Tuesday, 6 March 2018

149 minut

Oczywiście można by się cieszyć, że tak to nie świeciło nam na niebie od 41 lat.
Jakich 41, doczytuje przez ramię Roman. 43, droga Kseniu. Tyle, ile zim mi stuknęło.  Od 1975. To już nie 2016 r. heloł! 
Radujemy się ze wszech miar z rekordu 43-lecia, ale jakże by było fajnie, jakby na Sanżilu lub w okolicznościach padła okrągła 150?
Narzekasz, jak w Polsce D na olimpijczyków, nie przymierzając, krzywi się Roman. Albo lepolone w Brukseni na pogodę. Zawsze źle.
Ja i tak nic nie rozumiem, obwieszcza Ana. Jaka 150? A pogoda to wyłącznie dobra teraz chyba? Czy też niedowidzę już?
Dobra dobra, ale czy zawsze nie może być lepsza, pytam wręcz filozoficznie? Tak by do 150 dociągnąć?
Kseni rozchodzi się o to, że w lutym, czyli zaledwie kilka dni temu, słońce świeciło tyle, że najstarsi Sanżilacy się dziwili - nie widzieli takiego światła od 43 lat. 
Czyly łącznie149 godzin i 28 minut.
Ale ja chcę 150 minut! małpuję Iwonka. Ja chcę! Bo zabrakło 32 minut.
To mało słońca ci? dziwi się Ana Martin. Przecież tu dodają, że te tysiące minut to 14 razy więcej, niż w grudniu. Który podobno był wyjątkowo ciemny. O czym też donosi większość napotkanych lepolone, oprócz Rity i Fjotra może.
Serio? W lutym 149 godzin, a w grudniu i styczniu - mierzonych razem! - zaledwie 37,5 godziny! Jak to możliwe, że nie zauważyłem?
W biurze siedziałeś, to i nie widziałeś. A my widzieliśmy, ale to nic, trudno, taki kraj, takie życie, a nie najgorsze ci ono doprawdy. Co tak smęcisz więc Ksenio?
Przecie ten nasz luty obuty niepodkuty to drugi najjaśniejszy luty od 1901 r.! Cieszyć się! Przecież mogliśmy tego nie dożyć! Szczególnie, jak się na lodzie piątkowym wywinęło orła na rowerze! I wspominając dzień 22, z 2016 r. - a tu donoszą, że na Molenebeku ujęli ośmiu nowych od zamachów. Nieudanych, ale strach w miasto poszedł.
To co, mało dobrego?
Dodajmy, że zimno było wyjątkowo do tego. Niecały stopień, dokładnie zero przecinek osiem na plusiku małym. A normalnie mamy czy z siódemka na plusie też.
Elsenborn najzimniejszy! - 18 na koniec lutego, 28.
I na tym zakończmy temat pogody na tę zimę. 
No dobraaa. Pogodzę się z pogodą. 

Monday, 5 March 2018

matyjas

Włączyła se Ana na ekranie film. A co mam robić, broni się, umęczonam porankiem samotnej, dwóch na jedną, tak to wyglądało, w końcu jedna - czyly ja- wygrała, autorytet matczyny jakoś działa, ale łatwo nie było, oj nie.
Więc teraz odpoczywam.
Dla odpoczynku najlepsze coś z Sanżila i okoliczności.
Czyli film wspierany przez Flandrię, bo Walonii w tym zakresie idzie zdecydowanie gorzej, choć już się podobno budzą i będzie lepiej.
Czyly więej filmów.
Póki co - Flandria.
Bez sław się nie obędzie.
Czyly Matyjas.
Kto Ano?
Matthias Schoanaerts. Spisz se Ksenio.
Ach, ten piękny.
No jakby, co Roman?
Piękny wam on? skrzywiłby się Roman pewnikiem. Ale go tu nie ma, heloł Ana, zwidy masz z tego pojedynku z chłopakami! Toż to on szusuje.
Fakt. Wyjechał se i zostawił nas. Z Matyjasem - tyle dobrego.
Nie piękny może on, ale fajowy.
Roman czy Matyjas?
Obaj. No co, no co, broni się Ana. Zmęczonam, to patrzę se przynajmniej.
I słucham.
Ana, czy mi się dobrze wydawało, że oni tu powiedzieli: Poloń? wołam wnet.
Serio, no co ty Ksenio?  Przewiń!
Ano fakt, Poloń! A film belż, pokaż?
Belż no a jak, ultrabelż wręcz.
A widzisz, nie. Jest koprodukcja!
Co to znaczy?
Że w jakiś sposób, ten czy inny, w filmie padnie słowo Polska. Poloń. Polent.
Ale po co?
Bo Polska sypie groszem, centami wręcz, więc wymaga. Jak to w koprodukcji.
Polska D?
To była jeszcze pewnie Polska A lub B.
I na Matyjasa sypnęła?
Widocznie. Ale cicho, posłuchajmy, znów mówią o Poloń. A wręcz - le polone.
I co ci polone robią?
Oj, niedobrzy są. Złe interesy robią.
Z pięknym?
Z pięknym.
To piękny może być zły?
Czekaj, czekaj, oglądamy. Jeszcze się wszystko dobrze skończy, zobaczysz!

