej i że niech tu sobie siedzę lepiej i nie wydziwiam, bo w Polsce to dopiero koniec świata zobaczę.
Patrzcie dziewczyny, znalazłem. I żałuję, że w niebo nie patrzyłem, tylko w telefon w tunelu, a potem w papióry cały dzień. Wspaniałe!
Wspaniałe i straszne, przyznaj. Krwiste!
Nieco może, ale łatwo to wytłumaczyć. Meteobelżik donosi. Huragan nad Irlandią, burza piaskowa w Afryce, pożary w Portugalii. Wzięło się to wszystko zmieszało w atmosferze i zawisło nad nami, bo Sanżil i okoliczności wydatnie pomogły wilgotnym powietrzem.
Wot i cała tajemnica.
Żadnych cudów.
Mądry po szkodzie, to niech se gada.
I tak to mężczyzna objaśnił nam świat!
Co niby, dziwi się nieco spóźniony, bo dzień po całości wydarzeń, Roman. Nic dziwnego, że się dziwi - gdy wypadało zerkać w górę, on już zasiadał na wysokiej komisji, a wcześniej sunął se stibem w tunelu. Na Malbek zresztą, bez komentarza zresztą, co to za stacja, sami znacie.
Jak było, Ksenio? Bo według mnie szaro było, choć słońce miało dawać czadu, jak przez wszystkie ostatnie dni, choć według tradycjnie narzekających polskich Sanżilaków pada w tej Belgii tylko i pada?
Otóż ani nie padało, ani nie świeciło, oznajmia Ana Martin. Na niebie znalazła się natomiast wielgachna czerwona kula.
Czerowne słońce mamusiu? Co to? Naprawdę? chcą wiedzieć chłopaki. Czy możesz nam to pokazać na swoim telefonie lub na komputerze, a jak nie czerwoną kulę - to bajkę przynajmniej?
Pokażę wam zdjęcie, które sama zrobiłam, znad prania, co to jem wieszała około 9 i nagle mnie olśniło, choć nie słońce, tylko myśl w głowie, że coś się tu nie zgadza. Podniosłam se głowę w stronę Uklów - a tam na szarym tle wisi czerwone. Kuliste. To coś.
Ano, ja to się bałam nawet, przyznaję dziś otwarcie, jak żeśmy już wszyscy sprawdzili, że czerwone na powrót stało się żółtym. Jak koniec świata to wyglądało, że się klnę jak bumcykcyk, ni mniej, ni więcej.
Nawet żem do matuli nadała wiadomość, że niech się szykują na cuda. Matule i ojce nie wiedzieli, o czym ja gadam, bo w Łapach nic podobnego nie widzieli, tylko dodali, że koniec świata to oni mają od dawna w Polsce D, a na zachodzie i tak inaczej i że niech tu sobie siedzę lepiej i nie wydziwiam, bo w Polsce to dopiero koniec świata zobaczę.
Patrzcie dziewczyny, znalazłem. I żałuję, że w niebo nie patrzyłem, tylko w telefon w tunelu, a potem w papióry cały dzień. Wspaniałe!
Wspaniałe i straszne, przyznaj. Krwiste!
Nieco może, ale łatwo to wytłumaczyć. Meteobelżik donosi. Huragan nad Irlandią, burza piaskowa w Afryce, pożary w Portugalii. Wzięło się to wszystko zmieszało w atmosferze i zawisło nad nami, bo Sanżil i okoliczności wydatnie pomogły wilgotnym powietrzem.
Wot i cała tajemnica.
Żadnych cudów.
Mądry po szkodzie, to niech se gada.
I tak to mężczyzna objaśnił nam świat!
Tuesday, 17 October 2017
prafko
Pewne rzeczy się nie zmieniają, z niezmiennym zadowoleniem powtarza od rana Roman. Jak ty, Ana, dodaje złośliwie, czyly czepia się jej z rana, jakby z rana Ana tylko na to czekała.
Bo co?
Bo prafko powraca. Nie zmieniłaś dotąd polskiego, że przypomnę.
A po co miałam je zmieniać, niezmiennie powtarza Ana. Polskie mam na 100 lat choćby, a belż by było na 10 lat. Do tego na pewniaka pogorszy mi się wzrok, więc kolejny kłopot. A tak to sobie założę okulary sama, jak uznam, że trza, a urzędom nic do tego.
Ty przykładowo Roman zmieniłeś i niewiele dobrego z tego wynikło, dla naszego domostwa oczywiście, bo dla Sanżila zawsze to jakiś zarobek, to coś zapłacił, chyba że to Bruksenia zarabia, a może i okoliczności krajowe. na tych wymianach znaczy się. Praw.