Thursday, 1 March 2018

perturbation

Marzec, teoretycznie wiosna, kalendarzowa, bo nie astronomiczna przecież, heloł, to co, nikt tu już nie pamięta na Sanżilu czy w okolicznościach, kiedy to w Polsce D, niegdyś A B i C, topiło się tę, no jak jej tam, Marzenę? Co to ma być, jak mawia Iwonek, naprawdę myślicie, że Marzena to już tylko u fryzjera została na szyldzie, bo naprawdę jest Mariolą?
Marzanna, Ksenio. Marzanna. Faktycznie, dziś by nie popłynęła daleko. Lód na rzekach, lód na ulicach i lud też zaraz zapewne zresztą, w końcu 8 marca za pasem, haka już opanowana zresztą?  Ale o tym jeszcze będzie mowa.
Na razie o lodzie. 
Na rosole mamy lód mamusiu, na balkonie, pamiętasz?
Pamiętam.
Perturbasjon fransez, czytam na meteobelżik. Po prostu. I wszystko jasne.
Co Ksenio?
W pogodzie rządzi perturbasjon fransez. A w polityce - anglez. Tak bym to opisał opisowo, tak to zapowiada lesłar przynajmniej.
Perturbations, tak się to zapisuje.
Bo oto okazuje się, jakby wichury i wiatru marcowego było mało doprawdy, co to nam z rana głów o mało nie pourywał - to jeszcze szykują się liczne perturbations breksytowe. Mianowicie: Belgia, a tym samym wszyscy la i lebelż, stoi na czwórce, miejscu czwartym, jesli chodzi o negatywny wpływ breksytu.  Najgorzej - Flandria.
Gospodarka, panie?
W skali kraju oznacza to straty dla wywózki samochodów (14% produkcji płynie za kanał), chemii i leków (20%). 80% z tych to rzeczy produkowanych jest we Flandrii.
Więc ucierpią.
Ha, i co dalej?
Jest jeszcze import. I tu znów Flandria pobiera 87% całości płynącej zza kanału.
A Walonia?
Podobno ucierpi mniej, ale kto tam wie. Najgorzej wyjdzie drewno, kamienie i szkła; Brukseni gorzej będzie też, w samochodach i skórze.
Co można zrobić?
Nic. Szukać nowych rynków. A tak w ogóle - przeczekać perturbations. Fransez czy anglez - jedno i to samo.
Miną, jak wszystko. Wywieje je i tyle je widziano.
W łykend - będzie ciepło.
Bo to wiosna mamusiu!

Wednesday, 28 February 2018

na sklep

Przyjdę jutro do was na sklep znów, zapowiada różowa czapka. De tut fason teściowa przyjeżdża i jeszcze nie wie, że jej dzieci zostawiamy, ale jutro ją tu do was wezmę, by zobaczyła.
Ale co.
De tut fason sklep. A ten sok alowera macie? Alewera, no jak to się nazywa?
Aloewera. Tak jest, ale tyle towaru mamy, żem nie miała gdzie wystawić. Dać?
Sawa, sawa. Wezmę, mam ochotę się napić. Dwa. Zaszaleję sobie dziś. Teściowa przyjeżdża, mówiłam?
Ale dacie jej pieniądze za to?
Pół na pół. Z Jankiem jedzie, tym wąsatym z Sanżila. Tam go w sklepie spotkałam i spytałam, a on, że sawa, nie ma problemu. Znacie go.
Taki stary?
Nie, taki z wąsami.
Nie, to chyba jakiś inny Janek.
Aha, jeszcze płaty te no…śledziowe. Macie?
Mamy.
To ze czy, by było. Albo nie, nawet cztery. Albo i pięć. Albo nie, zostaw sobie, bo czy to jeszcze komuś sprzedasz, a tak dwa to już nie, nie ma problemu, bym ja mniej wzięła.
Zut! Torba.
Tu ci wsadzić?
Tu, jak się zmieści. Jezu, bliżej wakacji, to już tyle nie trzeba będzie nosić.
A dziś wieczorem gdzieś idziecie?
Nie wiem jeszcze, bo teściowa przyjeżdża, mówiłam wam. Może razem z nią usiądziemy i się napijemy po prostu, a wy?
Jeszcze nie wiem też.
Bo się ładnie ubrałaś, że hej Andżela, to co?
No nic.
Opowiesz?
Przyjdź jutro na sklep, to opowiem.