Ejże Roman, bo ja cię skarcę poza tym. Zarzucasz mi, żem prafka nie wymieniła, a tymczasem ja widzę, że i tak jestem mocno do przodu w stosunku do większości le- i labelż, a zwłaszcza tych uprawnionych do prafka. Bo oto okazuje się, że w kieszeniach i portfelach tylko u 1 na 4 to taka jakby karta bankowa, czyli coś takiego, co mi w Polsce A wtedy wydali 20 lat temu.
Co ty mówisz, naprawdę? zaciekawiam się. Nie, by to mnie tyczyło się w grupie docelowej jakiejkolwiek, bom nieprafkowa, ale zawsze to ciekawe, jak Polska, choćby D, wyprzedza, Belgię - pod względem praw jednak A.
Prawek tymczasem nie! Małe zwycięstwo, ale zawsze.
Tak. Na Sanżilu i w okolicznościach rządzi papier. Większość tubylców wylegimitywuje się przed polis, jakby co, różowym papierkiem.
Cyfrowo na 6 milionów prawek daje to tylko 2,2 miliona plastików. Kosztujących - w zależności od gminkokomuny - od 20 do 35 ojro. Co to jest ciekawe i może być przyczyną opóźnionej wymiany.
Bo a przeprowadzkę czekają, w tańsze miejsca?
Otóż to - być może.
Albo olewają - być może.
Albo nie wiedzą - być może. Bo tak naprawdę dowiadują sie o tym tylko ci, którzy z jakiegoś powodu muszą dokonać wymiany i wtedy okazuje się, że oto ich oczom objawia się plastik, a nie różowe. No, trochę różowawe, okej.
Bo slabo im to zarabianie idzie w Belgii w sumie. Mimo że jakieś tam wnioski lud składa. W 2016 r. - 30 tysiaków i 5 sztuk. Do 2033 r. wszyscy powinni mieć nowe, oznajmia dumnie minister.
To ja już wtedy nie będę i tak jeździć, z moimi plecami.
A ja się nauczę!
Bo co?
Bo prafko powraca. Nie zmieniłaś dotąd polskiego, że przypomnę.
A po co miałam je zmieniać, niezmiennie powtarza Ana. Polskie mam na 100 lat choćby, a belż by było na 10 lat. Do tego na pewniaka pogorszy mi się wzrok, więc kolejny kłopot. A tak to sobie założę okulary sama, jak uznam, że trza, a urzędom nic do tego.
Ty przykładowo Roman zmieniłeś i niewiele dobrego z tego wynikło, dla naszego domostwa oczywiście, bo dla Sanżila zawsze to jakiś zarobek, to coś zapłacił, chyba że to Bruksenia zarabia, a może i okoliczności krajowe. na tych wymianach znaczy się. Praw.
Ejże Roman, bo ja cię skarcę poza tym. Zarzucasz mi, żem prafka nie wymieniła, a tymczasem ja widzę, że i tak jestem mocno do przodu w stosunku do większości le- i labelż, a zwłaszcza tych uprawnionych do prafka. Bo oto okazuje się, że w kieszeniach i portfelach tylko u 1 na 4 to taka jakby karta bankowa, czyli coś takiego, co mi w Polsce A wtedy wydali 20 lat temu.
Co ty mówisz, naprawdę? zaciekawiam się. Nie, by to mnie tyczyło się w grupie docelowej jakiejkolwiek, bom nieprafkowa, ale zawsze to ciekawe, jak Polska, choćby D, wyprzedza, Belgię - pod względem praw jednak A.
Prawek tymczasem nie! Małe zwycięstwo, ale zawsze.
Tak. Na Sanżilu i w okolicznościach rządzi papier. Większość tubylców wylegimitywuje się przed polis, jakby co, różowym papierkiem.
Cyfrowo na 6 milionów prawek daje to tylko 2,2 miliona plastików. Kosztujących - w zależności od gminkokomuny - od 20 do 35 ojro. Co to jest ciekawe i może być przyczyną opóźnionej wymiany.
Bo a przeprowadzkę czekają, w tańsze miejsca?
Otóż to - być może.
Albo olewają - być może.
Albo nie wiedzą - być może. Bo tak naprawdę dowiadują sie o tym tylko ci, którzy z jakiegoś powodu muszą dokonać wymiany i wtedy okazuje się, że oto ich oczom objawia się plastik, a nie różowe. No, trochę różowawe, okej.
Bo slabo im to zarabianie idzie w Belgii w sumie. Mimo że jakieś tam wnioski lud składa. W 2016 r. - 30 tysiaków i 5 sztuk. Do 2033 r. wszyscy powinni mieć nowe, oznajmia dumnie minister.
To ja już wtedy nie będę i tak jeździć, z moimi plecami.
A ja się nauczę!
Subscribe to:
Posts (Atom)