Tuesday, 27 February 2018

worteks

Ani chybi, słowo roku się kroi. a lutego, to już na bumcykcyk stoprocent i w ogóle.
Worteks, nie ma dwóch zdań, ani czech. Kto nie słyszał - to trąba.
Trąbią o wortkesie, jak Sanżil, Bruksenia i okoliczności długie i szerokie.
Zaczęło się od pogody. Jak zawsze.
Nie ma dwóch zdań, jest minus. I to nawet piętnastka. No i co. Bo zima jest, heloł! Worteks zwykły, mówiłam! Wir tak w ogóle. Zawirowanie. Zimowe.
Idzie luty, podkuj buty! Przysłowia mądrością! Było starszych słuchać.
Ale jak, skoro ojce i matki daleko.
I dobrze, wyrywa się Anie.
A z worteksem takim tymczasem - każdy radzi se, jak daje radę. Lub nie. Nie radzi, znaczy się.
Na ten przykład, ta z Gejowej - odradza Anie jazdę na rowerze, mimo że strajk i by wypadało. Co ty Ana, tak do słuchawki - osiem na minusie ma być! Zapalenie płuc jak nic.
To ubierz się przynajmniej. Lub bynajmniej? nie wiem, co mówiła, ale mądra, doktora, to i pewnie wie, co..
Dzięki mamo, wyrwało się Anie.
Gejowska się zaśmiała i zapowiedziała, że ona metrem, owszem, mimo strajku spróbuje.
Tak, można wyjść na takie zimno i się przeżywa, napisała z kolei po sąsiedzku Eszetcezet. Z tonu wpisu Ana wnet wnikliwie wywnioskowała na to, że też ktoś się dopytywał, jak se radzi. W worteksie tym całym, co tu nam zamieszał, zawirował i nie odleciał bynajmniej.
Pociesza to, że wpis na fejsie w angielskim, czyly może nie tylko Sanżilaki nadają na pogodę.
Która piękna, ale zimna. Worteks, wiadomo. Więc znów źle.
Przecież do kresza nie przefrunie Eszetek mały, chyba że, co? Tłumaczyć się jednak matka musi, że na zimno daje dzieciarnię.
To tak jak my przecie, raduję się. Deszcze nie deszcz, światło nie światło prosto w oczy, jak mawia Groch, śnieg nie śnieg, mróz nie mróz - punkt ósma siedem jakieś odbywamy rowerowy wyjazd do szkoły. Nie ma lekko.
Ale przecież nie przefruniemy, heloł!
Więc Iwonek nieco pojęczy, że zimno w rączki, Groch zażąda w końcu rękawiczek - ale inaczej, niż pieszo się nie da. Jak od wieków! Nawet na Sanżilu i w okolicznościach - zima jest!
Nie rozumiem tego narodowego zdziwienia a la belż zupełnie. Toż było buty podkuć, przysłowia ostrzegały!
Worteks .
Bynajmniej pięknie brzmi. Zagranicznie. Tajemniczo. Jak poezja wprost. Pasuje na słowo roku, że hej. A lutego - to już na pewno.
A to wir zwykły tymczasem.
Też się zdziwiłam i oklapłam, znam to uczucie. Gdzie wir, gdzie worteks w końcu.

Monday, 26 February 2018

nuda

Mamusiu, rubię Izraer.
Co synku?
Ten kraj rubię. Izraer. W Belgii mi się już nudzi. Tam jest fajnie, basen jest i można chodzi po chłopaków, tak sobie do drzwi pukać po prostu do nich, i są rekiny i delfiny, a nawet wielbłady, fajnie jest, a w Brukseni nie jest. Czy możemy teraz mieszkać w Izraeru?
Nie możemy synku niestety.
A dlaczego? Bo nie znamy języka czy dlatego, że tu jest moja szkoła? To się nie martw mamusiu, wystarczy, że powiesz, że ja już nie będę chodził do ekol numero trła i już.
Pani by była smutna, synku.
Oj nie byłaby by, ona też ma takie włosy, jak w Izraeru widziałem na dziewczynkach, może by mogła z nami pojechać. Czy madam Pat mówi po izraersku?
Chyba nie synku.
Ojej, to szkoda faktycznie. A może by się mogła szybko nauczyć, w tej szkole, co jest koło Berkendala i mówiłaś, że tam uczą właśnie mówić w tym języku, jak on się nazywa, arabski zresztą? Ta szkoła, co tam panowie jej pilnują z karabinami. Ten język, no powiedz?
Hebrajski synku.
Aha, ale ma też inne litery, prawda? To ja bym chciał je znać, piękne są, zresztą je odrysowałem i posypałem brokatem w miniklubie, pamiętasz?
Pamiętam.
A czy ja mógłbym w środę nie chodzić do mojej garderi, tylko do tej szkoły? Uczyć się tego harabskiego?
Chyba nie.
Dlaczego?
Ciężko wytłumaczyć, ale coś mi się wydaje, że chyba byś tam nie mógł chodzić.
No ale dlaczego?
Bo oni tam chcą, by tam chodziły dzieci z Izraera. I ich pilnują karabinami właśnie.
To te dzieci codziennie przyjeżdżają do szkoły z Izraera? Jak to? Chyba samolotem? To przecież bardzo daleko! Przecież lecieliśmy osiemdziesiąt godzin albo sto minut!
Nie, nie przyjeżdżają z Izraera, ale jakby chciały - to by łatwo mogły zamieszkać w Izraeru.
Jak też tak chcę! A my nie? Poproś panów!
No jakoś nie.
Ale dlaczego?
Synku, to skomplikowane. Ale obiecuję ci, że jeszcze tam pojedziemy.
To dobrze, bo ja tak rubię Izraer!

Thursday, 22 February 2018

zbir

Ana Martin twierdzi odgórnie, że finansowo to już nas niewiele co zszokuje na Sanżilu i okolicznościach, ale ja uparcie twierdzę inaczej, że szukajmy, a znajdziemy, i oto proszę, mam dowód, wystarczyło otworzyć z rana lalibra i samo wskoczyło w oko.
Trzysta tysiaków za rok. Czysta, tak, dla Krakowa i innych okoliczności Roman. 300000, dla tych, co im imponują zera.
Co czysta?
Tysięcy. To pensja. Roczna. W tym wat. Vat. VAT, a nawet TVA, jakbyście już byli tak brukseńscy, co poniektórzy, i lepiej wam szło rozumienie takiej polszczyzny matczyzny, jak ta moja, udziwniona a la Ana, ale ona jest większą dziwaczką, mówię wam no normalnie, dziwoląg i niejadek jeden, i wracam już do tematu.
Więc tak, owszem, padło info, że jeden pan, na kontrakcie legalu, zarabia se w Brukseni 300000 tewea compriz. I jest to specjalista od długów, żeby nie było.
Czy ja dobrze słyszę?
Dobrze Roman słyszysz. Specjalista, zwany także czasami swojsko ekspertem, zgarnia od miasta, a może bardziej regionu, 300000 rocznie. Tewea kompriz.
Kto to?
Już spieszę donieść, donosi spiesznie i usłużnie Ana. A więc ponad 20 lat temu Bruksenia uznała, że czeba kogoś, kto by ściągał długi z 19 gmino-komun. Ustalili, że będzie to sbir, na nasze: zbir.
Srib Ano, tu widzę.
Niech będzie jednak zbir, i rymuje się, i pasuje, czego więcej trzeba.
W 2003 r. zbir uznał, że zatrudnią se jakiegoś andepądą. Wiadomo, nie jakąś, ekspert to ekspert, a nie ekspertka jakaś, nawet w przededniu dnia kobiet. Bez przetargu. Tak na szybko znaleźli, chętni pewniakiem byli. Zatrudnili.
I płacą tyle?
Płacą.
Za co? Za odbieranie długów? Z tych długów?
To jest najlepsze w całej historii. Budżet zbira wynosi 500 tysiaków rocznie. Dwie osoby przez niego czy w nim zatrudnione - zarabiają te 500 tysiaków właśnie.
I nikt się nie burzy? A długi co?
Na razie wyjaśniono tylko, że to żadne czysta tysiaków, halo, co za oskarżenia, ale wy jesteście; to przecież tylko 250, bo tewea można odzyskać. Heloł! Gospodarni jesteśmy heloł?
Naród belż co na to?
Jeszcze nie wie tak naprawdę. Sprawa dopiero wypłynęła. Wyjaśnień brak. Szok jest. Niezgoda jest.
I zbir jest.
Niejeden ci on.